zajrzało:

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do kanapek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do kanapek. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 stycznia 2016

tort inny niż wszystkie...na słono

tym razem hulaj dusza, post jest jedynie inspiracją. przepis na podstawę poznałam na pewnym koncercie gdzie ta fajna przekąska była hitem. tym razem nie podam ilości składników, zależy ona od ilości gości.  na dwie blaszki od ciasta potrzeba trzy chleby tostowe:)
potrzeba: chleb tostowy, twarożki (mogą być smakowe gotowe ale ja robiłam sama), szynki, wędzonego łososia, świeżego ogórka, jajek na twardo, oliwek zielonych lub/i czarnych, papryki konserwowej, koperku
robimy twarożki (jeśli nie kupiliśmy gotowców). do twarogu dodajemy śmietanę/ jogurt naturalny tak by uzyskać konsystencje pasty. solimy i doprawiamy pieprzem. można zostawić już taką wersję śmietankową. można też dodać-skórkę otartą z cytryny; - suszone pomidory i słodka paprykę; - szczypiorek i curry; - zioła prowansalskie i chrzan. na wyłożoną papierem lub folią blaszkę układamy kromki chleba tostowego posmarowane serkiem, wyrównujemy i w zależności od smaku układamy szynkę, plastry jajek lub łososia. na to układamy plasterki ogórka. przykrywamy kolejna warstwą kromek posmarowanych serkiem. może być inny smak byle by pasował do smaku z pierwszej warstwy :). wyrównujemy serek jak tort, obficie posypujemy koperkiem i wsadzamy do lodówki na noc lub co najmniej na kilka godzin. kroimy na kawałki i w każdy wbijamy wykałaczkę nadziewając przy tym oliwkę lub kawałek konserwowej papryki. podajemy i słuchamy ochów i achów :)




smacznego. mniamula.

niedziela, 1 marca 2015

pieczeń z szynki.

raz na jakiś czas nachodzi mnie chęć i wena by upiec pieczeń, taką na obiad, ale też żeby tego co zostanie można było użyć na kanapki. tym razem na warsztat poszedł spory kawałek szynki zrazowej. oprócz wstępnej obróbki fajne jest to ,że pieczeń robi się sama :)
potrzeba: kawał mięsa -szynka lub schab, mnóstwo przypraw: przede wszystkim soli i pieprzu oraz czosnku plus ulubionych ziółek. (ja dodałam jeszcze, płatki suszonych pomidorów, bazylię, czosnek niedźwiedzi, czarnuszkę i duuużo rozmarynu. ), trzech cebul, kilku ząbków czosnku, szklanki bulionu (może być woda),pól szklanki jogurtu naturalnego
mięsko myjemy, osuszamy i nacieramy solą i przyprawami wg gustu. obsmażamy na oleju ze wszystkich stron. na dno naczynia żaroodpornego wlewamy olej i wkładamy mięso. pieczemy pod przykryciem pół godziny w 180 stopniach. wyciągamy z piekarnika, dolewamy gorący bulion (ewentualnie wodę) obkładamy pokrojoną w ćwiartki cebulą oraz nieobranymi ząbkami czosnku. wkładamy z powrotem do piekarnika i pieczemy ponownie około pół godziny. sos ściemnieje, w pieczeń będzie wchodzić widelec. wyłączamy piekarnik ale mięso pozostawiamy do wystygnięcia w środku. najlepsze jest na drugi dzień. (wtedy wkładamy je na noc do lodówki) jeśli planujemy obiad to wyciągamy mięso z sosu, czosnek wyciskamy z łupin i przecieramy go wraz z cebulą, wkładamy do rondla i wstawiamy na gaz, dolewamy odrobinę wody i jogurt. mieszamy by powstał nam gęsty sos. gdy zawrze wkładamy do niego mięso pokrojone w plastry. podgrzewamy. gotowe. podajemy z czym tam chcemy. u mnie wersja z ziemniakami i surówką z pora. cudowności. pozostałą, niewykorzystaną część mięsa kroimy w cienkie plastry i zużywamy jako super domową wędlinę na kanapki.




smacznego. mniamula.

środa, 20 czerwca 2012

pasty twarożkowe

na kolację. do chleba. do selera naciowego lub ogórków jako dip.często. a przynajmniej raz w tygodniu.pyszne. kremowe. śmietankowe. z ziołami. z przyprawami. pasty twarożkowe.
potrzeba:pasta 1: opakowania 250g twarożku półtłustego, łyżki majonezu, dwóch łyżek śmietany, soli, pół łyżeczki przyprawy garam masala, dwóch łodyżek świeżego lubczyku, łodygi z listkami selera naciowego.
pasta 2: opakowania 250g twarożku półtłustego, łyżki majonezu, dwóch łyżek śmietany, soli, pieprzu ziołowego, ząbka czosnku, garści rzeżuchy, garści szczypiorku.
twarożek wykładamy do miski, rozgniatamy widelcem. ucieramy ze śmietaną i majonezem. solimy i przyprawiamy. wersja pierwsza: lubczyk i seler naciowy siekamy drobniutko i posypujemy serek. wersja druga: czosnek i szczypiorek siekamy drobniutko i również posypujemy serek. zioła są dowolne. można wrzucić bazylię, miętę, szałwię. co kto lubi.
smarujemy pieczywo lub maczamy różne surowe warzywa m.in. seler naciowy, świeży ogórek, mogą być też chipsy lub paluszki ale to niezdrowo:)
i tyle. proste, pyszne, szybkie do zrobienia.


smacznego. mniamula.

sobota, 9 czerwca 2012

smalec z curry i jabłkiem

smalec robię baaaardzo często. w ilości: kamionkowy dzbaneczek, miseczka plus słoiczek -na wynos:). kombinuję z przyprawami i różnymi dodatkami. zawsze wychodzi pyszny. tak, wiem ,że to nieprzyzwoita tłustość, że niezdrowe, że kaloryczne, ale co tam. i tak uwielbiam(nie tylko ja), więc nadal będę go robiła...
tym razem na stopienie poszła pachwina wieprzowa a za dodatki posłużyły m.in. curry i jabłuszko.
potrzeba: dużej pachwiny wieprzowej (tłustej), kawałka słoniny (lub kostki zwykłego smalcu), soli, pieprzu, majeranku, curry, dwóch ząbków czosnku, dużego jabłka.
żeby ułatwić sobie życie pachwiny nie kroiłam, tylko zmieliłam w maszynce razem ze słoniną. przemielone tłustości wykładamy do rondla i topimy. jak wytopią się skwareczki dodajemy łyżeczkę soli, po łyżce pieprzu i majeranku oraz dwie łyżki curry. czosnek przeciskamy przez praskę lub drobno kroimy(wersja moja-ścieram na małej tareczce), dorzucamy pokrojone drobniutko jabłko. topimy jeszcze kilka minut.mieszamy celem rozprowadzenia przypraw. gdy skwarki skwierczą i gołym (ewentualnie w okularach...) okiem widać ,że już nic się nie wytopi smalec jest gotowy. przelewamy go do docelowych naczyń i odstawiamy do ostygnięcia. całkowicie zimny wstawiamy do lodówki. rondel, w którym topiliśmy smalec świetny będzie do odgrzania makaronu, kaszy, ryżu, bądź podsmażenia kotletów. można wytrzeć chlebem:). poprzez dodanie curry smalec wychodzi dość żółty, mam nadzieję, że to jednak nie zrazi nikogo:)do smalcu jak cudownie dopasowany puzzel podajemy ogórka-sezon rozpoczęty- więc małosolnego!!!pychotka. do piwa i do meczu:)

smacznego. mniamula.

sobota, 15 października 2011

smalczyk na chłodniejsze wieczory, co właśnie nadeszły...

moja Rodzina jest śledziowo-smalcowa. kiedyś robiliśmy smalec po prostu wytapiając połeć świeżej słoniny.gładki ,biały ze skwareczkami.i na chleb z plastrem cebuli, solą i majerankiem. odkąd bardziej zaczęłam wgłębiać się w kULInarne klimaty zaczęły się też różne eksperymenty.
najwspanialszy w życiu smalec jadłam w knajpce w Przemyślu, nie pamiętam już nazwy lokalu, ani ulicy ,ale smak tego niepowtarzalnego smalczyku zapamiętam chyba do końca życia. czego tam nie było!!!skwareczki, kawałki mięsa,cebulka, czosnek, jabłko, śliwki suszone, orzechy, chilli i sama nie wiem co jeszcze. był cudowny i jego celem było zwiększenie spożycia równie przepysznego piwa. palił trochę w gardle, ale był pyszny. spełniał swoją rolę bardzo dobrze:)
w domu kombinowałam żeby zrobić podobny, ale oczywiście nigdy mi się to nie uda, ten smak jest możliwy tylko w tamtym miejscu, gdzie strudzeni kilkoma tygodniami bieszczadzkich wędrówek zagościliśmy na chwilę, może dwie.a chciałoby się na dłużej.ale cóż pociąg powrotny nie będzie czekał, trzeba było się żegnać z atmosferą, smalczykiem i piwkiem.
od dłuższego czasu robię w domu "paszteto-smalec". nazywamy go tak dziwnie bo bardziej przypomina pasztet. dodaję do niego różności i wychodzi smalcowa pasta. jest mega kaloryczny, tłusty i niezdrowy, ale co tam, raz się żyje.mniamulowy. pyyyyyyyyszny.
potrzeba:spory kawałek słoniny, większy kawałek podgardla lub żeberek pieczeniowych, trzy cebule, pięć ząbków czosnku, pieprz czarny mielony, sól, majeranek, lubczyk.
mięso gotuję do miękkości w osolonej wodzie z dodatkiem ziaren pieprzu, ziela angielskiego i listka laurowego. gotowe wyjmuję i odstawiam do ostudzenia.( wywar z mięsa można wykorzystać do zrobienia zupy, cięższej w stylu kartoflanki, krupniku, cebulowej).obieram cebule, kroję w ćwiartki. czosnek obieram. zimne mięso, słoninę, cebulę i czosnek mielę w maszynce i wytapiam na patelni. dorzucam przyprawy do smaku.gdy słonina staje się przezroczysta, a skwarki z mięsa zrumienione przelewam do miseczek lub glinianego dzbanka i odstawiam do stężenia. zimnym smaruję świeży chleb i pogryzam z kiszonymi ogórkami.coś cudownego.wspaniałości tłustości. piwko pasuje jak ulał...ale to oczywiście indywidualna sprawa.
smacznego. mniamula.

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

smak dzieciństwa

są czasem takie dni, że wracam pamięcią do smaków z dzieciństwa. czasy , w których dorastałam były biedne, mimo to wspominam je dobrze i nie znam uczucia głodu. pamiętam jak w sklepach nic nie było, jak na święta rzucali pomarańcze, było mięso na kartki i różne limity na cukier, mąkę. mimo nasze Mamy potrafiły zrobić coś z niczego, pomoc sąsiedzka była wszechobecna, handel wymienny kwitł, a my dzieciaki rośliśmy zdrowo, bez alergii i innych , obecnych w dzisiejszych czasach syfów.
piliśmy wodę z kranu, na podwórku oranżadę z jednej butelki  po kilkanaście dzieciaków. były też takie napoje w woreczkach, co niestety miały tendencję do spadania na chodnik i rozplaskiwania się. wtedy w oczach pojawiały się łzy...ale jak się udało zrobić maleńką dziurkę, wsadzić tam cieniutką słomeczkę wtedy wszyscy popijali z jednego i nikt nie przejmował się zarazkami. a ile to razy żuło się jedną gumę....hehhehe guma turbo albo donald...to było coś. każdy dzieciak miał kolekcję historyjek z donalda. wow!!!
ale w sumie nie ten smak mi dziś się zaplątał w głowie. otóż "chodziła" za mną pasta serowo-jajeczna. taka na chleb. na kolację.  
do utartego żółtego sera dodajemy posiekane, uprzednio ugotowane jajka, łychę majonezu, szczyptę soli i ze dwa lub trzy ząbki czosnku dla zdrówka i wykurzenia potencjalnych wirusów.mieszamy widelcem na gładką pastę , ewentualnie doprawiamy jakimś ziółkiem( ja wybrałam koperek). i tadam...na chlebek. najlepiej świeży i chrupiący.hmm...piętka wskazana:)
o ile zetrzeć ser i posiekać jajka to sprawa oczywista, o tyle dodanie czosneczku wiąże się z jego rozdrobnieniem. dawniej (czyli pokolenie Babci i Mamy i wstecz hen hen) po prostu go siekało drobniutko i rozcierało nożem. potem przybył do nas nie wiem skąd (zawrócił w głowie tak dokładnie...) wyciskacz do czosnku. zazwyczaj metalowy,bywa z plastiku.wsadzamy weń obrany ząbek i ciśniemy ile sił w ręku. ale zazwyczaj spora część zostaje w środku i się marnuje. można ją ewentualnie wyskrobać z wyciskacza i posiekać, ale wychodzi podwójna robota, więc niewyciśnięta część zostaje najczęściej wyrzucona do śmieci. cóż za marnotrawstwo:)
mój problem z czosnkiem się rozwiązał gdy dostałam w prezencie, a właściwie prezenciku, uroczą mini tareczkę. nadaje się nie tylko do tarcia czosnku, sprawdza się też przy skórce z cytryny,pomarańczy, świeżym imbirze, gałce muszkatałowej i innych drobiazgach. bardzo fajny gadżet -naprawdę przydatny.
i tak będąc szczęśliwą posiadaczką tareczki dodałam dziś do swojej pasty aż trzy ząbki czosnku. a co mi tam i tak nie mam się z kim całować:) dobrze, że w necie nie czuć:) nie chucham w ekran:)

smacznego.mniamula.