znów prezenty...dostałam skrzynkę brzoskwiń. średnio dojrzałych. ponieważ często używam takich z puszki postanowiłam zrobić brzoskwinie w syropie w kawałkach takie do ciast i deserów. namęczyłam się okrutnie z ich wypestkowaniem. być może były zbyt mało dojrzałe. nie wiem, nabawiłam się dwóch odcisków, klęłam przy tym jak szewc. ale mam nadzieję,że ich smak niebawem mi to wynagrodzi.przepis wyszperałam w internecie z bloga " uwaga babcia gotuje". bardzo inspirujący i ciekawy blog kulinarny. jest pysznie.zwiększyłam tylko proporcje no i nie mam pięknych połówek jak oryginalna autorka :(
potrzeba: trzech kilogramów brzoskwiń, trzech litrów wody i kilograma i dwieście gram cukru.
wodę zagotowujemy z cukrem do całkowitego rozpuszczenia. gotujemy około 15 minut. brzoskwinie sparzamy. tu wystąpił mega problem, bo skórka nie chciała odchodzić za nic w świecie nawet po kilkuminutowym gotowaniu owoców. podzieliłam więc je na cząstki, wypestkowałam i takie zanurzałam we wrzątku. obrawszy skórkę wrzucałam kawałki do słoików. zalewamy gorącą zalewą. zakręcamy i pasteryzujemy 40 minut. uff. wyszło mi siedem słoików średnich jak po rolmopsach :)
smacznego. mniamula.
zajrzało:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą owoce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą owoce. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 15 sierpnia 2013
sobota, 22 września 2012
pigwa wcale nie genowefa
kocham, kocham, kocham. najbardziej ich zapach. pigwa to drzewo. rzadko niestety spotykane, niedoceniane. ale jest jeszcze młodszy braciszek- pigwowiec. jest to średniej wielkości krzaczor z mnóstwem kolców i zielonych i żółtych kulek. pigwowca kocham miłością wielką, zaborczą i mam nadzieję odwzajemnioną. kilka lat temu przemykałam wieczorami po dzielnicy i cichaczem podkradałam owoce z różnych skwerów...(nie były to czyjeś ogródki- taki teren wszystkich). tak, jestem złodziejką. ale myślę, że krzaczki były mi wdzięczne, dawałam ich dzieciaczkom nowe życie:) nie zbierałam wszystkich, ot tak skubałam tu i ówdzie. po przeprowadzce okazało się ,że pigwowca ma w ogródku moja sąsiadka. byłam wniebowzięta, gdy zapytana stwierdziła,że nic z nim nie robi i dała mi kluczyk do furtki...ach jaka wielka była moja radość. już nie musiałam się skradać i z walącym sercem szybko i ukradkiem zrywać owoców wciąż kalecząc sobie ręce. tak uradowana zabrałam się do przetwarzania darów. pachnie cała kuchnia, ba mieszkanie całe:) zapach pigwowca upaja, zniewala i otula. jest kwaśno- słodki, rześki, no wspaniały. ciekawe, czy używają jakiegoś olejku pigwy lub pigwowca w perfumeryjnym biznesie. muszę sprawdzić. kupiłabym bez zastanowienia perfumy z taką nutą.
boskie. zatem do dzieła.
potrzeba: owoców pigwowca(pigwy) w dowolnej ilości, odrobiny cukru.
owoce myjemy, bierzemy ostry nóż, bo są dość twarde, kroimy na ćwiartki i wyrzucamy miliony:) pesteczek. na suchą patelnię wrzucamy pokrojone w plasterki owoce i posypujemy cukrem. niedużo, tak by puściły sok. smażymy często mieszając aż zrobi się gęsta masa. przekładamy do małych słoiczków i wekujemy około 10 minut.
dodajemy do herbaty. przestudzoną herbatę słodzimy odrobiną miodu. i jest cudownie...:)
a tak na marginesie podkradanych przeze mnie owoców nikt teraz nie zbiera. przechodząc niedawno obok swoich dawnych kradziejskich miejsc zauważyłam ,że krzaczki są pełne. zastanawiam się coby nie powrócić do procederu skoro aż się prosi...
mam nadzieję ,że po tym wpisie nikt nie postawi straży przy niczemu winnych krzaczkach.
smacznego. mniamula.
boskie. zatem do dzieła.
potrzeba: owoców pigwowca(pigwy) w dowolnej ilości, odrobiny cukru.
owoce myjemy, bierzemy ostry nóż, bo są dość twarde, kroimy na ćwiartki i wyrzucamy miliony:) pesteczek. na suchą patelnię wrzucamy pokrojone w plasterki owoce i posypujemy cukrem. niedużo, tak by puściły sok. smażymy często mieszając aż zrobi się gęsta masa. przekładamy do małych słoiczków i wekujemy około 10 minut.
dodajemy do herbaty. przestudzoną herbatę słodzimy odrobiną miodu. i jest cudownie...:)
a tak na marginesie podkradanych przeze mnie owoców nikt teraz nie zbiera. przechodząc niedawno obok swoich dawnych kradziejskich miejsc zauważyłam ,że krzaczki są pełne. zastanawiam się coby nie powrócić do procederu skoro aż się prosi...
mam nadzieję ,że po tym wpisie nikt nie postawi straży przy niczemu winnych krzaczkach.
smacznego. mniamula.
piątek, 3 sierpnia 2012
ocet malinowy
inspiracją do przepisu był przepis Olgi Smile z książki "smak imprezy"
www.olgasmile.com/ocet-truskawkowy.html
ja zmieniłam (za Jej radą zresztą, truskawki na maliny:)
potrzeba:pół kilograma malin, pół litra octu jabłkowego, kilka listków mięty, kilka listków bazylii.
maliny myjemy i osuszamy i miksujemy blenderem.wrzucamy do sporego słoika. ocet zagotowujemy i studzimy. gdy jest lekko ciepły zalewamy maliny. dodajemy listki ziół i zakrywamy warstwą gazy. odstawiamy na 10dni co jakiś czas wstrząsając. po tym czasie, przecedzamy przez gazę i wlewamy do buteleczek. octu używamy do sałatek, sosów lub ciepłych potraw zamiast tradycyjnego octu.na dnie wytrącił się osad ,ale nie usuwałam go. to samo zdrówko:) pro
ocet jabłkowy również robię sama i tegoż użyłam w tym przepisie. przepis. porcje możemy zwiększać wg potrzeb. mi oprócz widocznej na zdjęciu butelki wyszła jeszcze niecała półlitrowa. generalnie na pól litra bazy, czyli octu jabłkowego wyjdzie niewiele ponad pól litra octu malinowego. niebawem. tym razem własny:)
smacznego. mniamula.
www.olgasmile.com/ocet-truskawkowy.html
ja zmieniłam (za Jej radą zresztą, truskawki na maliny:)
potrzeba:pół kilograma malin, pół litra octu jabłkowego, kilka listków mięty, kilka listków bazylii.
maliny myjemy i osuszamy i miksujemy blenderem.wrzucamy do sporego słoika. ocet zagotowujemy i studzimy. gdy jest lekko ciepły zalewamy maliny. dodajemy listki ziół i zakrywamy warstwą gazy. odstawiamy na 10dni co jakiś czas wstrząsając. po tym czasie, przecedzamy przez gazę i wlewamy do buteleczek. octu używamy do sałatek, sosów lub ciepłych potraw zamiast tradycyjnego octu.na dnie wytrącił się osad ,ale nie usuwałam go. to samo zdrówko:) pro
ocet jabłkowy również robię sama i tegoż użyłam w tym przepisie. przepis. porcje możemy zwiększać wg potrzeb. mi oprócz widocznej na zdjęciu butelki wyszła jeszcze niecała półlitrowa. generalnie na pól litra bazy, czyli octu jabłkowego wyjdzie niewiele ponad pól litra octu malinowego. niebawem. tym razem własny:)
smacznego. mniamula.
poniedziałek, 30 lipca 2012
malinowe lato-sok, dżem i ciacho
dostałam niedawno mnóstwo malin. głównie w celu zrobienia z nich soku na zimę, na wszelkie zaniemogi, gorączki i bolączki.
zrobiłam kilkadziesiąt słoiczków soku- maliny do sokownika....i już.z miąższu -dżemik. proste.domowe. pyszne.
potrzeba: malin, cukru
maliny przebrać, opłukać, osuszyć i wrzucić do sokownika. podlewać ewentualnie wody do spodniego garnka, ale maliny dość szybko puszczają sok więc nie zajmuje to zbyt wiele czasu. zlać odparowany sok do garnka i dosłodzić wedle uznania. zamieszać, zagotować i wrzący wlewać do słoików. ustawiać do góry dnem. studzić po ręcznikiem. na drugi dzień do piwnicy...koniec pracy:)
odparowany miąższ z malin przyda nam się jako baza do pysznego dżemu. powstałą masę przekładamy do rondla i obficie posypujemy cukrem, po pół godzinie, zlewamy powstały sok ( do wypicia od razu) i smażymy aż do zgęstnienia często mieszając. gdy masa jest gęsta i lepka przekładamy gorącą do słoiczków (odkładamy około szklankę masy) i również układamy do góry dnem i przykrywamy ręcznikiem.i gotowe.
teraz troszkę komplikacji związanych z odłożoną masą:)
potrzeba: arkusza ciasta francuskiego, szklanki dżemu malinowego,jednego banana, łyżki masła i płatków migdałowych.
ciasto lekko rozwałkowujemy i wykładamy na wysypaną mąką blaszkę do tarty(okrągła i płaska) nakłuwamy w kilku miejscach widelcem i wkładamy do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika na 10 minut. po tym czasie wyjmujemy ciasto i wykładamy na nie dżem. wyrównujemy masę malinową, banana kroimy cienko wzdłuż i układamy na masie. dajemy na wierzch ze trzy wiórki masła i posypujemy płatkami migdałów. wkładamy z powrotem do piekarnika, tym razem na jakieś 30 minut. zaglądamy. jeśli brzegi zbrązowieją wcześniej to skracamy czas pieczenia. ja nie skróciłam więc boczki były lekko hehe sfajczone, ale co tam:) przed podaniem można posypać cukrem pudrem.
smacznego.mniamula.
zrobiłam kilkadziesiąt słoiczków soku- maliny do sokownika....i już.z miąższu -dżemik. proste.domowe. pyszne.
potrzeba: malin, cukru
maliny przebrać, opłukać, osuszyć i wrzucić do sokownika. podlewać ewentualnie wody do spodniego garnka, ale maliny dość szybko puszczają sok więc nie zajmuje to zbyt wiele czasu. zlać odparowany sok do garnka i dosłodzić wedle uznania. zamieszać, zagotować i wrzący wlewać do słoików. ustawiać do góry dnem. studzić po ręcznikiem. na drugi dzień do piwnicy...koniec pracy:)
odparowany miąższ z malin przyda nam się jako baza do pysznego dżemu. powstałą masę przekładamy do rondla i obficie posypujemy cukrem, po pół godzinie, zlewamy powstały sok ( do wypicia od razu) i smażymy aż do zgęstnienia często mieszając. gdy masa jest gęsta i lepka przekładamy gorącą do słoiczków (odkładamy około szklankę masy) i również układamy do góry dnem i przykrywamy ręcznikiem.i gotowe.
teraz troszkę komplikacji związanych z odłożoną masą:)
potrzeba: arkusza ciasta francuskiego, szklanki dżemu malinowego,jednego banana, łyżki masła i płatków migdałowych.
ciasto lekko rozwałkowujemy i wykładamy na wysypaną mąką blaszkę do tarty(okrągła i płaska) nakłuwamy w kilku miejscach widelcem i wkładamy do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika na 10 minut. po tym czasie wyjmujemy ciasto i wykładamy na nie dżem. wyrównujemy masę malinową, banana kroimy cienko wzdłuż i układamy na masie. dajemy na wierzch ze trzy wiórki masła i posypujemy płatkami migdałów. wkładamy z powrotem do piekarnika, tym razem na jakieś 30 minut. zaglądamy. jeśli brzegi zbrązowieją wcześniej to skracamy czas pieczenia. ja nie skróciłam więc boczki były lekko hehe sfajczone, ale co tam:) przed podaniem można posypać cukrem pudrem.
smacznego.mniamula.
poniedziałek, 16 lipca 2012
biszkoptowe z malinami
zostałam "zasypana" malinami.przetwory już stoją grzecznie w piwnicy, naleweczka naciąga, a mi zachciało się jeszcze ciasta. mam przepis od sąsiadki na takie biszkopto-podobne ciasto. bardzo smaczne, łatwe i jak to zwykle z ciastami bywa pychota!!!
potrzeba: szklanki mąki, szklanki cukru, szklanki oleju, opakowania kisielu cytrynowego(lub innego pasującego do owoców, jakich będziemy używać), czterech jajek, dwóch łyżeczek proszku do pieczenia, garści wiórków kokosowych, dowolnych owoców- w tym przepisie użyłam malin
mieszamy mąkę z cukrem, kisielem i proszkiem, oddzielamy żółtka od białek i wlewamy je do sypkich składników, białka ubijamy na pianę. do masy dolewamy olej i mieszamy, by nie było żadnych grudek. gdy masa jest gładka dodajemy ubitą pianę i delikatnie mieszamy do uzyskania jednolitej, gęstej konystencji.
formę( najlepiej okrągłą tortownicę) smarujemy odrobiną masła i wysypujemy tartą bułką. wylewamy ciasto, wygładzamy powierzchnię, posypujemy wiórkami kokosowymi i układamy owoce. pieczemy pól godziny w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.
obżeramy się po ostygnięciu. uwaga by nie poparzyć się malinami:)
smacznego. mniamula.
potrzeba: szklanki mąki, szklanki cukru, szklanki oleju, opakowania kisielu cytrynowego(lub innego pasującego do owoców, jakich będziemy używać), czterech jajek, dwóch łyżeczek proszku do pieczenia, garści wiórków kokosowych, dowolnych owoców- w tym przepisie użyłam malin
mieszamy mąkę z cukrem, kisielem i proszkiem, oddzielamy żółtka od białek i wlewamy je do sypkich składników, białka ubijamy na pianę. do masy dolewamy olej i mieszamy, by nie było żadnych grudek. gdy masa jest gładka dodajemy ubitą pianę i delikatnie mieszamy do uzyskania jednolitej, gęstej konystencji.
formę( najlepiej okrągłą tortownicę) smarujemy odrobiną masła i wysypujemy tartą bułką. wylewamy ciasto, wygładzamy powierzchnię, posypujemy wiórkami kokosowymi i układamy owoce. pieczemy pól godziny w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.
obżeramy się po ostygnięciu. uwaga by nie poparzyć się malinami:)
smacznego. mniamula.
niedziela, 8 lipca 2012
placek z jagodami
my jesteśmy jagódki, czarne jagódki, mieszkamy w lesie zielooooonym....
i tak z lasu trafiły do ciasta......mieszkamy w cieście mniamUlooooooooowym...
pyszny, szybki do pożarcia na ciepło nawet.placek z jagodami.
potrzeba:trzech jajek, 200g cukru, kostki(250g)margaryny, 250g mąki, 4łyżeczek cukru waniliowego,łyżeczki proszku do pieczenia, pól kilograma jagód, bułki tartej.
jajka wybijamy(pojedynczo) do szklanki i wlewamy do miski, łączymy z cukrami i ubijamy na puszystą masę. margarynę topimy i odstawiamy.papierek od margaryny zostawiamy do wysmarowania blaszki. do masy jajecznej dodajemy po łyżce mąki i proszek. cały czas ucieramy KULĄ (Boże broń od miksera:) jak zużyjemy całą mąkę wlewamy roztopioną margarynę i nadal ucieramy do pojawienia się bąbli, świadczących ,że ciasto jest gotowe. blaszkę lub tortownicę smarujemy margaryną(papierek:) i wysypujemy tarta bułką. wylewamy ciasto i znów oprószamy je tartą bułką. zapobiega do wpadnięciu owoców i zakalcowi. trochę i tak opadnie ale to mniejszość. wysypujemy na wierzch jagody i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180stopni na jakieś 30 minut do 40. wyjmujemy do ostygnięcia, pożeramy jeszcze ciepłe. popijamy zimnym piwem hehehehhe......alb czymkolwiek zimnym.można podać z gałką lodów. mniam.mniam.
smacznego. mniamula.
i tak z lasu trafiły do ciasta......mieszkamy w cieście mniamUlooooooooowym...
pyszny, szybki do pożarcia na ciepło nawet.placek z jagodami.
potrzeba:trzech jajek, 200g cukru, kostki(250g)margaryny, 250g mąki, 4łyżeczek cukru waniliowego,łyżeczki proszku do pieczenia, pól kilograma jagód, bułki tartej.
jajka wybijamy(pojedynczo) do szklanki i wlewamy do miski, łączymy z cukrami i ubijamy na puszystą masę. margarynę topimy i odstawiamy.papierek od margaryny zostawiamy do wysmarowania blaszki. do masy jajecznej dodajemy po łyżce mąki i proszek. cały czas ucieramy KULĄ (Boże broń od miksera:) jak zużyjemy całą mąkę wlewamy roztopioną margarynę i nadal ucieramy do pojawienia się bąbli, świadczących ,że ciasto jest gotowe. blaszkę lub tortownicę smarujemy margaryną(papierek:) i wysypujemy tarta bułką. wylewamy ciasto i znów oprószamy je tartą bułką. zapobiega do wpadnięciu owoców i zakalcowi. trochę i tak opadnie ale to mniejszość. wysypujemy na wierzch jagody i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180stopni na jakieś 30 minut do 40. wyjmujemy do ostygnięcia, pożeramy jeszcze ciepłe. popijamy zimnym piwem hehehehhe......alb czymkolwiek zimnym.można podać z gałką lodów. mniam.mniam.
smacznego. mniamula.
niedziela, 10 czerwca 2012
ciasto drożdżowe z rabarbarem
wyrasta toto takie dziwne, długie, kwadratowe łodygi czerwono-zielone z wielkimi jak łopian liśćmi...surowe łodygi- kwaśne jak zaraza:) jako dziecko pamiętam maczało się końcówki w cukrze i jadło. pamiętam też kompot i placek. z rabarbarem, bo o nim mowa. upieczony lub ugotowany rozwarstwia się pięknie.przyprawiony cukrem traci swoją kwaśność i jest pyszny. orzeźwia. w sumie nie wiem czy to owoc czy warzywo??? ale sezon na rabarbar mija szybko, więc póki jest gotuję orzeźwiające kompoty i wrzucam go do różnych ciast. dziś drożdżowe.
potrzeba: trzech szklanek mąki pszennej, 250g margaryny, pół szklanki cukru, sześć deka drożdży, paczki cukru waniliowego, 3/4 szklanki mleka, sześciu sporych łodyg rabarbaru, dwóch jabłek oraz garści płatków migdałowych. plus jeszcze trochę cukru do posypania.
mąkę mieszam z cukrami (łyżkę cukru odkładam) i siekam z margaryną. drożdże rozpuszczam w letnim mleku z pozostałą łyżką cukru. dobrze wymieszane wlewam do mąki z margaryną i wyrabiam gładkie, odchodzące od ręki ciasto. odstawiam w ciepłe miejsce na około dwie godziny.
ciasto wykładam do wysmarowanej margaryną formy. rabarbar myję, obieram cieniutko z łykowatej skórki, odcinam końcówki i kroję w kostkę. wykładam na ciasto. jabłka myję, obieram, usuwam gniazda nasienne i kroję na plasterki. również wykładam na ciasto. posypuję całość cukrem i płatkami migdałowymi. piekę w 190 stopniach 25 do 30minut. sprawdzam gotowość ciasta drewnianym patyczkiem. gdzieś z boku. jak suchy ciasto gotowe:)
wyciągam do przestygnięcia.
wiem, że niezdrowo ale często wcinam jeszcze ciepłe. potem oczywiście brzuch pobolewa, ale co tam:)raz się żyje.
smacznego. mniamula.
potrzeba: trzech szklanek mąki pszennej, 250g margaryny, pół szklanki cukru, sześć deka drożdży, paczki cukru waniliowego, 3/4 szklanki mleka, sześciu sporych łodyg rabarbaru, dwóch jabłek oraz garści płatków migdałowych. plus jeszcze trochę cukru do posypania.
mąkę mieszam z cukrami (łyżkę cukru odkładam) i siekam z margaryną. drożdże rozpuszczam w letnim mleku z pozostałą łyżką cukru. dobrze wymieszane wlewam do mąki z margaryną i wyrabiam gładkie, odchodzące od ręki ciasto. odstawiam w ciepłe miejsce na około dwie godziny.
ciasto wykładam do wysmarowanej margaryną formy. rabarbar myję, obieram cieniutko z łykowatej skórki, odcinam końcówki i kroję w kostkę. wykładam na ciasto. jabłka myję, obieram, usuwam gniazda nasienne i kroję na plasterki. również wykładam na ciasto. posypuję całość cukrem i płatkami migdałowymi. piekę w 190 stopniach 25 do 30minut. sprawdzam gotowość ciasta drewnianym patyczkiem. gdzieś z boku. jak suchy ciasto gotowe:)
wyciągam do przestygnięcia.
wiem, że niezdrowo ale często wcinam jeszcze ciepłe. potem oczywiście brzuch pobolewa, ale co tam:)raz się żyje.
smacznego. mniamula.
niedziela, 29 stycznia 2012
bananowe placuszki
kolejny post z gatunku szybko- znikających:)
placuszki są z rodziny naleśnikowych ale przez dodatek banana są jeszcze smaczniejsze od zwykłych naleśników(również przeze mnie lubianych wielce). proste, i szybkie w przygotowaniu, SZYBKIE także w znikaniu z talerza.
potrzeba: pięciu bananów, pięciu łyżek mąki pszennej, dwóch łyżek mąki ziemniaczanej, dwóch jajek, 1/3 szklanki śmietany 12%, dwóch łyżek soku z cytryny, łyżki cukru, garści rodzynków, pół łyżeczki proszku do pieczenia, oleju do smażenia placuszków i cukru pudru do posypania.
banany obieramy, rozgniatamy widelcem(lub praską do ziemniaków:), w misce mieszamy obie mąki z proszkiem, wbijamy jajka, mieszamy dolewając śmietanę. do gładkiego ciasta wlewamy sok z cytryny, cukier, rodzynki i banany. mieszamy. stołową łyżką nakładamy porcje na rozgrzany olej i smażymy na złoto- jak naleśniki. usmażone wykładamy na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym lub serwetką, aby oddały trochę tłuszczu. lekko ostudzone posypujemy cukrem pudrem.smakują na ciepło i na zimno. wchodzą hurtowo więc należy uważać. jeśli dbamy o linię lepiej nie siadać blisko talerza z tymi pychotkami. wychodzi około 30 placuszków.dla siebie i dziecka robię z połowy składników.
smacznego. mniamula.
placuszki są z rodziny naleśnikowych ale przez dodatek banana są jeszcze smaczniejsze od zwykłych naleśników(również przeze mnie lubianych wielce). proste, i szybkie w przygotowaniu, SZYBKIE także w znikaniu z talerza.
potrzeba: pięciu bananów, pięciu łyżek mąki pszennej, dwóch łyżek mąki ziemniaczanej, dwóch jajek, 1/3 szklanki śmietany 12%, dwóch łyżek soku z cytryny, łyżki cukru, garści rodzynków, pół łyżeczki proszku do pieczenia, oleju do smażenia placuszków i cukru pudru do posypania.
banany obieramy, rozgniatamy widelcem(lub praską do ziemniaków:), w misce mieszamy obie mąki z proszkiem, wbijamy jajka, mieszamy dolewając śmietanę. do gładkiego ciasta wlewamy sok z cytryny, cukier, rodzynki i banany. mieszamy. stołową łyżką nakładamy porcje na rozgrzany olej i smażymy na złoto- jak naleśniki. usmażone wykładamy na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym lub serwetką, aby oddały trochę tłuszczu. lekko ostudzone posypujemy cukrem pudrem.smakują na ciepło i na zimno. wchodzą hurtowo więc należy uważać. jeśli dbamy o linię lepiej nie siadać blisko talerza z tymi pychotkami. wychodzi około 30 placuszków.dla siebie i dziecka robię z połowy składników.
smacznego. mniamula.
niedziela, 13 listopada 2011
szybka szarlotka-pychotka
zachciało mi się cosik słodkiego, jabłek w bród, nasza stara,poczciwa jabłonka w tym roku znów dała czadu.jabłek jak winogron! soczyste, słodkie kiście. przepyszne. trochę do zjedzenia, trochę do przetworów, trochę na rozdanie, trochę na zimę do poleżenia. i co tydzień ciacho.
a, że czasu nie za wiele, więc dziś na szybko. niemniej pysznie, zdrowo i smakowicie.tanio- bez jajek!
potrzeba: pół kilograma jabłek,dwie łyżki cukru wanilinowego, łyżka smażonej skórki pomarańczowej na masę oraz 30dag mąki, 15dag margaryny, 8dag cukru, dwie łyżki śmietany, pół łyżeczki proszku do pieczenia na ciasto. plus cukier tłuszcz i bułka tarta do blachy.
zagniatamy szybko kruche ciasto, wykładamy na wysmarowaną tłuszczem i wysypaną tartą bułką tortownicę formując brzegi na wysokość dwóch palców. wkładamy do lodówki. obieramy jabłka i ścieramy na tarce na grubych oczkach, dodajemy skórkę pomarańczową i cukier waniliowy.mieszamy. wyjmujemy ciasto z lodówki, nakłuwamy widelcem i wsadzamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 10 minut.
podpieczone ciasto wykładamy na deskę czy kuchenkę i wykładamy do tej "kruchej miseczki" jabłkową masę. ponownie wsadzamy do piekarnika na 15-20 minut. gdy brzegi będą złociste wyjmujemy, posypujemy po wierzchu delikatnie cukrem i wkładamy jeszcze na kilka minut (jakieś trzy). wyłączamy piekarnik i zostawiamy do ostygnięcia. można jeść na ciepło lub odczekać i tradycyjnie skonsumować...
smacznego.mniamula.
a, że czasu nie za wiele, więc dziś na szybko. niemniej pysznie, zdrowo i smakowicie.tanio- bez jajek!
potrzeba: pół kilograma jabłek,dwie łyżki cukru wanilinowego, łyżka smażonej skórki pomarańczowej na masę oraz 30dag mąki, 15dag margaryny, 8dag cukru, dwie łyżki śmietany, pół łyżeczki proszku do pieczenia na ciasto. plus cukier tłuszcz i bułka tarta do blachy.
zagniatamy szybko kruche ciasto, wykładamy na wysmarowaną tłuszczem i wysypaną tartą bułką tortownicę formując brzegi na wysokość dwóch palców. wkładamy do lodówki. obieramy jabłka i ścieramy na tarce na grubych oczkach, dodajemy skórkę pomarańczową i cukier waniliowy.mieszamy. wyjmujemy ciasto z lodówki, nakłuwamy widelcem i wsadzamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 10 minut.
podpieczone ciasto wykładamy na deskę czy kuchenkę i wykładamy do tej "kruchej miseczki" jabłkową masę. ponownie wsadzamy do piekarnika na 15-20 minut. gdy brzegi będą złociste wyjmujemy, posypujemy po wierzchu delikatnie cukrem i wkładamy jeszcze na kilka minut (jakieś trzy). wyłączamy piekarnik i zostawiamy do ostygnięcia. można jeść na ciepło lub odczekać i tradycyjnie skonsumować...
smacznego.mniamula.
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
cassis czyli zabawy spirytusem ciąg dalszy
po zlewaniu wiśniówki, następuje zlewanie nalewki z czarnej porzeczki ,czyli tytułowej cassis.degustacja jest cudownie przyjemna. głęboki aromat, niesamowity zapach, osobiście jeden z moich ulubionych.
tak więc czarrrrrna porzeczka, carrramba.cassis
potrzeba:jeden kilogram czarnych porzeczek bez szypułek, dziesięć liści porzeczkowych,pięć goździków, kawałek cynamonu oraz 50 dag cukru. za mocniejszych rzeczy to ćwiartka spirytusu i 0,7 litra wódki.
porzeczki myjemy, osuszamy na sicie i rozgniatamy. wkładamy do gąsiorka razem z liśćmi, cynamonem i goździkami. zasypujemy cukrem i zalewamy alkoholem.wstrząsamy uprzednio zakręcając coby trunek nam nie wychlapnął- cóż byłaby za strata. odstawić na miesiąc. po tym czasie przefiltrować do butelek. pić można natychmiast, co też uczyniłam z moim Rodzicielem. tak nam z Tatusiem smakowało, że do zdjęcia uchowała się butelczyna marna:)
smacznego.mniamula.
tak więc czarrrrrna porzeczka, carrramba.cassis
potrzeba:jeden kilogram czarnych porzeczek bez szypułek, dziesięć liści porzeczkowych,pięć goździków, kawałek cynamonu oraz 50 dag cukru. za mocniejszych rzeczy to ćwiartka spirytusu i 0,7 litra wódki.
porzeczki myjemy, osuszamy na sicie i rozgniatamy. wkładamy do gąsiorka razem z liśćmi, cynamonem i goździkami. zasypujemy cukrem i zalewamy alkoholem.wstrząsamy uprzednio zakręcając coby trunek nam nie wychlapnął- cóż byłaby za strata. odstawić na miesiąc. po tym czasie przefiltrować do butelek. pić można natychmiast, co też uczyniłam z moim Rodzicielem. tak nam z Tatusiem smakowało, że do zdjęcia uchowała się butelczyna marna:)
smacznego.mniamula.
czwartek, 25 sierpnia 2011
wiśniówka-post dla dorosłych:)
od pięciu lat bawię się spirytusem.......
wsiąknęłam w robienie nalewek.wspaniała czynność.uczy cierpliwości,bo na niektóre trzeba poczekać zanim się staną zdatne do spożycia. robię co roku kilka rodzajów, kombinuję ze smakami,przyprawami.większość rozdaję,choć na własny użytek też oczywiście trochę sobie zostawiam, a co!!!
mój najlepszy sposób picia nalewki to wlanie dwóch łyżeczek do herbaty. zimą.wieczorem.i pełen relaksik.działanie rozgrzewające i wzmacniające odporność.no i oczywiście nie wolno zapominać o wspaniałych właściwościach rozweselających.tak tak tak.
do wiśniówki trzeba nam: pół kilograma wiśni bez szypułek, pół litra spirytusu,
i na później: 40 dag cukru, pół litra przegotowanej,zimnej wody.
wsypać umyte owoce do gąsiorka i zalać spirytusem.zamknąć. odstawić na tydzień. codziennie wstrząsać naczyniem.po tygodniu, zlać płyn, a wiśnie zasypać cukrem. i odstawić tym razem na dwa tygodnie. po tym czasie do jednego garnka zlać syrop z wiśni, dolać wodę i wcześniej zlany spirytus. wymieszać.przefiltrować do butelek.odstawić na miesiąc. po miesiącu ewentualnie ponownie przefiltrować, jeżeli nalewka zmętnieje.im starsza, tym lepsza. wiśnie z nalewki wydrylować i wykorzystać do ciasta lub koktajlu-tylko dla dorosłych oczywiście.można też je sobie zjeść i nieźle się upić:)najlepiej z przyjaciółmi!!!
smacznego.mniamula.
wsiąknęłam w robienie nalewek.wspaniała czynność.uczy cierpliwości,bo na niektóre trzeba poczekać zanim się staną zdatne do spożycia. robię co roku kilka rodzajów, kombinuję ze smakami,przyprawami.większość rozdaję,choć na własny użytek też oczywiście trochę sobie zostawiam, a co!!!
mój najlepszy sposób picia nalewki to wlanie dwóch łyżeczek do herbaty. zimą.wieczorem.i pełen relaksik.działanie rozgrzewające i wzmacniające odporność.no i oczywiście nie wolno zapominać o wspaniałych właściwościach rozweselających.tak tak tak.
do wiśniówki trzeba nam: pół kilograma wiśni bez szypułek, pół litra spirytusu,
i na później: 40 dag cukru, pół litra przegotowanej,zimnej wody.
wsypać umyte owoce do gąsiorka i zalać spirytusem.zamknąć. odstawić na tydzień. codziennie wstrząsać naczyniem.po tygodniu, zlać płyn, a wiśnie zasypać cukrem. i odstawić tym razem na dwa tygodnie. po tym czasie do jednego garnka zlać syrop z wiśni, dolać wodę i wcześniej zlany spirytus. wymieszać.przefiltrować do butelek.odstawić na miesiąc. po miesiącu ewentualnie ponownie przefiltrować, jeżeli nalewka zmętnieje.im starsza, tym lepsza. wiśnie z nalewki wydrylować i wykorzystać do ciasta lub koktajlu-tylko dla dorosłych oczywiście.można też je sobie zjeść i nieźle się upić:)najlepiej z przyjaciółmi!!!
smacznego.mniamula.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















