tym razem hulaj dusza, post jest jedynie inspiracją. przepis na podstawę poznałam na pewnym koncercie gdzie ta fajna przekąska była hitem. tym razem nie podam ilości składników, zależy ona od ilości gości. na dwie blaszki od ciasta potrzeba trzy chleby tostowe:)
potrzeba: chleb tostowy, twarożki (mogą być smakowe gotowe ale ja robiłam sama), szynki, wędzonego łososia, świeżego ogórka, jajek na twardo, oliwek zielonych lub/i czarnych, papryki konserwowej, koperku
robimy twarożki (jeśli nie kupiliśmy gotowców). do twarogu dodajemy śmietanę/ jogurt naturalny tak by uzyskać konsystencje pasty. solimy i doprawiamy pieprzem. można zostawić już taką wersję śmietankową. można też dodać-skórkę otartą z cytryny; - suszone pomidory i słodka paprykę; - szczypiorek i curry; - zioła prowansalskie i chrzan. na wyłożoną papierem lub folią blaszkę układamy kromki chleba tostowego posmarowane serkiem, wyrównujemy i w zależności od smaku układamy szynkę, plastry jajek lub łososia. na to układamy plasterki ogórka. przykrywamy kolejna warstwą kromek posmarowanych serkiem. może być inny smak byle by pasował do smaku z pierwszej warstwy :). wyrównujemy serek jak tort, obficie posypujemy koperkiem i wsadzamy do lodówki na noc lub co najmniej na kilka godzin. kroimy na kawałki i w każdy wbijamy wykałaczkę nadziewając przy tym oliwkę lub kawałek konserwowej papryki. podajemy i słuchamy ochów i achów :)
smacznego. mniamula.
zajrzało:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolacja. Pokaż wszystkie posty
środa, 27 stycznia 2016
sobota, 16 maja 2015
tarta z porem i boczusiem
lubię tarty. są szybkie i proste w przygotowaniu, można je robić na słodko i słono i nadziewać czym się chce. a jak się ma w lodówce rolkę ciasta francuskiego to w kilka minut powstaje super kolacja.
potrzeba: arkusza ciasta francuskiego, 10 dag boczku wędzonego, dwóch białych części pora, szklanki śmietany 12%, jednego jajka, soli, pieprzu białego, gałki muszkatołowej, garam masali,
wykładamy ciasto francuskie na oprószoną mąką blaszkę i nakłuwamy widelcem.wylepiamy boki. wstawiamy do piekarnika na kilka minut do podpieczenia na 180 stopni. boczek kroimy w paseczki i smażymy na chrupko, dodajemy pokrojone w krążki, dokładnie wcześniej wymyte i osuszone pory. smażymy, aż pory się zeszklą i będą półmiękkie. śmietanę bełtamy z jajkiem i przyprawami. przesmażony farsz wykładamy na podpieczone ciasto i zalewamy sosem. pieczemy dalej w 180 stopniach około 15 do 20 minut, tak by wierzch zbrązowiał. jemy na ciepło na przykład z dipem czosnkowym :)
potrzeba: pół kubka jogurtu naturalnego małego, ząbka czosnku (lub łyżeczki sproszkowanego), szczypty soli i pieprzu ziołowego, łyżki majonezu.
mieszamy wszystko na gładką masę. i podajemy do naszej tarty :)
wyśmienite z piwem :)
smacznego. mniamula.
potrzeba: arkusza ciasta francuskiego, 10 dag boczku wędzonego, dwóch białych części pora, szklanki śmietany 12%, jednego jajka, soli, pieprzu białego, gałki muszkatołowej, garam masali,
wykładamy ciasto francuskie na oprószoną mąką blaszkę i nakłuwamy widelcem.wylepiamy boki. wstawiamy do piekarnika na kilka minut do podpieczenia na 180 stopni. boczek kroimy w paseczki i smażymy na chrupko, dodajemy pokrojone w krążki, dokładnie wcześniej wymyte i osuszone pory. smażymy, aż pory się zeszklą i będą półmiękkie. śmietanę bełtamy z jajkiem i przyprawami. przesmażony farsz wykładamy na podpieczone ciasto i zalewamy sosem. pieczemy dalej w 180 stopniach około 15 do 20 minut, tak by wierzch zbrązowiał. jemy na ciepło na przykład z dipem czosnkowym :)
potrzeba: pół kubka jogurtu naturalnego małego, ząbka czosnku (lub łyżeczki sproszkowanego), szczypty soli i pieprzu ziołowego, łyżki majonezu.
mieszamy wszystko na gładką masę. i podajemy do naszej tarty :)
wyśmienite z piwem :)
smacznego. mniamula.
piątek, 9 sierpnia 2013
sałatka z wędzonym twarogiem
w upały najczęściej nie jadam kolacji, ale jeśli już to zazwyczaj rezygnuję z tradycyjnych kanapek i wymyślam różne sałatki na bazie tego co mam w lodówce. tak powstała aromatyczna, ciekawa w smaku i strukturze sałatka z wędzonym twarogiem. pyszna, lekka i łatwa do przygotowania.
potrzeba: pół głowki sałaty lodowej, średniej cebuli, trzech ogórków małosolnych, dwóch pomidorów, pół kostki wędzonego twarogu ( użyłam wersji paprykowej), pieprzu, octu balsamicznego i oliwy z oliwek (użyłam smakowej czosnkowej własnej roboty-przepis niebawem).
uwaga: nie używamy tu soli!!! twaróg i ogórki małosolne robią swoje więc absolutnie nie polecam używania soli w tej sałatce.
sałatę rwiemy na drobne kawałki, cebulę obieramy i kroimy w cienkie półplasterki. ogórki ścieramy na tarce na cienki plasterki. pomidory sparzamy, obieramy ze skórki i kroimy w kostkę. mieszamy wszystko razem, przyprawiamy pieprzem, skrapiamy oliwą i octem. ponownie mieszamy. wkruszamy twaróg i zostawiamy na 10 minut do przegryzienia się smaków. podajemy. najlepiej zjeść ją w dniu przygotowania. na następny jest smaczna ale przez puszczenie soków z pomidora i ogórka robi się lekko gumowa :). można eksperymentować; dodać oliwki, kapary, paprykę. dla mnie ta wersja to podstawa, reszta zależy od stanu wnętrza lodówki :)
smacznego. mniamula.
potrzeba: pół głowki sałaty lodowej, średniej cebuli, trzech ogórków małosolnych, dwóch pomidorów, pół kostki wędzonego twarogu ( użyłam wersji paprykowej), pieprzu, octu balsamicznego i oliwy z oliwek (użyłam smakowej czosnkowej własnej roboty-przepis niebawem).
uwaga: nie używamy tu soli!!! twaróg i ogórki małosolne robią swoje więc absolutnie nie polecam używania soli w tej sałatce.
sałatę rwiemy na drobne kawałki, cebulę obieramy i kroimy w cienkie półplasterki. ogórki ścieramy na tarce na cienki plasterki. pomidory sparzamy, obieramy ze skórki i kroimy w kostkę. mieszamy wszystko razem, przyprawiamy pieprzem, skrapiamy oliwą i octem. ponownie mieszamy. wkruszamy twaróg i zostawiamy na 10 minut do przegryzienia się smaków. podajemy. najlepiej zjeść ją w dniu przygotowania. na następny jest smaczna ale przez puszczenie soków z pomidora i ogórka robi się lekko gumowa :). można eksperymentować; dodać oliwki, kapary, paprykę. dla mnie ta wersja to podstawa, reszta zależy od stanu wnętrza lodówki :)
smacznego. mniamula.
niedziela, 4 sierpnia 2013
orzeźwiająca sałatka krabowa
ta sałatka rządzi na wszystkich rodzinnych imprezach. jest pyszna, można ją oczywiście modyfikować. podstawą są paluszki krabowe i ananas. generalnie podajemy ją z dodatkiem ryżu, ale wszechobecne upały sprawiły,że postanowiłam ją odświeżyć. efekt powalający. wyszło pysznie!!!
potrzeba: opakowania paluszków krabowych, puszki ananasa w kawałkach ( lub w krążkach, wtedy pokroić), puszki kukurydzy, połowy pęczka koperku, dwóch świeżych , sporych ogórków, dwóch czubatych łyżek majonezu, pół szklanki jogurtu naturalnego, pieprzu i ząbka czosnku.
paluszki krabowe i odsączonego ananasa kroimy w kostkę (chyba ,że ananas jest w kawałkach :), kukurydzę odsączamy. wrzucamy do dużej miski i mieszamy. koperek drobno siekamy, dodajemy do miski. ogórki obieramy ze skórki i kroimy w drobną kostkę. doprawiamy pieprzem i startym na drobniutkiej tareczce czosnkiem. majonez mieszamy z jogurtem i polewamy sałatkę. mieszamy. podajemy po uprzednim schłodzeniu w lodówce. naprawdę smaczna.lekka i orzeźwiająca.zdjęcia kiepskie ale smak się liczy!!!:)
smacznego. mniamula.
potrzeba: opakowania paluszków krabowych, puszki ananasa w kawałkach ( lub w krążkach, wtedy pokroić), puszki kukurydzy, połowy pęczka koperku, dwóch świeżych , sporych ogórków, dwóch czubatych łyżek majonezu, pół szklanki jogurtu naturalnego, pieprzu i ząbka czosnku.
paluszki krabowe i odsączonego ananasa kroimy w kostkę (chyba ,że ananas jest w kawałkach :), kukurydzę odsączamy. wrzucamy do dużej miski i mieszamy. koperek drobno siekamy, dodajemy do miski. ogórki obieramy ze skórki i kroimy w drobną kostkę. doprawiamy pieprzem i startym na drobniutkiej tareczce czosnkiem. majonez mieszamy z jogurtem i polewamy sałatkę. mieszamy. podajemy po uprzednim schłodzeniu w lodówce. naprawdę smaczna.lekka i orzeźwiająca.zdjęcia kiepskie ale smak się liczy!!!:)
smacznego. mniamula.
niedziela, 10 marca 2013
kolorowa sałatka z marchewki z ziołami
sałatki to morze możliwości. łączenie składników zazwyczaj zajmuje chwilkę, można się posłużyć produktami z puszki, można "wyczyścić lodówkę", zużyć pozostałości z obiadu i takie tam.
ku mojemu wielkiemu zdziwieniu została marchewka z zupy, która zazwyczaj znika z prędkością światła. ale to nie był jej dzień widocznie. "no Mamo ja nie lubię dzisiaj marchewki". mama zrozumiała, pomyślała i tak oto powstała sałatka na kolację. zjedzona zresztą w tempie szybkim również przez Syna :) tak właśnie nie lubił marchewki tego dnia:)
potrzeba: pięciu ugotowanych marchewek, dwóch kiszonych ogórków, dwóch ząbków czosnku, połowy cebuli i połowy pęczka szczypiorku, po gałązce mięty, tymianku i bazylii, soli, pieprzu.
do sosu: ćwierć kubka śmietany, dużej łyżki majonezu, soli, pieprzu, curry.
marchewkę i ogórki kroimy w kostkę, cebulę i szczypiorek drobniej a czosnek ścieramy na mini tarce( lub przez praskę), zioła skręcamy ze sobą w rulonik i drobniutko siekamy. solimy i oprószamy pieprzem. mieszamy.
robimy sos. majonez łączymy ze śmietaną i doprawiamy. podajemy osobno.
smacznego. mniamula.
ku mojemu wielkiemu zdziwieniu została marchewka z zupy, która zazwyczaj znika z prędkością światła. ale to nie był jej dzień widocznie. "no Mamo ja nie lubię dzisiaj marchewki". mama zrozumiała, pomyślała i tak oto powstała sałatka na kolację. zjedzona zresztą w tempie szybkim również przez Syna :) tak właśnie nie lubił marchewki tego dnia:)
potrzeba: pięciu ugotowanych marchewek, dwóch kiszonych ogórków, dwóch ząbków czosnku, połowy cebuli i połowy pęczka szczypiorku, po gałązce mięty, tymianku i bazylii, soli, pieprzu.
do sosu: ćwierć kubka śmietany, dużej łyżki majonezu, soli, pieprzu, curry.
marchewkę i ogórki kroimy w kostkę, cebulę i szczypiorek drobniej a czosnek ścieramy na mini tarce( lub przez praskę), zioła skręcamy ze sobą w rulonik i drobniutko siekamy. solimy i oprószamy pieprzem. mieszamy.
robimy sos. majonez łączymy ze śmietaną i doprawiamy. podajemy osobno.
smacznego. mniamula.
poniedziałek, 4 marca 2013
pizza domowa z kurczakiem i szpinakiem
owszem, zdarza mi się pójść do pizzerii, nie uważam się też za mistrza w robieniu pizzy. ale robi się ją szybko i skoro moje dziecko mówi ,że domowa jest pyszna to wolę upiec sama niż iść do lokalu. pracowałam kilka lat jako kelnerka w pizzerii, trochę liznęłam tematu. z doświadczenia wyszło mi ,że ciasto im prostsze tym lepsze. a dodatki oczywiście co kto lubi. do wyboru do koloru. dziecko bardzo przydaje się w "gnieceniu" ciasta i jest to świetna frajda i ćwiczenia dla rączek. polecam.
potrzeba: czterech deka drożdży świeżych, pół szklanki ciepłej wody, pół łyżeczki soli, łyżka oleju i około 40 dag mąki, szczypta oregano, mały słoiczek koncentratu pomidorowego (może być keczup) plus dowolne dodatki na jakie przyjdzie nam ochota :)
w dużej misce zalewamy wodą drożdże, dodajemy sól i olej. mieszamy. gdy się rozpuszczą sypiemy mąkę i wyrabiamy ciasto. (tu przydaje się dziecko). najpierw drewnianą łyżką, później wyrabiamy ręką. gdy ciasto stanowi całość przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.chwała piecom kaflowym :) w tym czasie przygotowujemy dodatki. koncentrat mieszamy z odrobiną soli i oregano lub dowolną ulubiona przyprawą.
moja pizza jest z kurczakiem, szpinakiem, żółtym serem i curry. kurczak wcześniej ugotowany w rosole obieramy z kości i kroimy na małe kawałki. szpinak myjemy i blanszujemy, żółty ser trzemy na tarce o grubych oczkach. blachę smarujemy odrobiną oleju i wykładamy ciasto. smarujemy koncentratem (ewentualnie keczupem), nakładamy dodatki, posypujemy żółtym serem i curry. wkładamy do piekarnika na 15-20 minut na 180 stopni. pizza będzie zrumieniona na brzegach. podajemy z keczupem lub sosem curry.
smacznego. mniamula.
potrzeba: czterech deka drożdży świeżych, pół szklanki ciepłej wody, pół łyżeczki soli, łyżka oleju i około 40 dag mąki, szczypta oregano, mały słoiczek koncentratu pomidorowego (może być keczup) plus dowolne dodatki na jakie przyjdzie nam ochota :)
w dużej misce zalewamy wodą drożdże, dodajemy sól i olej. mieszamy. gdy się rozpuszczą sypiemy mąkę i wyrabiamy ciasto. (tu przydaje się dziecko). najpierw drewnianą łyżką, później wyrabiamy ręką. gdy ciasto stanowi całość przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.chwała piecom kaflowym :) w tym czasie przygotowujemy dodatki. koncentrat mieszamy z odrobiną soli i oregano lub dowolną ulubiona przyprawą.
moja pizza jest z kurczakiem, szpinakiem, żółtym serem i curry. kurczak wcześniej ugotowany w rosole obieramy z kości i kroimy na małe kawałki. szpinak myjemy i blanszujemy, żółty ser trzemy na tarce o grubych oczkach. blachę smarujemy odrobiną oleju i wykładamy ciasto. smarujemy koncentratem (ewentualnie keczupem), nakładamy dodatki, posypujemy żółtym serem i curry. wkładamy do piekarnika na 15-20 minut na 180 stopni. pizza będzie zrumieniona na brzegach. podajemy z keczupem lub sosem curry.
smacznego. mniamula.
czwartek, 17 maja 2012
cycki z brzoskwiniami
tym razem mój hicior z imprez wszelakich.proste, smaczne, po prostu mniamulowe danie!!!
potrzeba: dwóch podwójnych piersi kurczaka, puszki brzoskwiń(w połówkach), majonezu, keczupu i przyprawy curry oraz do kurczaka.
cycki myjemy, odcinamy błonki i kroimy na małe kawałki(tak na gryza) posypujemy przyprawą do kurczaka i obsmażamy na oliwie. przekładamy do miski. brzoskwinie kroimy w plasterki i mieszamy z kurczakiem. miseczki wlewamy trzy łyżki syropu z brzoskwiń (resztę wypijamy, mniam:) dwie łyżki majonezu i trzy łyżki keczupu oraz czubatą łyżkę curry, mieszamy aż powstanie gęsty, aksamitny sos. polewamy nim kurczaka i brzoskwinie i delikatnie mieszamy. wstawiamy na godzinkę do lodówki.
pyszności. wypróbowałam również wersję z kiwi i ananasem ale ta wygrywa i jest najlepsza pod względem smakowym i strukturalnym:)
smacznego.mniamula
potrzeba: dwóch podwójnych piersi kurczaka, puszki brzoskwiń(w połówkach), majonezu, keczupu i przyprawy curry oraz do kurczaka.
cycki myjemy, odcinamy błonki i kroimy na małe kawałki(tak na gryza) posypujemy przyprawą do kurczaka i obsmażamy na oliwie. przekładamy do miski. brzoskwinie kroimy w plasterki i mieszamy z kurczakiem. miseczki wlewamy trzy łyżki syropu z brzoskwiń (resztę wypijamy, mniam:) dwie łyżki majonezu i trzy łyżki keczupu oraz czubatą łyżkę curry, mieszamy aż powstanie gęsty, aksamitny sos. polewamy nim kurczaka i brzoskwinie i delikatnie mieszamy. wstawiamy na godzinkę do lodówki.
pyszności. wypróbowałam również wersję z kiwi i ananasem ale ta wygrywa i jest najlepsza pod względem smakowym i strukturalnym:)
smacznego.mniamula
sobota, 17 marca 2012
bigosik pieczarkowy
bigos, czyli wielka improwizacja, totalny miszmasz wcale nie musi być z kapusty...
znalazłam w jakiejś gazetce przepis na bigosik z pieczarek, zmodyfikowałam i wyszła wspaniałość:) smaki się przenikają, współgrają i tworzą oryginalne, a zarazem proste do wykonania danie. może być jako dodatek lub samodzielny posiłek.
potrzeba: po pól kilo pieczarek,cebuli, kiełbasy i kiszonych ogórków, trzy spore łyżki koncentratu pomidorowego lub keczupu, sól, pieprz, curry, i oliwa do smażenia.
pieczarki myjemy, kroimy w plasterki, cebulę kroimy w piórka, kiełbasę i ogórki w plasterki. smażymy na rozgrzanej oliwie w następującej kolejności: kiełbasa(zdejmujemy do innego rondla) na tym samym tłuszczu smażymy cebulę(dodajemy do kiełbasy), i na końcu pieczarki. mieszamy ze sobą usmażone składniki, dodajemy ogórki kiszone,podlewamy koncentratem(keczupem) zmieszanym z odrobiną wody. mieszamy i zostawiamy na małym ogniu pod przykryciem dziesięć minut. doprawiamy solą, pieprzem i sporą ilością curry. z solą należy uważać-mamy już w środku kiszone ogórki:)
podajemy z ryżem, ziemniakami, chlebem. bigosik nie wygląda może najpiękniej ,bo niestety tworzy ciemną brejkę, ale jest przepyszny.
smacznego. mniamula
znalazłam w jakiejś gazetce przepis na bigosik z pieczarek, zmodyfikowałam i wyszła wspaniałość:) smaki się przenikają, współgrają i tworzą oryginalne, a zarazem proste do wykonania danie. może być jako dodatek lub samodzielny posiłek.
potrzeba: po pól kilo pieczarek,cebuli, kiełbasy i kiszonych ogórków, trzy spore łyżki koncentratu pomidorowego lub keczupu, sól, pieprz, curry, i oliwa do smażenia.
pieczarki myjemy, kroimy w plasterki, cebulę kroimy w piórka, kiełbasę i ogórki w plasterki. smażymy na rozgrzanej oliwie w następującej kolejności: kiełbasa(zdejmujemy do innego rondla) na tym samym tłuszczu smażymy cebulę(dodajemy do kiełbasy), i na końcu pieczarki. mieszamy ze sobą usmażone składniki, dodajemy ogórki kiszone,podlewamy koncentratem(keczupem) zmieszanym z odrobiną wody. mieszamy i zostawiamy na małym ogniu pod przykryciem dziesięć minut. doprawiamy solą, pieprzem i sporą ilością curry. z solą należy uważać-mamy już w środku kiszone ogórki:)
podajemy z ryżem, ziemniakami, chlebem. bigosik nie wygląda może najpiękniej ,bo niestety tworzy ciemną brejkę, ale jest przepyszny.
smacznego. mniamula
niedziela, 11 marca 2012
talarki z kiełbasy
dziś super szybkie, super pyszne, super proste w wykonaniu danko. nie mogę powiedzieć- danie, bo to hmm...taka przystawka z biednych czasów.
potrzebujemy:kiełbasę (zwyczajna, wolińska, taka do smażenia), keczup, odrobinki zieleniny i oliwy
sprawa jest niezwykle prosta. kiełbasę kroimy w talarki i obsmażamy na niewielkiej ilości oliwy. krócej czy dłużej -to zależy wyłącznie od nas. jak kto lubi. gdy już osiągnie ulubioną dawkę podsmażenia zalewamy ją keczupem. "na oko". mieszamy. kiełbasa pławi się w keczupie po prostu. wykładamy na talerz i posypujemy natką pietruszki lub szczypiorkiem. zajadamy z chlebem lub w wersji luksusowej (heheh) ze smażonym camembertem.ser kroimy na pół by uzyskać dwa krążki. podsmażamy chwilkę na oliwie (można wykorzystać tę z kiełbasy) tak aby środek sera się rozpuścił. gotowe.
smacznego. mniamula.
potrzebujemy:kiełbasę (zwyczajna, wolińska, taka do smażenia), keczup, odrobinki zieleniny i oliwy
sprawa jest niezwykle prosta. kiełbasę kroimy w talarki i obsmażamy na niewielkiej ilości oliwy. krócej czy dłużej -to zależy wyłącznie od nas. jak kto lubi. gdy już osiągnie ulubioną dawkę podsmażenia zalewamy ją keczupem. "na oko". mieszamy. kiełbasa pławi się w keczupie po prostu. wykładamy na talerz i posypujemy natką pietruszki lub szczypiorkiem. zajadamy z chlebem lub w wersji luksusowej (heheh) ze smażonym camembertem.ser kroimy na pół by uzyskać dwa krążki. podsmażamy chwilkę na oliwie (można wykorzystać tę z kiełbasy) tak aby środek sera się rozpuścił. gotowe.
smacznego. mniamula.
niedziela, 22 stycznia 2012
kotleciki chlebowe
zostaje Wam czasami czerstwy chleb?mi się zdarza, prowadzę dwuosobowe gospodarstwo, Synek mało chleba je, więc czasami zostaje.ale parę lat temu znalazłam na to pyszny, prosty sposób. chlebowe kotleciki, w smaku nie różnią się nawet bardzo od mielonych:) faceci nie zawsze zgadują, że nie ma w nich grama mięsa:)
potrzebujemy: pół bochenka białego, czerstwego chleba, dwóch szklanek mleka lub bulionu, dużej cebuli, dwóch ząbków czosnku, dwóch jajek, bułki tartej, soli ,pieprzu, ulubionych ziół.
zaczynamy:) chleb kroimy w kostkę i moczymy w mleku(bulionie) około pół godziny.odciskamy i wsadzamy do sporej miski. cebulę drobno siekamy(można zetrzeć na tarce o grubych oczkach). osobiście nie przepadam za wielkimi kawałami cebuli, wyłażącymi z kotleta. wbijamy jajka, dodajemy czosnek(starty na maleńkiej tarce lub posiekany drobniutko) i przyprawy. co kto lubi. jeśli moczyliśmy chleb w bulionie nie dodajemy soli. z ziółek pasuje większość znanych nam gatunków, więc naprawdę hulaj dusza. ja preferuję ukochany lubczyk, trochę mięty, bazylii i curry. do tego ziołowy pieprz(o którym niebawem-jak zrobić go samemu). z wyrobionej masy formujemy kotleciki, obtaczamy w tartej bułce i smażymy na oleju.podajemy z sosem:np, pomidorowym, grzybowym, czosnkowym, keczupem- ponownie hulaj dusza. jest to wdzięczne danie- pasuje do większości sosów, surówek i sałatek.szybkie, proste i naprawdę smaczne. a przy okazji trochę "eko", zwłaszcza, że często widzimy zawieszone przy płocie lub śmietniku torby z pieczywem. zamiast marnować, bo rzadko kto zabiera te "wywieszki", zanim chleb spleśnieje wyczarujmy z niego pyszne danie!!!
smacznego. mniamula.
potrzebujemy: pół bochenka białego, czerstwego chleba, dwóch szklanek mleka lub bulionu, dużej cebuli, dwóch ząbków czosnku, dwóch jajek, bułki tartej, soli ,pieprzu, ulubionych ziół.
zaczynamy:) chleb kroimy w kostkę i moczymy w mleku(bulionie) około pół godziny.odciskamy i wsadzamy do sporej miski. cebulę drobno siekamy(można zetrzeć na tarce o grubych oczkach). osobiście nie przepadam za wielkimi kawałami cebuli, wyłażącymi z kotleta. wbijamy jajka, dodajemy czosnek(starty na maleńkiej tarce lub posiekany drobniutko) i przyprawy. co kto lubi. jeśli moczyliśmy chleb w bulionie nie dodajemy soli. z ziółek pasuje większość znanych nam gatunków, więc naprawdę hulaj dusza. ja preferuję ukochany lubczyk, trochę mięty, bazylii i curry. do tego ziołowy pieprz(o którym niebawem-jak zrobić go samemu). z wyrobionej masy formujemy kotleciki, obtaczamy w tartej bułce i smażymy na oleju.podajemy z sosem:np, pomidorowym, grzybowym, czosnkowym, keczupem- ponownie hulaj dusza. jest to wdzięczne danie- pasuje do większości sosów, surówek i sałatek.szybkie, proste i naprawdę smaczne. a przy okazji trochę "eko", zwłaszcza, że często widzimy zawieszone przy płocie lub śmietniku torby z pieczywem. zamiast marnować, bo rzadko kto zabiera te "wywieszki", zanim chleb spleśnieje wyczarujmy z niego pyszne danie!!!
smacznego. mniamula.
czwartek, 14 lipca 2011
mniamulowa kolacyjka-czyli francuska tarta
raz na jakiś czas zachce mi się wykwintnej kolacyjki...dla dwojga:)może być w samotności, wtedy na dwa wieczory, lub dla większej liczby osób. prostym i fantastycznym daniem, które można modyfikować w zależności od zachcianek i zawartości lodówki jest tarta. w przypadku kolacji robiona na tzw. słono.
żeby nie było za trudno to bierzemy gotowe ciasto francuskie:)
do zrobienia tej pyszności potrzeba:opakowanie ciasta francuskiego, 100ml śmietany 12%, jajko, sól, pieprz, gałka muszkatołowa, i co nam w duszy gra czyli farsz. mnie zagrały oliwki, ryba(dwa filety mintaja), biała część pora.oraz żółty ser.
rozkładamy ciasto na wysypanej mąką płaskiej blaszce, formujemy brzeg, dziabiemy widelcem w kilku miejscach i wkładamy na pięć minut do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni. w tym czasie kroimy rybę na kawałki i podsmażamy na oleju. dorzucamy pokrojony w krążki por i smażymy jakieś trzy minutki. wyjmujemy (ostrożnie:) spód z piekarnika. wykładamy na niego farsz, dorzucamy oliwki, przyprawiamy. jajko bełtamy ze śmietaną i wylewamy na farsz. posypujemy startym żółtym serem i oprószamy gałką muszkatołową.wsadzamy z powrotem do piekarnika i pieczemy około piętnastu- dwudziestu minut, do złotych brzegów i zrumienionego sera.
wyjmujemy z pieca kroimy w trójkąty i podajemy z keczupem lub sosem czosnkowym.
jest naprawdę pyszna.farsz możemy zmieniać jak chcemy. jedynym punktem stałym jest jajko zmieszane ze śmietaną. to zawiązuje farsz i ułatwia dzielenie na kawałki.do tego dania pasują wszelkie sałaty, choćby najprostsza:porwana na kawałki sałata plus szczypiorek. całość skropiona oliwą z oliwek, sokiem z cytryny i lekko posolona.można też dorzucić coś z ziół, których teraz pod dostatkiem- mięta, bazylia, liście selera, pietruszki lub lubczyk, zwany maggi.z ziół można też zrobić bukiet.postawić w kuchni i cieszyć oczy!!!
smacznego.mniamula.
żeby nie było za trudno to bierzemy gotowe ciasto francuskie:)
do zrobienia tej pyszności potrzeba:opakowanie ciasta francuskiego, 100ml śmietany 12%, jajko, sól, pieprz, gałka muszkatołowa, i co nam w duszy gra czyli farsz. mnie zagrały oliwki, ryba(dwa filety mintaja), biała część pora.oraz żółty ser.
rozkładamy ciasto na wysypanej mąką płaskiej blaszce, formujemy brzeg, dziabiemy widelcem w kilku miejscach i wkładamy na pięć minut do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni. w tym czasie kroimy rybę na kawałki i podsmażamy na oleju. dorzucamy pokrojony w krążki por i smażymy jakieś trzy minutki. wyjmujemy (ostrożnie:) spód z piekarnika. wykładamy na niego farsz, dorzucamy oliwki, przyprawiamy. jajko bełtamy ze śmietaną i wylewamy na farsz. posypujemy startym żółtym serem i oprószamy gałką muszkatołową.wsadzamy z powrotem do piekarnika i pieczemy około piętnastu- dwudziestu minut, do złotych brzegów i zrumienionego sera.
wyjmujemy z pieca kroimy w trójkąty i podajemy z keczupem lub sosem czosnkowym.
jest naprawdę pyszna.farsz możemy zmieniać jak chcemy. jedynym punktem stałym jest jajko zmieszane ze śmietaną. to zawiązuje farsz i ułatwia dzielenie na kawałki.do tego dania pasują wszelkie sałaty, choćby najprostsza:porwana na kawałki sałata plus szczypiorek. całość skropiona oliwą z oliwek, sokiem z cytryny i lekko posolona.można też dorzucić coś z ziół, których teraz pod dostatkiem- mięta, bazylia, liście selera, pietruszki lub lubczyk, zwany maggi.z ziół można też zrobić bukiet.postawić w kuchni i cieszyć oczy!!!
smacznego.mniamula.
wtorek, 21 czerwca 2011
bieszczadzkie wspomnienie
ostatnie wydarzenia w moim życiu skłoniły mnie do zatopienia się we wspomnieniach. co prawda zdarza mi się to bardzo często,ale tym razem dotyczyły tylko jednej osoby. odszedł bliski mi Przyjaciel i nie wiem czemu zachciało mi się przyrządzić danie, które uwielbiał, a którym zażeraliśmy się co roku na bieszczadzkich szlakach. najlepszy smażony ser jadłam w knajpie "cień PRL-u" w Dołżycy. tego smaku nie zapomnę. coś wspaniałego!!! prosta rzecz a niebo w gębie.
bierzemy żółty ser -najlepiej półtwardy, broń Boże tostowy:) w kawałku. kroimy na półtora cm kotlety i posypujemy pieprzem, solą i papryką słodką. tak przyprawione panierujemy w roztrzepanym jajku i bułce. smażymy na rozgrzanej oliwie.na złoto.
podajemy z dowolnymi dodatkami. cudnie pasuje sos curry,konfitura z żurawiny,ale też zwykły keczup lub majonez.co kto lubi. do tego grzaneczki z chleba i jakieś warzywka.teraz pasują ogórki małosolne, kapusta młoda czy pomidory. poza sezonem kiszona kapusta, surówka z selera czy buraczki. można wybierać z wielu dodatków naprawdę:). ser pasuje do większości warzyw. zamiast grzanek można podać ziemniaki lub ryż. danie jest syte.pasuje na obiad lub jako alternatywa dla kanapek na kolację.moja propozycja to sos curry,buraczki słodko-kwaśne i grzaneczki. i tyle.co tu więcej pisać:)
smacznego.mniamula
bierzemy żółty ser -najlepiej półtwardy, broń Boże tostowy:) w kawałku. kroimy na półtora cm kotlety i posypujemy pieprzem, solą i papryką słodką. tak przyprawione panierujemy w roztrzepanym jajku i bułce. smażymy na rozgrzanej oliwie.na złoto.
podajemy z dowolnymi dodatkami. cudnie pasuje sos curry,konfitura z żurawiny,ale też zwykły keczup lub majonez.co kto lubi. do tego grzaneczki z chleba i jakieś warzywka.teraz pasują ogórki małosolne, kapusta młoda czy pomidory. poza sezonem kiszona kapusta, surówka z selera czy buraczki. można wybierać z wielu dodatków naprawdę:). ser pasuje do większości warzyw. zamiast grzanek można podać ziemniaki lub ryż. danie jest syte.pasuje na obiad lub jako alternatywa dla kanapek na kolację.moja propozycja to sos curry,buraczki słodko-kwaśne i grzaneczki. i tyle.co tu więcej pisać:)
smacznego.mniamula
sobota, 7 maja 2011
gra w kr(y)okieta:)
tegoroczna majówka obfitowała w kulinarne wybryki, jednak najbardziej w pamięci zostały krokiety. zrobione na specjalne życzenie, dostały pozytywną opinię współzjadaczy tej potrawy, co oczywiście połechtało czule moje ego. uwielbiam gotować dla znajomych i słuchać potem pomruków zadowolonych paszczy:)
a krokiety? hmm, banalnie proste do wykonania, aczkolwiek pracochłonne. najlepiej mieć na ich przygotowanie co najmniej ze dwie godzinki. wszystko w zależności czym chcemy je nadziać.
tym razem wybrałam farsze: mięsny oraz z soczewicy z kaszą.mniam.
przygotowania zaczynam jak zwykle od zakupów. w mięsnym pół kilo biodrówki, cztery pojedyncze piersi kurczaka oraz kawałeczek słoninki do smażenia.w warzywniaczku cebula, czosnek,ziarna soczewicy.w spożywczym kaszę mazurską i 150g twarogu
zakładając ,że w domu mamy mleko, mąkę i jajka na ciasto naleśnikowe to z zakupów wszystko.
planując krokiety mięso możemy przygotować w poprzedni wieczór. gotujemy mięso na farsz. w osolonej wodzie z dodatkiem ziaren pieprzu, ziela angielskiego i liścia laurowego- do miękkości i zostawiamy na noc w wywarze. rano wyjmujemy mięso, wyławiamy przyprawy i w tym samym wywarze gotujemy soczewicę. niech sobie pyrka z pół godziny. od czasu do czasu warto ją przemieszać. ewentualnie dolać wody, gdy niebezpiecznie zaczyna przywierać.w czasie gdy soczewica dochodzi obieramy dwie cebule, cztery ząbki czosnku i mielimy w maszynce wraz z mięsem. powstały farsz doprawiamy solą,pieprzem, papryką słodką, imbirem oraz lubczykiem, wbijamy jajko.mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji i wkładamy do lodówki. soczewica dochodzi, farsz mięsny gotowy, czas zabrać się za naleśniki.
każdy z nas ma na ciasto swój sposób. do krokietów robię je następująco:do pół litra mleka wlewam 3/4 szklanki zimnej wody i wbijam jajko. bełtam, wsypuję pól łyżeczki soli i tyle mąki by ciasto było odpowiednie do smażenia. coś jak gęsty sos, ale jeszcze nie jak śmietana.no na oko:) rozgrzaną na maksa patelnię wysmarowuję dokładnie kawałkiem słoniny, smażę naleśniki, za każdym razem powtarzając smarowanie, przed każdym kolejnym naleśnikiem. usmażone odkładam na talerz, odwrócony do góry dnem, w stosik.
soczewica na pewno już ugotowana, wyłączamy gaz i pozwalamy jej dojść w ciepełku i wchłonąć wodę. po ostygnięciu przekładamy do miseczki. gotujemy kaszę. na szklankę kaszy bierzemy dwie szklanki wody. wodę solimy i po zagotowaniu wsypujemy kaszę.kasza mazurska jest drobniutka więc gotuje się dość szybko. po ugotowaniu i wystudzeniu łączymy ją z soczewicą i twarogiem.również wbijamy jajko, jak w poprzednim farszu. przyprawiamy solą, pieprzem, czosnkiem i garam masala. mieszamy, mieszamy i do lodówki. wymieniamy farsze. wsadzając do lodówki soczewicowy wyjmujemy mięsny. na naleśnik kładziemy sporą łyżkę farszu i zawijamy. tak powstałe krokiety kładziemy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. lub odkładamy do przesmażenia.tę samą czynność wykonujemy z drugim farszem oczywiście.
ostateczne podanie występuje w dwóch wersjach-odgrzane w piekarniku, bądź upanierowane w jajku i bułce tartej i odsmażone na oleju. wersja pierwsza mniej pracochłonna i zdecydowanie lżejsza:)
wybierając "sosowy" dodatek możemy poszaleć. pasuje mnóstwo rzeczy od zwykłego keczupu, przez sos warzywny po gulasz. tym razem świetnie się sprawdził sos warzywny słodko-kwaśny. (przepis w kolejnym poście). można też przygotować dowolną surówkę, sałatkę. hulaj dusza. krokiety smakują na zimno i na ciepło, z dodatkami lub bez. można mrozić, przewozić zapakowane w folię aluminiową, bądź konsumować natychmiast po powstaniu.moje leciały samolotem i z tego co wiem, w innym kraju, w innym wymiarze czasowym były równie smaczne!!! pochwalę się , a co!!!
smacznego. mniamula
a krokiety? hmm, banalnie proste do wykonania, aczkolwiek pracochłonne. najlepiej mieć na ich przygotowanie co najmniej ze dwie godzinki. wszystko w zależności czym chcemy je nadziać.
tym razem wybrałam farsze: mięsny oraz z soczewicy z kaszą.mniam.
przygotowania zaczynam jak zwykle od zakupów. w mięsnym pół kilo biodrówki, cztery pojedyncze piersi kurczaka oraz kawałeczek słoninki do smażenia.w warzywniaczku cebula, czosnek,ziarna soczewicy.w spożywczym kaszę mazurską i 150g twarogu
zakładając ,że w domu mamy mleko, mąkę i jajka na ciasto naleśnikowe to z zakupów wszystko.
planując krokiety mięso możemy przygotować w poprzedni wieczór. gotujemy mięso na farsz. w osolonej wodzie z dodatkiem ziaren pieprzu, ziela angielskiego i liścia laurowego- do miękkości i zostawiamy na noc w wywarze. rano wyjmujemy mięso, wyławiamy przyprawy i w tym samym wywarze gotujemy soczewicę. niech sobie pyrka z pół godziny. od czasu do czasu warto ją przemieszać. ewentualnie dolać wody, gdy niebezpiecznie zaczyna przywierać.w czasie gdy soczewica dochodzi obieramy dwie cebule, cztery ząbki czosnku i mielimy w maszynce wraz z mięsem. powstały farsz doprawiamy solą,pieprzem, papryką słodką, imbirem oraz lubczykiem, wbijamy jajko.mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji i wkładamy do lodówki. soczewica dochodzi, farsz mięsny gotowy, czas zabrać się za naleśniki.
każdy z nas ma na ciasto swój sposób. do krokietów robię je następująco:do pół litra mleka wlewam 3/4 szklanki zimnej wody i wbijam jajko. bełtam, wsypuję pól łyżeczki soli i tyle mąki by ciasto było odpowiednie do smażenia. coś jak gęsty sos, ale jeszcze nie jak śmietana.no na oko:) rozgrzaną na maksa patelnię wysmarowuję dokładnie kawałkiem słoniny, smażę naleśniki, za każdym razem powtarzając smarowanie, przed każdym kolejnym naleśnikiem. usmażone odkładam na talerz, odwrócony do góry dnem, w stosik.
soczewica na pewno już ugotowana, wyłączamy gaz i pozwalamy jej dojść w ciepełku i wchłonąć wodę. po ostygnięciu przekładamy do miseczki. gotujemy kaszę. na szklankę kaszy bierzemy dwie szklanki wody. wodę solimy i po zagotowaniu wsypujemy kaszę.kasza mazurska jest drobniutka więc gotuje się dość szybko. po ugotowaniu i wystudzeniu łączymy ją z soczewicą i twarogiem.również wbijamy jajko, jak w poprzednim farszu. przyprawiamy solą, pieprzem, czosnkiem i garam masala. mieszamy, mieszamy i do lodówki. wymieniamy farsze. wsadzając do lodówki soczewicowy wyjmujemy mięsny. na naleśnik kładziemy sporą łyżkę farszu i zawijamy. tak powstałe krokiety kładziemy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. lub odkładamy do przesmażenia.tę samą czynność wykonujemy z drugim farszem oczywiście.
ostateczne podanie występuje w dwóch wersjach-odgrzane w piekarniku, bądź upanierowane w jajku i bułce tartej i odsmażone na oleju. wersja pierwsza mniej pracochłonna i zdecydowanie lżejsza:)
wybierając "sosowy" dodatek możemy poszaleć. pasuje mnóstwo rzeczy od zwykłego keczupu, przez sos warzywny po gulasz. tym razem świetnie się sprawdził sos warzywny słodko-kwaśny. (przepis w kolejnym poście). można też przygotować dowolną surówkę, sałatkę. hulaj dusza. krokiety smakują na zimno i na ciepło, z dodatkami lub bez. można mrozić, przewozić zapakowane w folię aluminiową, bądź konsumować natychmiast po powstaniu.moje leciały samolotem i z tego co wiem, w innym kraju, w innym wymiarze czasowym były równie smaczne!!! pochwalę się , a co!!!
smacznego. mniamula
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
smak dzieciństwa
są czasem takie dni, że wracam pamięcią do smaków z dzieciństwa. czasy , w których dorastałam były biedne, mimo to wspominam je dobrze i nie znam uczucia głodu. pamiętam jak w sklepach nic nie było, jak na święta rzucali pomarańcze, było mięso na kartki i różne limity na cukier, mąkę. mimo nasze Mamy potrafiły zrobić coś z niczego, pomoc sąsiedzka była wszechobecna, handel wymienny kwitł, a my dzieciaki rośliśmy zdrowo, bez alergii i innych , obecnych w dzisiejszych czasach syfów.
piliśmy wodę z kranu, na podwórku oranżadę z jednej butelki po kilkanaście dzieciaków. były też takie napoje w woreczkach, co niestety miały tendencję do spadania na chodnik i rozplaskiwania się. wtedy w oczach pojawiały się łzy...ale jak się udało zrobić maleńką dziurkę, wsadzić tam cieniutką słomeczkę wtedy wszyscy popijali z jednego i nikt nie przejmował się zarazkami. a ile to razy żuło się jedną gumę....hehhehe guma turbo albo donald...to było coś. każdy dzieciak miał kolekcję historyjek z donalda. wow!!!
ale w sumie nie ten smak mi dziś się zaplątał w głowie. otóż "chodziła" za mną pasta serowo-jajeczna. taka na chleb. na kolację.
do utartego żółtego sera dodajemy posiekane, uprzednio ugotowane jajka, łychę majonezu, szczyptę soli i ze dwa lub trzy ząbki czosnku dla zdrówka i wykurzenia potencjalnych wirusów.mieszamy widelcem na gładką pastę , ewentualnie doprawiamy jakimś ziółkiem( ja wybrałam koperek). i tadam...na chlebek. najlepiej świeży i chrupiący.hmm...piętka wskazana:)
o ile zetrzeć ser i posiekać jajka to sprawa oczywista, o tyle dodanie czosneczku wiąże się z jego rozdrobnieniem. dawniej (czyli pokolenie Babci i Mamy i wstecz hen hen) po prostu go siekało drobniutko i rozcierało nożem. potem przybył do nas nie wiem skąd (zawrócił w głowie tak dokładnie...) wyciskacz do czosnku. zazwyczaj metalowy,bywa z plastiku.wsadzamy weń obrany ząbek i ciśniemy ile sił w ręku. ale zazwyczaj spora część zostaje w środku i się marnuje. można ją ewentualnie wyskrobać z wyciskacza i posiekać, ale wychodzi podwójna robota, więc niewyciśnięta część zostaje najczęściej wyrzucona do śmieci. cóż za marnotrawstwo:)
mój problem z czosnkiem się rozwiązał gdy dostałam w prezencie, a właściwie prezenciku, uroczą mini tareczkę. nadaje się nie tylko do tarcia czosnku, sprawdza się też przy skórce z cytryny,pomarańczy, świeżym imbirze, gałce muszkatałowej i innych drobiazgach. bardzo fajny gadżet -naprawdę przydatny.
i tak będąc szczęśliwą posiadaczką tareczki dodałam dziś do swojej pasty aż trzy ząbki czosnku. a co mi tam i tak nie mam się z kim całować:) dobrze, że w necie nie czuć:) nie chucham w ekran:)
smacznego.mniamula.
piliśmy wodę z kranu, na podwórku oranżadę z jednej butelki po kilkanaście dzieciaków. były też takie napoje w woreczkach, co niestety miały tendencję do spadania na chodnik i rozplaskiwania się. wtedy w oczach pojawiały się łzy...ale jak się udało zrobić maleńką dziurkę, wsadzić tam cieniutką słomeczkę wtedy wszyscy popijali z jednego i nikt nie przejmował się zarazkami. a ile to razy żuło się jedną gumę....hehhehe guma turbo albo donald...to było coś. każdy dzieciak miał kolekcję historyjek z donalda. wow!!!
ale w sumie nie ten smak mi dziś się zaplątał w głowie. otóż "chodziła" za mną pasta serowo-jajeczna. taka na chleb. na kolację.
do utartego żółtego sera dodajemy posiekane, uprzednio ugotowane jajka, łychę majonezu, szczyptę soli i ze dwa lub trzy ząbki czosnku dla zdrówka i wykurzenia potencjalnych wirusów.mieszamy widelcem na gładką pastę , ewentualnie doprawiamy jakimś ziółkiem( ja wybrałam koperek). i tadam...na chlebek. najlepiej świeży i chrupiący.hmm...piętka wskazana:)
o ile zetrzeć ser i posiekać jajka to sprawa oczywista, o tyle dodanie czosneczku wiąże się z jego rozdrobnieniem. dawniej (czyli pokolenie Babci i Mamy i wstecz hen hen) po prostu go siekało drobniutko i rozcierało nożem. potem przybył do nas nie wiem skąd (zawrócił w głowie tak dokładnie...) wyciskacz do czosnku. zazwyczaj metalowy,bywa z plastiku.wsadzamy weń obrany ząbek i ciśniemy ile sił w ręku. ale zazwyczaj spora część zostaje w środku i się marnuje. można ją ewentualnie wyskrobać z wyciskacza i posiekać, ale wychodzi podwójna robota, więc niewyciśnięta część zostaje najczęściej wyrzucona do śmieci. cóż za marnotrawstwo:)
mój problem z czosnkiem się rozwiązał gdy dostałam w prezencie, a właściwie prezenciku, uroczą mini tareczkę. nadaje się nie tylko do tarcia czosnku, sprawdza się też przy skórce z cytryny,pomarańczy, świeżym imbirze, gałce muszkatałowej i innych drobiazgach. bardzo fajny gadżet -naprawdę przydatny.
i tak będąc szczęśliwą posiadaczką tareczki dodałam dziś do swojej pasty aż trzy ząbki czosnku. a co mi tam i tak nie mam się z kim całować:) dobrze, że w necie nie czuć:) nie chucham w ekran:)
smacznego.mniamula.
sobota, 2 kwietnia 2011
smaczne początki...
marzenia są różne, malutkie i ogromne. zawsze marzył mi się blog kulinarny. ciągle odkładałam jego założenie, bo fala blogów o gotowaniu zalała świat, telewizja o gotowaniu nadaje 24h, prasy z przepisami w bród. i jak tu się przebić ze skromnym blogiem o radości, jaką daje mi gotowanie, pieczenie, przetwarzanie, ogólne klimaty kuchenne. włącznie z późniejszym obżarstwem:)
tak więc dziś spełniam swoje malutkie marzenie i niniejszym ogłaszam wszem i wobec,że blog kulinarny MNIAMULA zostaje otworzony!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
na dobry wieczór, bo już siódma jakaś kolacyjka by się zdała. tak więc niech będzie omlet na ostro z dodatkiem żółtego sera plus przepyszniasta sałatka z buraczków robiona we wrześniu w słoiki.
omlecik jak wiadomo robimy z jajek, mleka i mąki. wskazana konsystencja gęstej śmietany. doprawiamy ciasto solą i pieprzem. sól preferuję magnezową, a pieprz ziołowy lub biały.dodatkiem ekstra dzisiejszego wieczoru będzie tarty żółty ser. wszystko należy delikatnie wymieszać i lejemy na rozgrzaną patelnię, na oliwę:)
jak się złociście przypiecze, bierzemy stosowny szpachel i przewracamy na drugą stronę ,celem obustronnego ozłocenia oczywiście. kroimy drewnianą łyżką na cztery, czyli robimy gustowne porcje w postaci trójkątów.
tak "skrojone" danie przerzucamy na talerz, ozdabiamy zieleninką.w moim przypadku jest to szczypiorek, pochodzący z parapetu, a ściślej rzecz ujmując z cebuli wciśniętej do towarzystwa dla geranium.
do tego, jak wspomniałam sałatka z buraczków. w skład tej fenomenalnej potraweczki wchodzą rzecz jasna buraczki oraz w mniejszych ilościach papryka i cebula. wszystko to zaprawione oliwą i octem i zawekowane we wrześniu, kiedy to czas najlepszy dla przetworów buraczano-paprykowych. z sałatką możemy się pobawić dekorując nią talerz z omletem.
smacznego. mniamula
tak więc dziś spełniam swoje malutkie marzenie i niniejszym ogłaszam wszem i wobec,że blog kulinarny MNIAMULA zostaje otworzony!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
na dobry wieczór, bo już siódma jakaś kolacyjka by się zdała. tak więc niech będzie omlet na ostro z dodatkiem żółtego sera plus przepyszniasta sałatka z buraczków robiona we wrześniu w słoiki.
omlecik jak wiadomo robimy z jajek, mleka i mąki. wskazana konsystencja gęstej śmietany. doprawiamy ciasto solą i pieprzem. sól preferuję magnezową, a pieprz ziołowy lub biały.dodatkiem ekstra dzisiejszego wieczoru będzie tarty żółty ser. wszystko należy delikatnie wymieszać i lejemy na rozgrzaną patelnię, na oliwę:)
jak się złociście przypiecze, bierzemy stosowny szpachel i przewracamy na drugą stronę ,celem obustronnego ozłocenia oczywiście. kroimy drewnianą łyżką na cztery, czyli robimy gustowne porcje w postaci trójkątów.
tak "skrojone" danie przerzucamy na talerz, ozdabiamy zieleninką.w moim przypadku jest to szczypiorek, pochodzący z parapetu, a ściślej rzecz ujmując z cebuli wciśniętej do towarzystwa dla geranium.
do tego, jak wspomniałam sałatka z buraczków. w skład tej fenomenalnej potraweczki wchodzą rzecz jasna buraczki oraz w mniejszych ilościach papryka i cebula. wszystko to zaprawione oliwą i octem i zawekowane we wrześniu, kiedy to czas najlepszy dla przetworów buraczano-paprykowych. z sałatką możemy się pobawić dekorując nią talerz z omletem.
smacznego. mniamula
Subskrybuj:
Posty (Atom)



.jpg)



.jpg)













