znalazłam !!! smak, który mogę dodawać do wielu różności, zwłaszcza świeżych warzyw, smarowideł na kanapki, do mięs, do pleśniowych serów. pomysł zaistniał u znajomych , gdzie spisałam sobie skład przyprawy tytułującej się jako włoska. jednak w tej była taka ilość soli, że zabijała wszelkie inne smaki a tych w przyprawie jest wiele. pokombinowałam, pomieszałam, zmieliłam, a że wyszła miednica to obdarowałam parę osób. jak na razie nikt nie zgłaszał niesmaku. ja ją wylizuję z talerza jak coś się osypie.
potrzeba: 100g soli himalajskiej (może być morska ale gruboziarnista), 50g suszonych pomidorów, 30g czosnku w płatkach, 30g cebuli suszonej w płatkach, 50g papryki w płatkach ( może być peperoncino), 75g kolorowego pieprzu, 20g lawendy, 30g bazylii i 30g tymianku.
wszystko wsypujemy do miski i mieszamy. niewielka porcję mielimy i wsypujemy do słoiczka lub przyprawnika a resztę w nie zmielonej postaci zakręcamy w dużym słoiku i zostawiamy na później bądź rozdajemy znajomym :)
smacznego. mniamula.
zajrzało:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zioła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zioła. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 14 grudnia 2015
czwartek, 23 października 2014
karczycho i boczycho w sosie
idzie zimno. oj idzie. czas na rozgrzewające dania. z gęstymi sosami. pełne aromatów jesieni.
na pierwszy ogień- karkówka i boczuś. pieczone powoli w piekarniku, później duszone w sosie z darami sadu i zielnika :)
potrzeba: po sporym kawałku karkówki, (liczyć po kotlecie-dwa na osobę) i boczku bez kości, soli, pieprzu, suszonych pomidorów, czosnku, bazylii, kilku cebul, kilku jabłek -antonówek lub renet, kilkunastu sztuk czarnych oliwek bez pestek, kilku gałązek rozmarynu, oliwy z oliwek
karkówkę i boczek myjemy zimną wodą i osuszamy papierowym ręcznikiem.oprószamy solą pieprzem czosnkiem, bazylią i suszonymi pomidorami z obu stron. naczynie żaroodporne smarujemy oliwą i wkładamy mięso. pieczemy pod przykryciem na 200 stopniach około 1,5 godziny zaglądając od czasu do czasu polewając powstałymi sokami. pod koniec pieczenia na jakieś 15 minut odkrywamy pokrywkę. zostawiamy w piekarniku (wyłączonym!!!) najlepiej na noc. na drugi dzień wyjmujemy karczycho oraz boczuś, kroimy w plastry na kotlety. do brytfanny lub innego gara z grubym dnem na dno wlewamy odrobinę oliwy i wkładamy mięso wraz z powstałym podczas pieczenia sosem. cebulę obieramy kroimy w piórka, wrzucamy do garnka, jabłka jeśli trzeba również obieramy lub tylko usuwamy gniazda nasienne. kroimy w ósemki i również dorzucamy do mięsa. oliwki "rozłupujemy" na połówki i do gara. wszystko wstawiamy na mały gaz i podlewamy wodą tak 3/4 pokrycia mięsa. doprawiamy solą i czosnkiem. gdy jabłka i cebula są miękkie dodajemy rozmaryn. gotujemy jeszcze kilka minut i gotowe. podajemy z czym tam chcemy. u nas do takich sosów rządzą kluski kładzione mojej Mamy. ale co kto lubi. od ziemniaków po kasze i ryż i w sumie wsio :)
smacznego. mniamula.
na pierwszy ogień- karkówka i boczuś. pieczone powoli w piekarniku, później duszone w sosie z darami sadu i zielnika :)
potrzeba: po sporym kawałku karkówki, (liczyć po kotlecie-dwa na osobę) i boczku bez kości, soli, pieprzu, suszonych pomidorów, czosnku, bazylii, kilku cebul, kilku jabłek -antonówek lub renet, kilkunastu sztuk czarnych oliwek bez pestek, kilku gałązek rozmarynu, oliwy z oliwek
karkówkę i boczek myjemy zimną wodą i osuszamy papierowym ręcznikiem.oprószamy solą pieprzem czosnkiem, bazylią i suszonymi pomidorami z obu stron. naczynie żaroodporne smarujemy oliwą i wkładamy mięso. pieczemy pod przykryciem na 200 stopniach około 1,5 godziny zaglądając od czasu do czasu polewając powstałymi sokami. pod koniec pieczenia na jakieś 15 minut odkrywamy pokrywkę. zostawiamy w piekarniku (wyłączonym!!!) najlepiej na noc. na drugi dzień wyjmujemy karczycho oraz boczuś, kroimy w plastry na kotlety. do brytfanny lub innego gara z grubym dnem na dno wlewamy odrobinę oliwy i wkładamy mięso wraz z powstałym podczas pieczenia sosem. cebulę obieramy kroimy w piórka, wrzucamy do garnka, jabłka jeśli trzeba również obieramy lub tylko usuwamy gniazda nasienne. kroimy w ósemki i również dorzucamy do mięsa. oliwki "rozłupujemy" na połówki i do gara. wszystko wstawiamy na mały gaz i podlewamy wodą tak 3/4 pokrycia mięsa. doprawiamy solą i czosnkiem. gdy jabłka i cebula są miękkie dodajemy rozmaryn. gotujemy jeszcze kilka minut i gotowe. podajemy z czym tam chcemy. u nas do takich sosów rządzą kluski kładzione mojej Mamy. ale co kto lubi. od ziemniaków po kasze i ryż i w sumie wsio :)
smacznego. mniamula.
niedziela, 5 sierpnia 2012
makaron wstążki z pomidorami
makaron- król królów jak dla mnie. no może jeden z kilku królów:)
uwielbiam go przyrządzać, za każdym razem dorzucać coś nowego, komponować jak najlepsze dzieło i rozkoszować się wspaniałym smakiem.
dziś wersja wstążkowa, akurat to mi w duszy gra.
potrzeba dla dwóch osób: makaronu (tym razem kolorowe wstążki) -3gniazda, dwóch sporych pomidorów, garści zielonych oliwek, 10dag wędzonego boczku, małej cebuli, dwóch ząbków czosnku, czerwonej papryki, kilku listków bazylii, gałązki kopru, pieprzu
makaron gotujemy wg przepisu na opakowaniu, ja wrzucam go na wrzącą osoloną wodę, dodaję kapkę oliwy i gotuje do miękkości tzw. al dente. wyciągam jedną nitkę makaronu, kroję na pół i jeśli nie ma w środku białej kropki, świadczącej o surowej mące to oznacza, że makaron jest gotowy. odcedzam i odstawiam.
w rondlu o grubym dnie, na niewielkiej ilości oliwy, smażę boczek, dorzucam pokrojone w kostkę cebulę i czosnek. paprykę oczyszczam z gniazda nasiennego i kroję w małe paski, dorzucam do rondla. pomidory sparzam wrzątkiem, przelewam zimną wodą i zdejmuję skórkę. kroję w niewielkie kawałki i wrzucam do sosu, dodaję przepołowione oliwki, i oprószam pieprzem. nie solę, bo słony jest boczek i oliwki.
gdy pomidory się rozpadną mieszam doprowadzam do bulgotania i wyłączam. w misce, lub na talerzu układam kopczyk makaronu i polewam go sosem. posypuję rozdrobnioną gałązką kopru (ma bardzo specyficzny smak- proponuję najpierw spróbować osobno przed dodaniem do całego dania) i dekoruję bazylia. wcinam z rozkoszą.
smacznego. mniamula.
uwielbiam go przyrządzać, za każdym razem dorzucać coś nowego, komponować jak najlepsze dzieło i rozkoszować się wspaniałym smakiem.
dziś wersja wstążkowa, akurat to mi w duszy gra.
potrzeba dla dwóch osób: makaronu (tym razem kolorowe wstążki) -3gniazda, dwóch sporych pomidorów, garści zielonych oliwek, 10dag wędzonego boczku, małej cebuli, dwóch ząbków czosnku, czerwonej papryki, kilku listków bazylii, gałązki kopru, pieprzu
makaron gotujemy wg przepisu na opakowaniu, ja wrzucam go na wrzącą osoloną wodę, dodaję kapkę oliwy i gotuje do miękkości tzw. al dente. wyciągam jedną nitkę makaronu, kroję na pół i jeśli nie ma w środku białej kropki, świadczącej o surowej mące to oznacza, że makaron jest gotowy. odcedzam i odstawiam.
w rondlu o grubym dnie, na niewielkiej ilości oliwy, smażę boczek, dorzucam pokrojone w kostkę cebulę i czosnek. paprykę oczyszczam z gniazda nasiennego i kroję w małe paski, dorzucam do rondla. pomidory sparzam wrzątkiem, przelewam zimną wodą i zdejmuję skórkę. kroję w niewielkie kawałki i wrzucam do sosu, dodaję przepołowione oliwki, i oprószam pieprzem. nie solę, bo słony jest boczek i oliwki.
gdy pomidory się rozpadną mieszam doprowadzam do bulgotania i wyłączam. w misce, lub na talerzu układam kopczyk makaronu i polewam go sosem. posypuję rozdrobnioną gałązką kopru (ma bardzo specyficzny smak- proponuję najpierw spróbować osobno przed dodaniem do całego dania) i dekoruję bazylia. wcinam z rozkoszą.
smacznego. mniamula.
sobota, 4 sierpnia 2012
przyprawa ziołowa
raz w roku robię sporą ilość przyprawy ziołowej, czasem obdzielam nią przyjaciół i znajomych. składa się z jedenastu ziół. wspomaga trawienie, zawiera przeciwutleniacze i różne wspomagacze zdrowia. dodaję ją do sałatek, pomidorów, ogórków, kanapek, pasztetów, mielonego mięsa i niektórych zup. jest zdrowa, łagodna i prosta. nadaję się do stosowania w diecie dzieci. UWAGA: ze względu na kozieradkę nie stosować w czasie ciąży!!!
do przygotowania jej potrzebujemy młynka. kiedyś w większości domów mieliło się kawę w młynkach albo ręcznie, albo w elektrycznym, owalnym, wysokim młynku. taki właśnie u mnie pozostał jako relikt przeszłości i z powodzeniem wykorzystuję go teraz do mielenia ziół. w sklepach można też zaopatrzyć się w mielone wersje podanych składników. powinny być dobrej jakości i ładnie, intensywnie pachnieć:)ja zioła i przyprawy kupuje w ilościach hurtowych w internecie. mam swój sprawdzony sklep i raz na jakiś czas wydaję w nim mnóstwo kasy. jeśli ktoś zainteresowany nazwą mogę podać w prywatnej wiadomości. polecam:)d do przygotowania przyprawy potrzeba równej ilości składników, w zależności od potrzeb.
majeranek, kminek, nasiona kopru włoskiego, liść lubczyku, kozieradka, imbir, bazylia, oregano, tymianek, cząber, żółta gorczyca.
odmierzamy takie same ilości podanych składników, mielimy w młynku i mieszamy. przechowujemy w słoiczkach, lub w innym szczelnie zamkniętym pojemniku. posypujemy co się da:) samo zdrowie.
majeranek-działa pobudzająco, rozkurczowo,napotnie,przeciwbólowo przy menstruacji, wspomaga trawienie
kminek-pobudza trawienie, działa antyseptycznie, łagodzi wzdęcia i uczucie ciężkości
koper włoski-wspomaga trawienie i łagodzi wzdęcia
lubczyk-działa moczopędnie, wspomaga wątrobę
kozieradka- działa przeciwzapalnie, zmniejsza poziom cholesterolu we krwi, reguluje trawienie
imbir- rozgrzewa, pobudza krążenie, łagodzi wzdęcia i niestrawność
bazylia- działa antyseptycznie, pobudzająco, dodaje energii, łagodzi wzdęcia i wspomaga trawienie
oregano-działa moczopędnie, antyseptycznie, poprawia trawienie i odtruwa
tymianek- rozgrzewa, działa antyseptycznie, przeciwgrzybiczo, wspomaga trawienie
cząber-wspomaga trawienie, pobudza apetyt,
gorczyca żółta-pobudza prace jelit, wspomaga trawienie
smacznego. mniamula.
do przygotowania jej potrzebujemy młynka. kiedyś w większości domów mieliło się kawę w młynkach albo ręcznie, albo w elektrycznym, owalnym, wysokim młynku. taki właśnie u mnie pozostał jako relikt przeszłości i z powodzeniem wykorzystuję go teraz do mielenia ziół. w sklepach można też zaopatrzyć się w mielone wersje podanych składników. powinny być dobrej jakości i ładnie, intensywnie pachnieć:)ja zioła i przyprawy kupuje w ilościach hurtowych w internecie. mam swój sprawdzony sklep i raz na jakiś czas wydaję w nim mnóstwo kasy. jeśli ktoś zainteresowany nazwą mogę podać w prywatnej wiadomości. polecam:)d do przygotowania przyprawy potrzeba równej ilości składników, w zależności od potrzeb.
majeranek, kminek, nasiona kopru włoskiego, liść lubczyku, kozieradka, imbir, bazylia, oregano, tymianek, cząber, żółta gorczyca.
odmierzamy takie same ilości podanych składników, mielimy w młynku i mieszamy. przechowujemy w słoiczkach, lub w innym szczelnie zamkniętym pojemniku. posypujemy co się da:) samo zdrowie.
majeranek-działa pobudzająco, rozkurczowo,napotnie,przeciwbólowo przy menstruacji, wspomaga trawienie
kminek-pobudza trawienie, działa antyseptycznie, łagodzi wzdęcia i uczucie ciężkości
koper włoski-wspomaga trawienie i łagodzi wzdęcia
lubczyk-działa moczopędnie, wspomaga wątrobę
kozieradka- działa przeciwzapalnie, zmniejsza poziom cholesterolu we krwi, reguluje trawienie
imbir- rozgrzewa, pobudza krążenie, łagodzi wzdęcia i niestrawność
bazylia- działa antyseptycznie, pobudzająco, dodaje energii, łagodzi wzdęcia i wspomaga trawienie
oregano-działa moczopędnie, antyseptycznie, poprawia trawienie i odtruwa
tymianek- rozgrzewa, działa antyseptycznie, przeciwgrzybiczo, wspomaga trawienie
cząber-wspomaga trawienie, pobudza apetyt,
gorczyca żółta-pobudza prace jelit, wspomaga trawienie
smacznego. mniamula.
środa, 20 czerwca 2012
pasty twarożkowe
na kolację. do chleba. do selera naciowego lub ogórków jako dip.często. a przynajmniej raz w tygodniu.pyszne. kremowe. śmietankowe. z ziołami. z przyprawami. pasty twarożkowe.
potrzeba:pasta 1: opakowania 250g twarożku półtłustego, łyżki majonezu, dwóch łyżek śmietany, soli, pół łyżeczki przyprawy garam masala, dwóch łodyżek świeżego lubczyku, łodygi z listkami selera naciowego.
pasta 2: opakowania 250g twarożku półtłustego, łyżki majonezu, dwóch łyżek śmietany, soli, pieprzu ziołowego, ząbka czosnku, garści rzeżuchy, garści szczypiorku.
twarożek wykładamy do miski, rozgniatamy widelcem. ucieramy ze śmietaną i majonezem. solimy i przyprawiamy. wersja pierwsza: lubczyk i seler naciowy siekamy drobniutko i posypujemy serek. wersja druga: czosnek i szczypiorek siekamy drobniutko i również posypujemy serek. zioła są dowolne. można wrzucić bazylię, miętę, szałwię. co kto lubi.
smarujemy pieczywo lub maczamy różne surowe warzywa m.in. seler naciowy, świeży ogórek, mogą być też chipsy lub paluszki ale to niezdrowo:)
i tyle. proste, pyszne, szybkie do zrobienia.
smacznego. mniamula.
potrzeba:pasta 1: opakowania 250g twarożku półtłustego, łyżki majonezu, dwóch łyżek śmietany, soli, pół łyżeczki przyprawy garam masala, dwóch łodyżek świeżego lubczyku, łodygi z listkami selera naciowego.
pasta 2: opakowania 250g twarożku półtłustego, łyżki majonezu, dwóch łyżek śmietany, soli, pieprzu ziołowego, ząbka czosnku, garści rzeżuchy, garści szczypiorku.
twarożek wykładamy do miski, rozgniatamy widelcem. ucieramy ze śmietaną i majonezem. solimy i przyprawiamy. wersja pierwsza: lubczyk i seler naciowy siekamy drobniutko i posypujemy serek. wersja druga: czosnek i szczypiorek siekamy drobniutko i również posypujemy serek. zioła są dowolne. można wrzucić bazylię, miętę, szałwię. co kto lubi.
smarujemy pieczywo lub maczamy różne surowe warzywa m.in. seler naciowy, świeży ogórek, mogą być też chipsy lub paluszki ale to niezdrowo:)
i tyle. proste, pyszne, szybkie do zrobienia.
smacznego. mniamula.
wtorek, 5 czerwca 2012
wyprawa na łąkę po mniszka:)
chodziły słuchy, chodziły. że mniszek dobry jest, że ten znienawidzony przez posiadaczy pięknych trawników kwiat ( a właściwie ziółko) robi wiele dobrego, jak go przerobimy. zbierałam się do przetworów z mniszka już dłuższy czas. ostatecznie przekonały mnie zdjęcia bieszczadzkich znajomych, na których robią syrop z mniszka. nazwa "chwasta" to Taraxacum officinale. podobno zwiększa odporność. a tego w naszej Rodzinie ewidentny brak.
przepisów jest wiele. lepsze, gorsze. na ile skuteczne, szczerze mówiąc nie wiem:) ale od czego jest intuicja, próby i kombinacje kuchenne?
potrzeba: dwóch szklanek płatków (same żółte) mniszka lekarskiego (mlecza), czterech szklanek wody, dwóch i pół szklanek cukru, soku z jednej cytryny i opcjonalnie(ja dodałam) jednej pomarańczy.
idziemy do lasu w poszukiwaniu polany, bądź łąki na której roi się od nieskalanego spalinami i innymi smrodami mniszka. zbieramy same główki kwiatów, żółte, pięknie rozwinięte. rozkładamy je na kilka chwil, aby ich mieszkańcy -takie małe, czarne robaczki- mogły sobie pójść w siną dal...ewentualnie manewr ten czynimy w przydomowym ogródku już. gdy kwiatki są "odrobaczone" wyrywamy płatki, skubiemy tylko te żółte części, zielone kielichy wyrzucamy, zawierają goryczkę i nie nadają się do przetworzenia. płatki myjemy, delikatnie odsączamy i zalewamy wodą, dodajemy(jeśli chcemy) dobrze wymytą i pokrojoną w plastry, razem ze skórką, pomarańczę. podgrzewamy 15 minut. zostawiamy na noc. na drugi dzień odcedzamy ZACHOWUJEMY WODĘ:) mocno odciskamy płatki. powstałą wodę słodzimy i dodajemy sok z cytryny, będzie to syrop więc jest to dość słodki i gęsty płyn. doprowadzamy do wrzenia i wlewamy do słoiczków. z tej proporcji wychodzą cztery sztuki takich od dżemu. syrop po ostygnięciu przechowujemy w lodówce. do trzech miesięcy.
można zamiast zwykłego cukru dodać cukier żelujący i otrzymamy galaretkę.
zapach niezwykły, smak słodki i ciekawy. wyprawa na łąkę udana. pracy przy kwiatkach trochę jest ,ale warto!!!
smacznego. mniamula.
przepisów jest wiele. lepsze, gorsze. na ile skuteczne, szczerze mówiąc nie wiem:) ale od czego jest intuicja, próby i kombinacje kuchenne?
potrzeba: dwóch szklanek płatków (same żółte) mniszka lekarskiego (mlecza), czterech szklanek wody, dwóch i pół szklanek cukru, soku z jednej cytryny i opcjonalnie(ja dodałam) jednej pomarańczy.
idziemy do lasu w poszukiwaniu polany, bądź łąki na której roi się od nieskalanego spalinami i innymi smrodami mniszka. zbieramy same główki kwiatów, żółte, pięknie rozwinięte. rozkładamy je na kilka chwil, aby ich mieszkańcy -takie małe, czarne robaczki- mogły sobie pójść w siną dal...ewentualnie manewr ten czynimy w przydomowym ogródku już. gdy kwiatki są "odrobaczone" wyrywamy płatki, skubiemy tylko te żółte części, zielone kielichy wyrzucamy, zawierają goryczkę i nie nadają się do przetworzenia. płatki myjemy, delikatnie odsączamy i zalewamy wodą, dodajemy(jeśli chcemy) dobrze wymytą i pokrojoną w plastry, razem ze skórką, pomarańczę. podgrzewamy 15 minut. zostawiamy na noc. na drugi dzień odcedzamy ZACHOWUJEMY WODĘ:) mocno odciskamy płatki. powstałą wodę słodzimy i dodajemy sok z cytryny, będzie to syrop więc jest to dość słodki i gęsty płyn. doprowadzamy do wrzenia i wlewamy do słoiczków. z tej proporcji wychodzą cztery sztuki takich od dżemu. syrop po ostygnięciu przechowujemy w lodówce. do trzech miesięcy.
można zamiast zwykłego cukru dodać cukier żelujący i otrzymamy galaretkę.
zapach niezwykły, smak słodki i ciekawy. wyprawa na łąkę udana. pracy przy kwiatkach trochę jest ,ale warto!!!
smacznego. mniamula.
piątek, 18 maja 2012
zupa warzywno-ziołowa
lubię zupy. są sycące, robią ciepełko w brzuchu i można z nimi kombinować do woli.
tak tez uczyniłam przy tej zupie. czasem zastanawiam się...."jaką by tu zupę ugotować?" i nic nie przychodzi mi do głowy. po prostu otworzyłam lodówkę i zrobiłam pyszną tzw. śmieciówkę. ale jest na tyle mniamulowa, że postanowiłam się z Wami podzielić:)
potrzeba: dwóch szklanek wywaru (użyłam wcześniej mrożonego od gotowania mięs na pasztet- ale można użyć z kostki lub po prostu wody), kawałka białej kapusty, dwóch łodyg selera naciowego, dwóch ziemniaków, marchewki, pól selera, pół pora, puszki kukurydzy, trzech ząbków czosnku, kawałeczka imbiru, po łyżce: natki pietruszki, lubczyku, mięty, melisy,pieprzu ziołowego oraz szczypty soli.(jeżeli gotujemy na kostce rosołowej rezygnujemy z soli)
warzywa myjemy, obieramy te co trzeba i kroimy na drobne kawałki -byle jak:). gotujemy je w wywarze do miękkości i ostudzoną zupę miksujemy. doprawiamy ziołami i ewentualnie solą (lub maggi). podajemy jako zupę krem z grzaneczkami z chleba- dwie kromki chleba kroimy w kosteczkę i rumienimy na maśle. można posypać granulowanym czosnkiem. kilkoma grzaneczkami posypujemy po wierzchu zupy.dodajemy kleksa śmietany jak ktoś lubi. ja lubię więc dodaję!!!
smacznego. mniamula.
tak tez uczyniłam przy tej zupie. czasem zastanawiam się...."jaką by tu zupę ugotować?" i nic nie przychodzi mi do głowy. po prostu otworzyłam lodówkę i zrobiłam pyszną tzw. śmieciówkę. ale jest na tyle mniamulowa, że postanowiłam się z Wami podzielić:)
potrzeba: dwóch szklanek wywaru (użyłam wcześniej mrożonego od gotowania mięs na pasztet- ale można użyć z kostki lub po prostu wody), kawałka białej kapusty, dwóch łodyg selera naciowego, dwóch ziemniaków, marchewki, pól selera, pół pora, puszki kukurydzy, trzech ząbków czosnku, kawałeczka imbiru, po łyżce: natki pietruszki, lubczyku, mięty, melisy,pieprzu ziołowego oraz szczypty soli.(jeżeli gotujemy na kostce rosołowej rezygnujemy z soli)
warzywa myjemy, obieramy te co trzeba i kroimy na drobne kawałki -byle jak:). gotujemy je w wywarze do miękkości i ostudzoną zupę miksujemy. doprawiamy ziołami i ewentualnie solą (lub maggi). podajemy jako zupę krem z grzaneczkami z chleba- dwie kromki chleba kroimy w kosteczkę i rumienimy na maśle. można posypać granulowanym czosnkiem. kilkoma grzaneczkami posypujemy po wierzchu zupy.dodajemy kleksa śmietany jak ktoś lubi. ja lubię więc dodaję!!!
smacznego. mniamula.
środa, 6 kwietnia 2011
oliwa sprawiedliwa
mniej więcej raz na pół roku robię oliwę smakową. biorę jakąś ładna pustą flaszeczkę, odmaczam z wszelakich naklejek, wyparzam i suszę. jak już jest czyściutka i suchutka to wrzucam do niej różności przyprawowe.
podstawą jest pieprz ziarnisty-czarny, czerwony,zielony i biały -ze dwie łyżeczki, ziele angielskie kilka kulek, kilka zgrabnych ,nie połamanych listków laurowych, kilka obranych ząbków czosnku. i potem hulaj dusza. może być gałązka świeżej bazylii,lub tymianku lub oregano lub wszystkie naraz:) otarta skórka z cytryny lub pomarańczy, plasterki imbiru, papryczka chili lub płatki suszonego chili.
możliwości jest mnóstwo. jak już tam nawsadzam tych rozmaitości to zalewam je litrem oliwy z oliwek lub oleju rzepakowego. w zależności od aktualnego statusu majątkowego, wszakże oliwa droższa:)
bełtam to delikatnie potrząsając butlą,żeby smaki zawirowały w dzikim, oliwnym tańcu. by oliwa otoczyła z czułością każde ziarenko i każdy listek. i tak przygotowana wędruje do piwnicy, czyli do ciemności i chłodu na minimum miesiąc. im dłużej,tym lepiej. po odstaniu aromaty są intensywne, wspaniałe,mniamulowe.
taka oliwa nadaje się wyśmienicie do sałatek i zaprawiania mięsa na grill. nie można na niej smażyć, gdyż pryska niemiłosiernie!ale można też po włosku do nurzania chleba.
niemniej jest ciekawym, zdrowym dodatkiem. sami wiemy co tam wsadziliśmy, nie ma w niej aromatów identycznych z naturalnymi, dojrzewa w spokoju i chwała jej za smak. jest też jeszcze jeden plus. wspaniale wygląda na kuchennej półce.może też być fajnym prezentem.można zrobić kilka mniejszych flaszek z różnymi dodatkami. w każdej co innego.polecam
smacznego. mniamula.
podstawą jest pieprz ziarnisty-czarny, czerwony,zielony i biały -ze dwie łyżeczki, ziele angielskie kilka kulek, kilka zgrabnych ,nie połamanych listków laurowych, kilka obranych ząbków czosnku. i potem hulaj dusza. może być gałązka świeżej bazylii,lub tymianku lub oregano lub wszystkie naraz:) otarta skórka z cytryny lub pomarańczy, plasterki imbiru, papryczka chili lub płatki suszonego chili.
możliwości jest mnóstwo. jak już tam nawsadzam tych rozmaitości to zalewam je litrem oliwy z oliwek lub oleju rzepakowego. w zależności od aktualnego statusu majątkowego, wszakże oliwa droższa:)
bełtam to delikatnie potrząsając butlą,żeby smaki zawirowały w dzikim, oliwnym tańcu. by oliwa otoczyła z czułością każde ziarenko i każdy listek. i tak przygotowana wędruje do piwnicy, czyli do ciemności i chłodu na minimum miesiąc. im dłużej,tym lepiej. po odstaniu aromaty są intensywne, wspaniałe,mniamulowe.
taka oliwa nadaje się wyśmienicie do sałatek i zaprawiania mięsa na grill. nie można na niej smażyć, gdyż pryska niemiłosiernie!ale można też po włosku do nurzania chleba.
niemniej jest ciekawym, zdrowym dodatkiem. sami wiemy co tam wsadziliśmy, nie ma w niej aromatów identycznych z naturalnymi, dojrzewa w spokoju i chwała jej za smak. jest też jeszcze jeden plus. wspaniale wygląda na kuchennej półce.może też być fajnym prezentem.można zrobić kilka mniejszych flaszek z różnymi dodatkami. w każdej co innego.polecam
smacznego. mniamula.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



.jpg)
.jpg)














