podchodziłam do tematu długo. próbowałam wiele kupnych, cudzych i takie tam. w sieci roi się od przepisów na ten deser. w końcu pod wpływem Marietty z kuchni+ z programu "abc gotowania" zrobiłam to... w programie o deserze opowiadał prawdziwy Włoch a prostota wykonania mnie ujęła i oto efekty.
potrzeba: trzech jajek, 5005 serka mascarpone, biszkoptów podłużnych ( w zależności od opakowania, ja brałam dwa z biedronki :) półtorej szklanki mocnej kawy, trzech łyżek cukru oraz prawdziwego kakao do posypania.
żółtka ubijamy z cukrem, dodajemy małymi porcjami serek mascarpone i cały czas kręcimy. białka ubijamy ze szczypta soli w osobnej miseczce na sztywno. łączymy z masą serowo- żółtkową. szykujemy naczynia, w których chcemy podać deser. najlepiej sprawdzą się podłużne, prostokątne (coś jak po lodach) lub pucharki. biszkopty maczamy w kawie i układamy warstwę przykrywającą dno naczynia. na to wykładamy masę. znów biszkopty i znów masę. do wyczerpania składników. na wierzchu musi być masa. ja robię dwie warstwy i jest to wygodne do nakładania. obficie posypujemy kakao. wkładamy do lodówki na kilka godzin, a najlepiej na noc. nie podjadamy w nocy :) zdjęcia słabe niestety ale deser przepyszniasty!!!
smacznego. mniamula.
zajrzało:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na słodko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na słodko. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 25 września 2016
sobota, 28 lutego 2015
ciasto kokosowo-kaszo-mannowe
robię "wietrzenie magazynów" co jakiś czas i w zapasach znalazłam sporo kaszy manny. wertując swoje zeszyty z przepisami znalazłam taki oto na ciasto z kaszą manną. niewiele pracy, wyszło dobre. wzięłam za dużą foremkę więc niewiele urosło ale nadrabia smakiem.
potrzeba: 300g kaszy manny, 100g margaryny, 100g cukru, 150g wiórków kokosowych, 2 łyżeczek cukru waniliowego, łyżeczki proszku do pieczenia, dwóch łyżeczek cynamonu, szklanki mleka.
suche składniki mieszamy w misce, mleko zagotowujemy i wrzucamy do niego margarynę, czekamy aż się rozpuści i wlewamy do pozostałych składników. mieszamy. wyjdzie gęsta masa przypominająca hmmm.... pasztet. przekładamy do formy natłuszczonej i wysypanej bułką tartą. rozsmarowujemy po wierzchu by wyrównać. pieczemy około 40 minut w 180 stopniach. ale sprawdzamy po pół godzinie, jeśli wierzch jest złotobrązowy to wystarczy. wyłączamy piekarnik i ciasto dochodzi w piekarniku. można polać polewą. wyszło bardzo smaczne, chrupiące przez wiórki, słodkie i kruche.
smacznego. mniamula.
potrzeba: 300g kaszy manny, 100g margaryny, 100g cukru, 150g wiórków kokosowych, 2 łyżeczek cukru waniliowego, łyżeczki proszku do pieczenia, dwóch łyżeczek cynamonu, szklanki mleka.
suche składniki mieszamy w misce, mleko zagotowujemy i wrzucamy do niego margarynę, czekamy aż się rozpuści i wlewamy do pozostałych składników. mieszamy. wyjdzie gęsta masa przypominająca hmmm.... pasztet. przekładamy do formy natłuszczonej i wysypanej bułką tartą. rozsmarowujemy po wierzchu by wyrównać. pieczemy około 40 minut w 180 stopniach. ale sprawdzamy po pół godzinie, jeśli wierzch jest złotobrązowy to wystarczy. wyłączamy piekarnik i ciasto dochodzi w piekarniku. można polać polewą. wyszło bardzo smaczne, chrupiące przez wiórki, słodkie i kruche.
smacznego. mniamula.
niedziela, 18 stycznia 2015
rogaliki ze stanu wojennego
jest to nasz rodzinny przepis ze stanu wojennego. Mama z Babcią kombinowały pyszności z tego co było. a że powszechnie wiadomo było niewiele to i w tym przepisie składników niewiele. bez jajek, bez cukru. wytrawne ciasto a w środku co tylko chcesz :) u nas zazwyczaj są to powidła własnej roboty oczywiście, ale może też być dżem, cząstki jabłek, truskawki...
potrzeba: dowolną ilość serka homogenizowanego (ja brałam dwa po 140g czyli 280 g), tyle ile waży serek lub odrobinę mniej margaryny (250g), i tyle ile waży serek plus do podsypania mąki.(300g) oraz to co chcemy na nadzienie. na tę ilość składników zużyłam ok 300g powideł.
składniki łączymy ze sobą, można dodać serki smakowe, wtedy ciasto jest słodsze (np. waniliowy), zagniatamy ciasto i wkładamy na godzinę do lodówki. rozwałkowujemy, tniemy na kwadraty i na środku każdego z nich kładziemy nadzienie. łyżkę powideł(dżemu) lub ćwiartkę jabłka. zawijamy po skosie i zawijamy końce odrobinę do środka by powidła nie wypłynęły. nawet jak wyjdą nam kształty dalekie od ideału nie ma się czym przejmować. są tak pyszne ,że znikają zawsze. pieczemy na złoto w 180 stopniach (około 15 minut). jeszcze ciepłe można posypać cukrem pudrem.
gdy użyjemy zwykłych serków homogenizowanych ciasto wychodzi wytrawne więc można pokusić się o słony farsz. nadzieniom nie ma końca :)
smacznego. mniamula.
potrzeba: dowolną ilość serka homogenizowanego (ja brałam dwa po 140g czyli 280 g), tyle ile waży serek lub odrobinę mniej margaryny (250g), i tyle ile waży serek plus do podsypania mąki.(300g) oraz to co chcemy na nadzienie. na tę ilość składników zużyłam ok 300g powideł.
składniki łączymy ze sobą, można dodać serki smakowe, wtedy ciasto jest słodsze (np. waniliowy), zagniatamy ciasto i wkładamy na godzinę do lodówki. rozwałkowujemy, tniemy na kwadraty i na środku każdego z nich kładziemy nadzienie. łyżkę powideł(dżemu) lub ćwiartkę jabłka. zawijamy po skosie i zawijamy końce odrobinę do środka by powidła nie wypłynęły. nawet jak wyjdą nam kształty dalekie od ideału nie ma się czym przejmować. są tak pyszne ,że znikają zawsze. pieczemy na złoto w 180 stopniach (około 15 minut). jeszcze ciepłe można posypać cukrem pudrem.
gdy użyjemy zwykłych serków homogenizowanych ciasto wychodzi wytrawne więc można pokusić się o słony farsz. nadzieniom nie ma końca :)
smacznego. mniamula.
sobota, 8 marca 2014
tarta grzechu warta
czasem z ludzkiej pomyłki powstają wspaniałe rzeczy. w ten sposób powstają również nowe przepisy zapewne :) poszłam do piwnicy po jabłka do szarlotki. wzięłam dwa słoiki. otworzyłam, odcedziłam i skosztowałam...a tu gruszki hehehe. jeden słoik z jabłkami, drugi się wziął z gruszkami.ponieważ oba zostały otwarte zrobiłam pyszną szybką tartę gruszkowo- jabłkową z własnej roboty ( ściślej znajomej) smażoną skórką pomarańczową.w sumie z podanych składników wychodzą dwie blaszki bo jedna to jakoś nam zawsze mało :)
potrzeba: 60 dag mąki, 30 dag margaryny, 15 dag cukru, trzy -cztery łyżki gęstej kwaśnej śmietany, łyżeczka proszku do pieczenia, jabłka i/ lub gruszki z kompotu, dwie kopiaste łyżki skórki pomarańczowej.
mąkę z proszkiem wsypujemy do miski, dodajemy cukier i wkrajamy zimną margarynę. mocno i szybko siekamy nożem , dodajemy śmietanę i szybko zagniatamy ciasto. formujemy kulę i wkładamy do lodówki na pół godziny. odsączamy owoce. kompocik wypijamy mniam. mieszamy owoce ze skórką. wyjmujemy ciasto z lodówki układamy na blaszce do tarty i nakłuwamy gęsto widelcem. pieczemy 10 minut w 180 stopniach. na podpieczoną tartę wykładamy masę pomarańczowo- jabłkowo- gruszkową i pieczemy jeszcze ze 20 minut w tej samej temperaturze. po czasie wyjmujemy z piekarnika, posypujemy cukrem i wkładamy ponownie ale już do wyłączonego piekarnika.
pól blaszki naraz zjeść - żaden problem. jest pyszna i znika tak szybko ,że zrobiłam zdjęcie tylko jednej :)
smacznego. mniamula.
potrzeba: 60 dag mąki, 30 dag margaryny, 15 dag cukru, trzy -cztery łyżki gęstej kwaśnej śmietany, łyżeczka proszku do pieczenia, jabłka i/ lub gruszki z kompotu, dwie kopiaste łyżki skórki pomarańczowej.
mąkę z proszkiem wsypujemy do miski, dodajemy cukier i wkrajamy zimną margarynę. mocno i szybko siekamy nożem , dodajemy śmietanę i szybko zagniatamy ciasto. formujemy kulę i wkładamy do lodówki na pół godziny. odsączamy owoce. kompocik wypijamy mniam. mieszamy owoce ze skórką. wyjmujemy ciasto z lodówki układamy na blaszce do tarty i nakłuwamy gęsto widelcem. pieczemy 10 minut w 180 stopniach. na podpieczoną tartę wykładamy masę pomarańczowo- jabłkowo- gruszkową i pieczemy jeszcze ze 20 minut w tej samej temperaturze. po czasie wyjmujemy z piekarnika, posypujemy cukrem i wkładamy ponownie ale już do wyłączonego piekarnika.
pól blaszki naraz zjeść - żaden problem. jest pyszna i znika tak szybko ,że zrobiłam zdjęcie tylko jednej :)
smacznego. mniamula.
wtorek, 16 lipca 2013
drożdżówka z rabarbarem
to uniwersalne ciasto drożdżowe. z piękną, kusząco- chrupiącą kruszonką. owoce w zależności od sezonu.
teraz czas na rabarbar. to już końcówka jego rządów. więc do roboty:)
potrzeba: trzech szklanek mąki, kostki 250g margaryny, połowy szklanki cukru, sześciu deka drożdży, 3/4 szklanki mleka, dwóch łyżeczek cukru waniliowego, plus na kruszonkę: kostki masła lub margaryny, szklanki mąki i szklanki cukru. ( a w sumie to na oko) i owoców dowolnych.
margarynę topimy i odstawiamy do wystudzenia. mleko podgrzewamy dodajemy łyżkę cukru i drożdże. mieszamy do rozpuszczenia. z mąki usypujemy kopczyk i wlewamy zaczyn z drożdży, mieszamy dodajemy cukry i ostudzoną margarynę. mieszamy drewnianą łychą i potem ręcznie wyrabiamy elastyczne ciasto. odstawiamy na dwie godziny do wyrośnięcia. w tym czasie obieramy rabarbar. odcinamy zgrubiałe końcówki i zdejmujemy ciągnącą się skórkę.kroimy w małą kostkę. z margaryny cukru i mąki wyrabiamy ręką kruszonkę, tak aby otrzymać kawałki różnej wielkości ( tak żeby trafiły się gdzieniegdzie różne rarytasy duuuuże :)
blaszkę smarujemy margaryną i wykładamy ciastem. posypujemy rabarbarem i na wierzch kruszonką. pieczemy w 190 stopniach do zezłocenia kruszonki około pół godziny.
wyjmujemy i pozostawiamy do ostygnięcia chociaż przepyszne jest ciepłe z zimnym mlekiem :) mniam mniam mniam.
smacznego. mniamula.
teraz czas na rabarbar. to już końcówka jego rządów. więc do roboty:)
potrzeba: trzech szklanek mąki, kostki 250g margaryny, połowy szklanki cukru, sześciu deka drożdży, 3/4 szklanki mleka, dwóch łyżeczek cukru waniliowego, plus na kruszonkę: kostki masła lub margaryny, szklanki mąki i szklanki cukru. ( a w sumie to na oko) i owoców dowolnych.
margarynę topimy i odstawiamy do wystudzenia. mleko podgrzewamy dodajemy łyżkę cukru i drożdże. mieszamy do rozpuszczenia. z mąki usypujemy kopczyk i wlewamy zaczyn z drożdży, mieszamy dodajemy cukry i ostudzoną margarynę. mieszamy drewnianą łychą i potem ręcznie wyrabiamy elastyczne ciasto. odstawiamy na dwie godziny do wyrośnięcia. w tym czasie obieramy rabarbar. odcinamy zgrubiałe końcówki i zdejmujemy ciągnącą się skórkę.kroimy w małą kostkę. z margaryny cukru i mąki wyrabiamy ręką kruszonkę, tak aby otrzymać kawałki różnej wielkości ( tak żeby trafiły się gdzieniegdzie różne rarytasy duuuuże :)
blaszkę smarujemy margaryną i wykładamy ciastem. posypujemy rabarbarem i na wierzch kruszonką. pieczemy w 190 stopniach do zezłocenia kruszonki około pół godziny.
wyjmujemy i pozostawiamy do ostygnięcia chociaż przepyszne jest ciepłe z zimnym mlekiem :) mniam mniam mniam.
smacznego. mniamula.
niedziela, 12 maja 2013
ciasto z czekoladą
niby tarta, trochę jak murzynek. po prostu ciacho ze sporą zawartością czekolady:) czyli na poprawę nastroju. do kawki, herbaty lub szklanki zimnego mleka.
potrzeba: tabliczki gorzkiej czekolady, kostki margaryny, pół szklanki cukru, czterech łyżeczek cukru waniliowego, trzech jajek, 1 i 2/3 szklanki mąki, dwóch łyżek ciemnego gorzkiego kakao, trzech łyżeczek proszku do pieczenia, pół szklanki śmietany 12%
czekoladę rozdrabniamy. można na tarce o grubych oczkach. (ja wsadziłam połamaną czekoladę do foliowego woreczka strunowego i waliłam w nią tłuczkiem do mięsa:) margarynę ucieramy z cukrem i cukrem waniliowym na puch. dodajemy pojedynczo jajka, mieszamy. najlepiej i najwygodniej mikserem. mąkę mieszamy z kakao i proszkiem i stopniowo dodajemy do masy. ucieramy wszystko na gładko. na koniec dodajemy śmietanę. do powstałej masy wrzucamy czekoladę i mieszamy. formę do tarty smarujemy masłem i oprószamy mąką. wylewamy masę i pieczemy 40 minut na 180 stopniach. po wyjęciu można oprószyć cukrem pudrem. ale nie trzeba :)
smacznego. mniamula.
potrzeba: tabliczki gorzkiej czekolady, kostki margaryny, pół szklanki cukru, czterech łyżeczek cukru waniliowego, trzech jajek, 1 i 2/3 szklanki mąki, dwóch łyżek ciemnego gorzkiego kakao, trzech łyżeczek proszku do pieczenia, pół szklanki śmietany 12%
czekoladę rozdrabniamy. można na tarce o grubych oczkach. (ja wsadziłam połamaną czekoladę do foliowego woreczka strunowego i waliłam w nią tłuczkiem do mięsa:) margarynę ucieramy z cukrem i cukrem waniliowym na puch. dodajemy pojedynczo jajka, mieszamy. najlepiej i najwygodniej mikserem. mąkę mieszamy z kakao i proszkiem i stopniowo dodajemy do masy. ucieramy wszystko na gładko. na koniec dodajemy śmietanę. do powstałej masy wrzucamy czekoladę i mieszamy. formę do tarty smarujemy masłem i oprószamy mąką. wylewamy masę i pieczemy 40 minut na 180 stopniach. po wyjęciu można oprószyć cukrem pudrem. ale nie trzeba :)
smacznego. mniamula.
piątek, 19 kwietnia 2013
serowy domek
oj zaniedbałam blogasa zaniedbałam...no nic działo się sporo, nie mam poza tym ciśnienia, więc tłumaczyć się nie będę :)
dawno już dawno zrobiłam serowy domek, przepis dostałam od znajomej z Wrocławia kiedyś tam. słyszałam już wiele nazw typu :"chatka puchatka" ,"serowa chatka" i także wiele sposobów na jej zrobienie. jest to pyszne ciasto bez pieczenia, rozpływa się w ustach i smakuje dzieciom.
ja mam taki.
potrzeba: pół kilograma białego sera (tłustego lub półtłustego), 3/4 kostki margaryny, pół szklanki cukru, dwóch jajek oraz dwóch opakowań ciastek typu petitki (dużych paczek), trzech łyżek kakao plus na polewę: tabliczki czekolady mlecznej i dwóch łyżek masła.
margarynę ucieramy z cukrem , dodajemy żółtka i ucierając dodajemy po łyżce sera. na końcu do masy dodajemy pianę ubitą z białek. masę dzielimy na dwie części i do jednej porcji dodajemy kakao. na rozłożonej folii aluminiowej układamy herbatniki na trzy szerokości i sześć długości. smarujemy białą masą, wykładamy herbatniki i nakładamy kakaową masę. znów herbatniki. ostatnia porcja to musi być masa położona na środkowy rząd. składamy -przy pomocy folii- w trójkątny domek. wkładamy do lodówki na dwie godziny. rozpuszczamy czekoladę w misce nad parą i dodajemy masło. mieszamy aż do uzyskania jednolitej polewy. oblewamy ciasto i pozostawiamy do wyschnięcia. przechowujemy w lodówce.
smacznego. mniamula.
dawno już dawno zrobiłam serowy domek, przepis dostałam od znajomej z Wrocławia kiedyś tam. słyszałam już wiele nazw typu :"chatka puchatka" ,"serowa chatka" i także wiele sposobów na jej zrobienie. jest to pyszne ciasto bez pieczenia, rozpływa się w ustach i smakuje dzieciom.
ja mam taki.
potrzeba: pół kilograma białego sera (tłustego lub półtłustego), 3/4 kostki margaryny, pół szklanki cukru, dwóch jajek oraz dwóch opakowań ciastek typu petitki (dużych paczek), trzech łyżek kakao plus na polewę: tabliczki czekolady mlecznej i dwóch łyżek masła.
margarynę ucieramy z cukrem , dodajemy żółtka i ucierając dodajemy po łyżce sera. na końcu do masy dodajemy pianę ubitą z białek. masę dzielimy na dwie części i do jednej porcji dodajemy kakao. na rozłożonej folii aluminiowej układamy herbatniki na trzy szerokości i sześć długości. smarujemy białą masą, wykładamy herbatniki i nakładamy kakaową masę. znów herbatniki. ostatnia porcja to musi być masa położona na środkowy rząd. składamy -przy pomocy folii- w trójkątny domek. wkładamy do lodówki na dwie godziny. rozpuszczamy czekoladę w misce nad parą i dodajemy masło. mieszamy aż do uzyskania jednolitej polewy. oblewamy ciasto i pozostawiamy do wyschnięcia. przechowujemy w lodówce.
smacznego. mniamula.
czwartek, 28 lutego 2013
żurawinowe szaleństwo
jeszcze przed świętami wyhaczyłam na profilu "śladami słodkiej babeczki" na fejsie ciasteczka z żurawiną, ale w ferworze innych obowiązków i smaków doczekały się produkcji dopiero kilka dni temu.....
przepis pochodzi z bloga www.babeczka.zuzka.pl
odrobinkę zmodyfikowałam składniki ale tylko odrobinkę.
potrzeba: 225 g masła (margaryny), pół szklanki cukru, dwóch łyżek mleka, łyżeczki olejku waniliowego,(w oryginale esencji) , pół łyżeczki soli, dwóch i pól szklanki mąki, 3/4 szklanki suszonej żurawiny , pół szklanki posiekanych orzechów włoskich, wiórków kokosowych do obtaczania.
masło ubić z cukrem, dodać mleko, sól i olejek waniliowy. dodać mąkę i ugnieść ciasto. posiekane orzechy i żurawinę dodać do ciasta i dokładnie wrolować :) uformować dwa wałki długości 30 cm, posmarować je wodą i obtoczyć w wiórkach kokosowych.zawinąć folią aluminiową i wstawić na dwie godziny do lodówki. po wyjęciu kroić w 4mm plastry( tak podaje oryginał) ja kroiłam po prostu na oko heheh, układać na papierze do pieczenia i piec w 200 stopniach około 12 minut. brzegi ciastek się zrumienią. u mnie zrumieniły się również spody, nie wiem czy to dobrze, ale ważne ,że się nie spaliły nie? :)
wystudzić i wcinać na zdrowie. mniam mniam mniam. pyszności.
smacznego. mniamula.
przepis pochodzi z bloga www.babeczka.zuzka.pl
odrobinkę zmodyfikowałam składniki ale tylko odrobinkę.
potrzeba: 225 g masła (margaryny), pół szklanki cukru, dwóch łyżek mleka, łyżeczki olejku waniliowego,(w oryginale esencji) , pół łyżeczki soli, dwóch i pól szklanki mąki, 3/4 szklanki suszonej żurawiny , pół szklanki posiekanych orzechów włoskich, wiórków kokosowych do obtaczania.
masło ubić z cukrem, dodać mleko, sól i olejek waniliowy. dodać mąkę i ugnieść ciasto. posiekane orzechy i żurawinę dodać do ciasta i dokładnie wrolować :) uformować dwa wałki długości 30 cm, posmarować je wodą i obtoczyć w wiórkach kokosowych.zawinąć folią aluminiową i wstawić na dwie godziny do lodówki. po wyjęciu kroić w 4mm plastry( tak podaje oryginał) ja kroiłam po prostu na oko heheh, układać na papierze do pieczenia i piec w 200 stopniach około 12 minut. brzegi ciastek się zrumienią. u mnie zrumieniły się również spody, nie wiem czy to dobrze, ale ważne ,że się nie spaliły nie? :)
wystudzić i wcinać na zdrowie. mniam mniam mniam. pyszności.
smacznego. mniamula.
sobota, 26 stycznia 2013
czekoladove ciastka love
przepis kusił. to sobie spisałam:) z brulionzprzepisami.blox.pl , wyglądały obłędnie, moje wyszły mniej zjawiskowe ale za to pyszne i rozpływające się w ustach. polecam modyfikowanie czekolady w sensie smaku lub zawartości kakao. ciasteczka są wyśmienite!!!
potrzeba: 170g czekolady gorzkiej, czterech łyżek masła, pół łyżeczki proszku do pieczenia, dwóch jajek, 120g cukru,170g mąki, łyżeczki aromatu (dałam cytrynowy), sporej ilości cukru pudru.
Uwaga: masę robimy wcześniej, najlepiej dzień przed podaniem ciastek, by noc spędziła w lodówce.
czekoladę łamiemy na małe kawałki i wraz z masłem rozpuszczamy w kąpieli wodnej -dla niewtajemniczonych- do garnka wlewamy na 1/3 wysokości wodę, stawiamy zamiast pokrywki miskę szklaną lub metalową tak, żeby oczywiście nie wpadła nam do środka hehehe. i do tego wrzucamy składniki. mieszamy. wystudzamy. jajka miksujemy z cukrem, dodajemy czekoladę i aromat. sypiemy po łyżce mąki z proszkiem, miksujemy. gdy całość będzie bez grudek przykrywamy folią i wstawiamy do lodówki na noc. ciasto będzie rzadkie ale rano konsystencja będzie bez zarzutu. w nocy absolutnie nie myślimy o tym, że ono tam jest.grrrrrrrrr... na drugi dzień formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego i obtaczamy w cukrze pudrze. wykładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i spłaszczamy na placuszek. wychodzi trzydzieści smakowitych ciastek. pieczemy w 160 stopniach dwanaście minut. po wyjęciu jeszcze ciepłe spłaszczamy łyżką. pięknie pękają na powierzchni. uważamy by nie poparzyć buzi bo zapach jest niesamowity no i w ogóle niebo w gębie. znikają w zastraszającym tempie, ale dla odważnych i wytrwałych można przechowywać je przez kilka dni. najlepiej w metalowej puszce.
smacznego. mniamula.
potrzeba: 170g czekolady gorzkiej, czterech łyżek masła, pół łyżeczki proszku do pieczenia, dwóch jajek, 120g cukru,170g mąki, łyżeczki aromatu (dałam cytrynowy), sporej ilości cukru pudru.
Uwaga: masę robimy wcześniej, najlepiej dzień przed podaniem ciastek, by noc spędziła w lodówce.
czekoladę łamiemy na małe kawałki i wraz z masłem rozpuszczamy w kąpieli wodnej -dla niewtajemniczonych- do garnka wlewamy na 1/3 wysokości wodę, stawiamy zamiast pokrywki miskę szklaną lub metalową tak, żeby oczywiście nie wpadła nam do środka hehehe. i do tego wrzucamy składniki. mieszamy. wystudzamy. jajka miksujemy z cukrem, dodajemy czekoladę i aromat. sypiemy po łyżce mąki z proszkiem, miksujemy. gdy całość będzie bez grudek przykrywamy folią i wstawiamy do lodówki na noc. ciasto będzie rzadkie ale rano konsystencja będzie bez zarzutu. w nocy absolutnie nie myślimy o tym, że ono tam jest.grrrrrrrrr... na drugi dzień formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego i obtaczamy w cukrze pudrze. wykładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i spłaszczamy na placuszek. wychodzi trzydzieści smakowitych ciastek. pieczemy w 160 stopniach dwanaście minut. po wyjęciu jeszcze ciepłe spłaszczamy łyżką. pięknie pękają na powierzchni. uważamy by nie poparzyć buzi bo zapach jest niesamowity no i w ogóle niebo w gębie. znikają w zastraszającym tempie, ale dla odważnych i wytrwałych można przechowywać je przez kilka dni. najlepiej w metalowej puszce.
smacznego. mniamula.
niedziela, 13 stycznia 2013
ciasto ,które nigdy się nie znudzi
są takie przepisy, wałkowane od lat, istniejące chyba w każdym domu, przekazywane z pokolenia na pokolenie. ciastem , które często piekła Mama i jednym z moich pierwszych samodzielnie zrobionych jest murzynek. nie ma możliwości by nie wyszedł:) można go przekładać, dekorować jak tort, polewać polewą, lukrem, obsypywać i kombinować na różne sposoby.
potrzeba: szklanki cukru, trzech łyżek kakao gorzkiego, prawdziwego, siedmiu łyżek wody, kostki (250g) margaryny, trzech jajek, półtora szklanki mąki, trzech i pół łyżeczek proszku do pieczenia, aromatu migdałowego, mały słoiczek dżemu lub powideł- smak dowolny.
margarynę, wodę ,kakao i cukier stapiamy w garnku i jak składniki się połączą odlewamy pół szklanki na polewę. resztę masy studzimy. do chłodnej masy dodajemy łyżkami mąkę z proszkiem. oddzielamy żółtka od białek. ubijamy pianę. żółtka wlewamy do masy, dodajemy kilka kropli aromatu i ucieramy, aż powstaną bąble. oznaczają one ,że ciasto jest gotowe. dodajemy pianę i delikatnie mieszamy. wylewamy do wysmarowanej tłuszczem( papierkiem od użytej margaryny) i wysypanej tartą bułką tortownicy. pieczemy 45 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. wystudzone przekładamy dżemem lub powidłami. polewamy polewą pozostawioną na początku przygotowań. obsypujemy np wiórkami kokosowymi. lub nie robimy absolutnie nic. też pyszny.
smacznego. mniamula.
potrzeba: szklanki cukru, trzech łyżek kakao gorzkiego, prawdziwego, siedmiu łyżek wody, kostki (250g) margaryny, trzech jajek, półtora szklanki mąki, trzech i pół łyżeczek proszku do pieczenia, aromatu migdałowego, mały słoiczek dżemu lub powideł- smak dowolny.
margarynę, wodę ,kakao i cukier stapiamy w garnku i jak składniki się połączą odlewamy pół szklanki na polewę. resztę masy studzimy. do chłodnej masy dodajemy łyżkami mąkę z proszkiem. oddzielamy żółtka od białek. ubijamy pianę. żółtka wlewamy do masy, dodajemy kilka kropli aromatu i ucieramy, aż powstaną bąble. oznaczają one ,że ciasto jest gotowe. dodajemy pianę i delikatnie mieszamy. wylewamy do wysmarowanej tłuszczem( papierkiem od użytej margaryny) i wysypanej tartą bułką tortownicy. pieczemy 45 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. wystudzone przekładamy dżemem lub powidłami. polewamy polewą pozostawioną na początku przygotowań. obsypujemy np wiórkami kokosowymi. lub nie robimy absolutnie nic. też pyszny.
smacznego. mniamula.
niedziela, 23 grudnia 2012
ciasteczka herbaciane
produkcja trwa w najlepsze:) ale pyyyyyyyyyyyszne wyszły. mały dodatek wielka różnica:)
potrzeba: szklanki mąki, 10dag masła (margaryny), dwóch żółtek, 5 łyżek cukru pudru, i łyżki herbaty liściastej (dałam dwie :)
herbatę mielimy w młynku. masło ucieramy z cukrem, dodajemy żółtka. herbatę mieszamy z mąką i dodajemy do pozostałych składników. zagniatamy. robimy wałki jak na kopytka i kroimy na centymetrowe kawałki. z każdego kawałka robimy kulkę i spłaszczamy na placuszek. powstaną okrągłe malutkie ciasteczka. kładziemy na blaszkę wyłożoną papierem i pieczemy dziesięć minut w 180 stopniach. posypujemy cukrem pudrem. podajemy hmm... z herbatą :) do kawy też pasują:)
smacznego. mniamula.
potrzeba: szklanki mąki, 10dag masła (margaryny), dwóch żółtek, 5 łyżek cukru pudru, i łyżki herbaty liściastej (dałam dwie :)
herbatę mielimy w młynku. masło ucieramy z cukrem, dodajemy żółtka. herbatę mieszamy z mąką i dodajemy do pozostałych składników. zagniatamy. robimy wałki jak na kopytka i kroimy na centymetrowe kawałki. z każdego kawałka robimy kulkę i spłaszczamy na placuszek. powstaną okrągłe malutkie ciasteczka. kładziemy na blaszkę wyłożoną papierem i pieczemy dziesięć minut w 180 stopniach. posypujemy cukrem pudrem. podajemy hmm... z herbatą :) do kawy też pasują:)
smacznego. mniamula.
sobota, 22 grudnia 2012
wyrośnięte ciasteczka
ciasteczka robię od wielu lat, różne ,różniaste, zakupiłam sobie na mikołaja kilka foremek, jak pozbierałam wszystkie w posiadaniu mam kilkanaście. fajna zabawa, zwłaszcza, że odkąd mam dziecko to mam super pomocnika. mam nadzieję ,że Synek odziedziczy pasję gotowania i pieczenia i kiedyś będzie rozpieszczał różnymi pysznościami swoja kobietę.
a dziś prosty przepis na ciasteczka drożdżowe. można je polukrować, można polać polewą, można też nie robić nic tylko szybciutko zjeść. czasem jak nie mam czasu to ciasto pakuję do blachy, posypuję cukrem i zamiast ciastek mam pyszny placek drożdżowy :)
potrzeba: trzech szklanek mąki, 25dag margaryny, pół szklanki cukru, 6 dag drożdży, 3/4 szklanki mleka, czterech łyżeczek cukru waniliowego, szczypty soli,
mąkę zmieszać z cukrem (łyżkę zostawić), solą, cukrem waniliowym. posiekać z margaryną. drożdże z łyżką cukru zalać letnim mlekiem. pobełtać. dodać do pozostałych składników. zagnieść ciasto. odstawić na pół godzinki w ciepłe miejsce. po tym czasie rozwałkować (lub wrzucić na natłuszczoną blachę:) wykrawać ciasteczka. piec piętnaście minut w 190 stopniach. polukrować. można też nałożyć dżemu i łączyć ze sobą.
smacznego. mniamula.
a dziś prosty przepis na ciasteczka drożdżowe. można je polukrować, można polać polewą, można też nie robić nic tylko szybciutko zjeść. czasem jak nie mam czasu to ciasto pakuję do blachy, posypuję cukrem i zamiast ciastek mam pyszny placek drożdżowy :)
potrzeba: trzech szklanek mąki, 25dag margaryny, pół szklanki cukru, 6 dag drożdży, 3/4 szklanki mleka, czterech łyżeczek cukru waniliowego, szczypty soli,
mąkę zmieszać z cukrem (łyżkę zostawić), solą, cukrem waniliowym. posiekać z margaryną. drożdże z łyżką cukru zalać letnim mlekiem. pobełtać. dodać do pozostałych składników. zagnieść ciasto. odstawić na pół godzinki w ciepłe miejsce. po tym czasie rozwałkować (lub wrzucić na natłuszczoną blachę:) wykrawać ciasteczka. piec piętnaście minut w 190 stopniach. polukrować. można też nałożyć dżemu i łączyć ze sobą.
smacznego. mniamula.
poniedziałek, 17 grudnia 2012
ja pierniczę plus przyprawa do piernika
przepis wzięłam z "śladami słodkiej babeczki" z fejsa. tytułem Pierniczki Ani.
przepis podobno sprawdzony jakoś mnie zaciekawił, więc ruszyłam do dzieła. ciasto ma pomieszkać w lodówce trzy dni, potem pobyć w puszce więc zrobiłam wcześniej. ciężko powstrzymać się od podjadania ale jakieś mam nadzieję do Świąt przetrwają.
przyprawę do piernika zrobiłam sama, gdyż w kupnych przeważa w składzie ...mąka:(
z: 6 łyżeczek cynamonu, 2 łyżeczek imbiru, łyżeczki goździków, łyżeczki gałki muszkatałowej, łyżeczki kardamonu, łyżeczki ziela angielskiego i połowy łyżeczki czarnego pieprzu.
w składzie był jeszcze anyż ale my nie lubimy więc nie dodałam. co niezmielone zmieliłam w młynku, wszystkie składniki wsypałam do słoika i mocno nim trząchałam kilka minut. i tym oto sposobem otrzymałam pokaźną porcję przyprawy do piernika.
a do pierniczków potrzeba:
kilograma mąki, 400g miodu, 150g cukru, 250g margaryny, dwóch jajek, dwóch łyżek kakao, dwóch łyżeczek sody, i czterech kopiastych łyżek przyprawy.
w rondlu z grubym dnem gotujemy miód z cukrem i margaryną, studzimy i dodajemy pozostałe składniki. dodałam jeszcze trzy łyżki śmietany. wyrabiamy ciasto na gładko. wkładamy do miski i pakujemy na trzy dni do lodówki. po tym czasie wyjmujemy, czekamy aż trochę nabierze domowego ciepła i wałkujemy, gdy są problemy można dodać odrobinę śmietany jeszcze. podsypujemy mąką i wałkujemy. takie ja wiem 0,5 cm. wykrawamy ciasteczka i pieczemy 7 minut w 190 stopniach.wystudzone lukrujemy ( przepis na lukier w poście "lukrujemy" ) lub oblewamy polewą. wkładamy do blaszanej puszki i jak się uda trzymamy do świąt :)
smacznego. mniamula
przepis podobno sprawdzony jakoś mnie zaciekawił, więc ruszyłam do dzieła. ciasto ma pomieszkać w lodówce trzy dni, potem pobyć w puszce więc zrobiłam wcześniej. ciężko powstrzymać się od podjadania ale jakieś mam nadzieję do Świąt przetrwają.
przyprawę do piernika zrobiłam sama, gdyż w kupnych przeważa w składzie ...mąka:(
z: 6 łyżeczek cynamonu, 2 łyżeczek imbiru, łyżeczki goździków, łyżeczki gałki muszkatałowej, łyżeczki kardamonu, łyżeczki ziela angielskiego i połowy łyżeczki czarnego pieprzu.
w składzie był jeszcze anyż ale my nie lubimy więc nie dodałam. co niezmielone zmieliłam w młynku, wszystkie składniki wsypałam do słoika i mocno nim trząchałam kilka minut. i tym oto sposobem otrzymałam pokaźną porcję przyprawy do piernika.
a do pierniczków potrzeba:
kilograma mąki, 400g miodu, 150g cukru, 250g margaryny, dwóch jajek, dwóch łyżek kakao, dwóch łyżeczek sody, i czterech kopiastych łyżek przyprawy.
w rondlu z grubym dnem gotujemy miód z cukrem i margaryną, studzimy i dodajemy pozostałe składniki. dodałam jeszcze trzy łyżki śmietany. wyrabiamy ciasto na gładko. wkładamy do miski i pakujemy na trzy dni do lodówki. po tym czasie wyjmujemy, czekamy aż trochę nabierze domowego ciepła i wałkujemy, gdy są problemy można dodać odrobinę śmietany jeszcze. podsypujemy mąką i wałkujemy. takie ja wiem 0,5 cm. wykrawamy ciasteczka i pieczemy 7 minut w 190 stopniach.wystudzone lukrujemy ( przepis na lukier w poście "lukrujemy" ) lub oblewamy polewą. wkładamy do blaszanej puszki i jak się uda trzymamy do świąt :)
smacznego. mniamula
wtorek, 9 października 2012
lukrujemy
podjęłam się małego wyczynu. drżącą ręką, z walącym sercem zrobiłam Synowi tort w kształcie ciuchci, z Jego ulubionej bajki "Tomek i przyjaciele". podwiesiłam nad kuchenką gazetkę ze zdjęciem owej ciuchci, położyłam na stolnicy ozdobny papier ( nie mam takiej wielkiej tacy!!!)i do dzieła. upiekłam dwa prostokątne blaty. jeden był korpusem z drugiego powycinałam elementy. niczym, nie przekładałam ciasto to był najprostszy placek. z tego samego ciasta upiekłam kilka babeczek na koła.
gdy uporałam się z ułożeniem elementów tak by wyglądały jak pociąg, przyszło wyzwanie:) lukier królewski.
zawsze robiłam do ciastek, pierniczków, babek zwykły najprostszy lukier. lekko przezroczysty, lśniący, szarawy. teraz wyzwaniem był gęsty, biały piękny lukier. barwniki zakupiłam wcześniej. czas na bazę:
potrzebujemy: pół kilograma cukru pudru (zmieliłam w młynku zwykły cukier na puder- wychodzi taniej) , dwa białka, łyżeczka soku z cytryny, ewentualnie przegotowana woda.
cukier przesiewamy przez sitko do miski, dodajemy białka i sok z cytryny, mieszamy mikserem około pięć minut. jeśli jest za gęsty dolewamy wody. po odrobinie, dosłownie kropelkami. zabarwiamy wg przepisu na opakowaniu barwnika, do pożądanego koloru, czerwony nie bardzo wychodzi bo z białym lukrem tworzy oczywiście piękny róż:)
szpatułką nakładamy na ciasto. lukier dobrze się rozsmarowuje a także jest genialny jako klej. skleiłam wszystkie części pociągu. głowę posmarowałam białym lukrem, do reszty dodałam niebieski barwnik i pokryłam korpus. cyfrę i zdobienia zrobiłam pisakami cukrowymi a dolną warstwę ozdobną barwionym cukrem kryształem( gotowy, kupiony w sklepie). komin i obręcz pociągu oblałam stopioną czekoladą.
uff...
jak na pierwszy raz poszło całkiem nieźle. starałam się. lukier jest prosty w wykonaniu, ładnie zastyga i niepotrzebnie tak się go bałam, hehe. ale pierwsze koty za płoty. może niebawem pokuszę się o kolejne dzieła.
smacznego.mniamula.
gdy uporałam się z ułożeniem elementów tak by wyglądały jak pociąg, przyszło wyzwanie:) lukier królewski.
zawsze robiłam do ciastek, pierniczków, babek zwykły najprostszy lukier. lekko przezroczysty, lśniący, szarawy. teraz wyzwaniem był gęsty, biały piękny lukier. barwniki zakupiłam wcześniej. czas na bazę:
potrzebujemy: pół kilograma cukru pudru (zmieliłam w młynku zwykły cukier na puder- wychodzi taniej) , dwa białka, łyżeczka soku z cytryny, ewentualnie przegotowana woda.
cukier przesiewamy przez sitko do miski, dodajemy białka i sok z cytryny, mieszamy mikserem około pięć minut. jeśli jest za gęsty dolewamy wody. po odrobinie, dosłownie kropelkami. zabarwiamy wg przepisu na opakowaniu barwnika, do pożądanego koloru, czerwony nie bardzo wychodzi bo z białym lukrem tworzy oczywiście piękny róż:)
szpatułką nakładamy na ciasto. lukier dobrze się rozsmarowuje a także jest genialny jako klej. skleiłam wszystkie części pociągu. głowę posmarowałam białym lukrem, do reszty dodałam niebieski barwnik i pokryłam korpus. cyfrę i zdobienia zrobiłam pisakami cukrowymi a dolną warstwę ozdobną barwionym cukrem kryształem( gotowy, kupiony w sklepie). komin i obręcz pociągu oblałam stopioną czekoladą.
uff...
jak na pierwszy raz poszło całkiem nieźle. starałam się. lukier jest prosty w wykonaniu, ładnie zastyga i niepotrzebnie tak się go bałam, hehe. ale pierwsze koty za płoty. może niebawem pokuszę się o kolejne dzieła.
smacznego.mniamula.
poniedziałek, 16 lipca 2012
biszkoptowe z malinami
zostałam "zasypana" malinami.przetwory już stoją grzecznie w piwnicy, naleweczka naciąga, a mi zachciało się jeszcze ciasta. mam przepis od sąsiadki na takie biszkopto-podobne ciasto. bardzo smaczne, łatwe i jak to zwykle z ciastami bywa pychota!!!
potrzeba: szklanki mąki, szklanki cukru, szklanki oleju, opakowania kisielu cytrynowego(lub innego pasującego do owoców, jakich będziemy używać), czterech jajek, dwóch łyżeczek proszku do pieczenia, garści wiórków kokosowych, dowolnych owoców- w tym przepisie użyłam malin
mieszamy mąkę z cukrem, kisielem i proszkiem, oddzielamy żółtka od białek i wlewamy je do sypkich składników, białka ubijamy na pianę. do masy dolewamy olej i mieszamy, by nie było żadnych grudek. gdy masa jest gładka dodajemy ubitą pianę i delikatnie mieszamy do uzyskania jednolitej, gęstej konystencji.
formę( najlepiej okrągłą tortownicę) smarujemy odrobiną masła i wysypujemy tartą bułką. wylewamy ciasto, wygładzamy powierzchnię, posypujemy wiórkami kokosowymi i układamy owoce. pieczemy pól godziny w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.
obżeramy się po ostygnięciu. uwaga by nie poparzyć się malinami:)
smacznego. mniamula.
potrzeba: szklanki mąki, szklanki cukru, szklanki oleju, opakowania kisielu cytrynowego(lub innego pasującego do owoców, jakich będziemy używać), czterech jajek, dwóch łyżeczek proszku do pieczenia, garści wiórków kokosowych, dowolnych owoców- w tym przepisie użyłam malin
mieszamy mąkę z cukrem, kisielem i proszkiem, oddzielamy żółtka od białek i wlewamy je do sypkich składników, białka ubijamy na pianę. do masy dolewamy olej i mieszamy, by nie było żadnych grudek. gdy masa jest gładka dodajemy ubitą pianę i delikatnie mieszamy do uzyskania jednolitej, gęstej konystencji.
formę( najlepiej okrągłą tortownicę) smarujemy odrobiną masła i wysypujemy tartą bułką. wylewamy ciasto, wygładzamy powierzchnię, posypujemy wiórkami kokosowymi i układamy owoce. pieczemy pól godziny w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.
obżeramy się po ostygnięciu. uwaga by nie poparzyć się malinami:)
smacznego. mniamula.
niedziela, 8 lipca 2012
placek z jagodami
my jesteśmy jagódki, czarne jagódki, mieszkamy w lesie zielooooonym....
i tak z lasu trafiły do ciasta......mieszkamy w cieście mniamUlooooooooowym...
pyszny, szybki do pożarcia na ciepło nawet.placek z jagodami.
potrzeba:trzech jajek, 200g cukru, kostki(250g)margaryny, 250g mąki, 4łyżeczek cukru waniliowego,łyżeczki proszku do pieczenia, pól kilograma jagód, bułki tartej.
jajka wybijamy(pojedynczo) do szklanki i wlewamy do miski, łączymy z cukrami i ubijamy na puszystą masę. margarynę topimy i odstawiamy.papierek od margaryny zostawiamy do wysmarowania blaszki. do masy jajecznej dodajemy po łyżce mąki i proszek. cały czas ucieramy KULĄ (Boże broń od miksera:) jak zużyjemy całą mąkę wlewamy roztopioną margarynę i nadal ucieramy do pojawienia się bąbli, świadczących ,że ciasto jest gotowe. blaszkę lub tortownicę smarujemy margaryną(papierek:) i wysypujemy tarta bułką. wylewamy ciasto i znów oprószamy je tartą bułką. zapobiega do wpadnięciu owoców i zakalcowi. trochę i tak opadnie ale to mniejszość. wysypujemy na wierzch jagody i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180stopni na jakieś 30 minut do 40. wyjmujemy do ostygnięcia, pożeramy jeszcze ciepłe. popijamy zimnym piwem hehehehhe......alb czymkolwiek zimnym.można podać z gałką lodów. mniam.mniam.
smacznego. mniamula.
i tak z lasu trafiły do ciasta......mieszkamy w cieście mniamUlooooooooowym...
pyszny, szybki do pożarcia na ciepło nawet.placek z jagodami.
potrzeba:trzech jajek, 200g cukru, kostki(250g)margaryny, 250g mąki, 4łyżeczek cukru waniliowego,łyżeczki proszku do pieczenia, pól kilograma jagód, bułki tartej.
jajka wybijamy(pojedynczo) do szklanki i wlewamy do miski, łączymy z cukrami i ubijamy na puszystą masę. margarynę topimy i odstawiamy.papierek od margaryny zostawiamy do wysmarowania blaszki. do masy jajecznej dodajemy po łyżce mąki i proszek. cały czas ucieramy KULĄ (Boże broń od miksera:) jak zużyjemy całą mąkę wlewamy roztopioną margarynę i nadal ucieramy do pojawienia się bąbli, świadczących ,że ciasto jest gotowe. blaszkę lub tortownicę smarujemy margaryną(papierek:) i wysypujemy tarta bułką. wylewamy ciasto i znów oprószamy je tartą bułką. zapobiega do wpadnięciu owoców i zakalcowi. trochę i tak opadnie ale to mniejszość. wysypujemy na wierzch jagody i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180stopni na jakieś 30 minut do 40. wyjmujemy do ostygnięcia, pożeramy jeszcze ciepłe. popijamy zimnym piwem hehehehhe......alb czymkolwiek zimnym.można podać z gałką lodów. mniam.mniam.
smacznego. mniamula.
niedziela, 10 czerwca 2012
ciasto drożdżowe z rabarbarem
wyrasta toto takie dziwne, długie, kwadratowe łodygi czerwono-zielone z wielkimi jak łopian liśćmi...surowe łodygi- kwaśne jak zaraza:) jako dziecko pamiętam maczało się końcówki w cukrze i jadło. pamiętam też kompot i placek. z rabarbarem, bo o nim mowa. upieczony lub ugotowany rozwarstwia się pięknie.przyprawiony cukrem traci swoją kwaśność i jest pyszny. orzeźwia. w sumie nie wiem czy to owoc czy warzywo??? ale sezon na rabarbar mija szybko, więc póki jest gotuję orzeźwiające kompoty i wrzucam go do różnych ciast. dziś drożdżowe.
potrzeba: trzech szklanek mąki pszennej, 250g margaryny, pół szklanki cukru, sześć deka drożdży, paczki cukru waniliowego, 3/4 szklanki mleka, sześciu sporych łodyg rabarbaru, dwóch jabłek oraz garści płatków migdałowych. plus jeszcze trochę cukru do posypania.
mąkę mieszam z cukrami (łyżkę cukru odkładam) i siekam z margaryną. drożdże rozpuszczam w letnim mleku z pozostałą łyżką cukru. dobrze wymieszane wlewam do mąki z margaryną i wyrabiam gładkie, odchodzące od ręki ciasto. odstawiam w ciepłe miejsce na około dwie godziny.
ciasto wykładam do wysmarowanej margaryną formy. rabarbar myję, obieram cieniutko z łykowatej skórki, odcinam końcówki i kroję w kostkę. wykładam na ciasto. jabłka myję, obieram, usuwam gniazda nasienne i kroję na plasterki. również wykładam na ciasto. posypuję całość cukrem i płatkami migdałowymi. piekę w 190 stopniach 25 do 30minut. sprawdzam gotowość ciasta drewnianym patyczkiem. gdzieś z boku. jak suchy ciasto gotowe:)
wyciągam do przestygnięcia.
wiem, że niezdrowo ale często wcinam jeszcze ciepłe. potem oczywiście brzuch pobolewa, ale co tam:)raz się żyje.
smacznego. mniamula.
potrzeba: trzech szklanek mąki pszennej, 250g margaryny, pół szklanki cukru, sześć deka drożdży, paczki cukru waniliowego, 3/4 szklanki mleka, sześciu sporych łodyg rabarbaru, dwóch jabłek oraz garści płatków migdałowych. plus jeszcze trochę cukru do posypania.
mąkę mieszam z cukrami (łyżkę cukru odkładam) i siekam z margaryną. drożdże rozpuszczam w letnim mleku z pozostałą łyżką cukru. dobrze wymieszane wlewam do mąki z margaryną i wyrabiam gładkie, odchodzące od ręki ciasto. odstawiam w ciepłe miejsce na około dwie godziny.
ciasto wykładam do wysmarowanej margaryną formy. rabarbar myję, obieram cieniutko z łykowatej skórki, odcinam końcówki i kroję w kostkę. wykładam na ciasto. jabłka myję, obieram, usuwam gniazda nasienne i kroję na plasterki. również wykładam na ciasto. posypuję całość cukrem i płatkami migdałowymi. piekę w 190 stopniach 25 do 30minut. sprawdzam gotowość ciasta drewnianym patyczkiem. gdzieś z boku. jak suchy ciasto gotowe:)
wyciągam do przestygnięcia.
wiem, że niezdrowo ale często wcinam jeszcze ciepłe. potem oczywiście brzuch pobolewa, ale co tam:)raz się żyje.
smacznego. mniamula.
sobota, 14 kwietnia 2012
piwne ciasteczka
czasem szukam szukam i doszukać się nie mogę jakiegoś ekstra przepisu, co będzie ciekawy, niecodzienny i takie tam. a tu sobie z kalendarza (brutalnie wyrwany:) wpadł prosto w moje ręce przepis na ciastka piwne. przeczytałam, oniemiałam i zrobiłam. są banalnie proste, ich przygotowanie trwa chwilkę a smak jest przecudowny. ponieważ są neutralne można nadziewać czym się chce. na słodko i na słono. na kwaśno i na ostro. pełna swawola!!! to lubię!!! ja na pierwszy rzut zrobiłam jak w przepisie przykazali i nadziałam dżemem. dyniowym ,własnej roboty. wyszły piekielnie pyszne.
potrzeba: dwóch szklanek mąki, kostki margaryny, pół szklanki piwa i czegoś do nadziania. może być dżem, może być jabłko w kawałkach, może być kiszona kapusta, mięso. no hulaj dusza.
mocno schłodzoną margarynę (można wsadzić do zamrażalnika) zetrzeć na tarce o grubych oczkach do miski z mąką. wygnieść i dodać piwo. zagniatać. wyrobić ciasto uformować kulę i wsadzić do lodówki na dwie godziny. wyjąć, rozwałkować, wycinać kwadraty, nadziewać i zlepiać jak pierogi lub uformować rogaliki. uważać żeby brzegi były dobrze zlepione, by nie wyciekł farsz( jakikolwiek jest). pieczemy w 180 stopniach na złoto czyli jakieś 15-20 minut. przypominają ciastka francuskie. jeśli są na słodko posypujemy cukrem pudrem. jeśli na ostro lub słono to ...hmmm raczej nie:) pychotki.
smacznego.mniamula.
potrzeba: dwóch szklanek mąki, kostki margaryny, pół szklanki piwa i czegoś do nadziania. może być dżem, może być jabłko w kawałkach, może być kiszona kapusta, mięso. no hulaj dusza.
mocno schłodzoną margarynę (można wsadzić do zamrażalnika) zetrzeć na tarce o grubych oczkach do miski z mąką. wygnieść i dodać piwo. zagniatać. wyrobić ciasto uformować kulę i wsadzić do lodówki na dwie godziny. wyjąć, rozwałkować, wycinać kwadraty, nadziewać i zlepiać jak pierogi lub uformować rogaliki. uważać żeby brzegi były dobrze zlepione, by nie wyciekł farsz( jakikolwiek jest). pieczemy w 180 stopniach na złoto czyli jakieś 15-20 minut. przypominają ciastka francuskie. jeśli są na słodko posypujemy cukrem pudrem. jeśli na ostro lub słono to ...hmmm raczej nie:) pychotki.
smacznego.mniamula.
niedziela, 29 stycznia 2012
bananowe placuszki
kolejny post z gatunku szybko- znikających:)
placuszki są z rodziny naleśnikowych ale przez dodatek banana są jeszcze smaczniejsze od zwykłych naleśników(również przeze mnie lubianych wielce). proste, i szybkie w przygotowaniu, SZYBKIE także w znikaniu z talerza.
potrzeba: pięciu bananów, pięciu łyżek mąki pszennej, dwóch łyżek mąki ziemniaczanej, dwóch jajek, 1/3 szklanki śmietany 12%, dwóch łyżek soku z cytryny, łyżki cukru, garści rodzynków, pół łyżeczki proszku do pieczenia, oleju do smażenia placuszków i cukru pudru do posypania.
banany obieramy, rozgniatamy widelcem(lub praską do ziemniaków:), w misce mieszamy obie mąki z proszkiem, wbijamy jajka, mieszamy dolewając śmietanę. do gładkiego ciasta wlewamy sok z cytryny, cukier, rodzynki i banany. mieszamy. stołową łyżką nakładamy porcje na rozgrzany olej i smażymy na złoto- jak naleśniki. usmażone wykładamy na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym lub serwetką, aby oddały trochę tłuszczu. lekko ostudzone posypujemy cukrem pudrem.smakują na ciepło i na zimno. wchodzą hurtowo więc należy uważać. jeśli dbamy o linię lepiej nie siadać blisko talerza z tymi pychotkami. wychodzi około 30 placuszków.dla siebie i dziecka robię z połowy składników.
smacznego. mniamula.
placuszki są z rodziny naleśnikowych ale przez dodatek banana są jeszcze smaczniejsze od zwykłych naleśników(również przeze mnie lubianych wielce). proste, i szybkie w przygotowaniu, SZYBKIE także w znikaniu z talerza.
potrzeba: pięciu bananów, pięciu łyżek mąki pszennej, dwóch łyżek mąki ziemniaczanej, dwóch jajek, 1/3 szklanki śmietany 12%, dwóch łyżek soku z cytryny, łyżki cukru, garści rodzynków, pół łyżeczki proszku do pieczenia, oleju do smażenia placuszków i cukru pudru do posypania.
banany obieramy, rozgniatamy widelcem(lub praską do ziemniaków:), w misce mieszamy obie mąki z proszkiem, wbijamy jajka, mieszamy dolewając śmietanę. do gładkiego ciasta wlewamy sok z cytryny, cukier, rodzynki i banany. mieszamy. stołową łyżką nakładamy porcje na rozgrzany olej i smażymy na złoto- jak naleśniki. usmażone wykładamy na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym lub serwetką, aby oddały trochę tłuszczu. lekko ostudzone posypujemy cukrem pudrem.smakują na ciepło i na zimno. wchodzą hurtowo więc należy uważać. jeśli dbamy o linię lepiej nie siadać blisko talerza z tymi pychotkami. wychodzi około 30 placuszków.dla siebie i dziecka robię z połowy składników.
smacznego. mniamula.
piątek, 27 stycznia 2012
wafelki domowej roboty-SZYBKO ZNIKAJĄCE
oczywiście tytułowe wafle można kupić i to nawet niedrogo i pyszne...(zainteresowanych odsyłam do kontaktu ewentualnego:) ale jak coś zrobione samodzielnie i do tego smakowite to lubię najbardziej...
potrzeba:paczka wafli(suchych tzw. andrutów), kostka margaryny, 3/4szklanki cukru, trzy łyżki ciemnego kakao ale takiego-prawdziwego, nie żadnego tam nesquicka itp;, 1/4 szklanki mleka.
rozpuszczamy margarynę w garnku , dodajemy cukier, kakao i mleko- mieszamy i zagotowujemy. odstawiamy do przestygnięcia. zgęstniałą i ostudzoną masą przekładamy wafle. najlepiej pierwszy wafel położyć na desce. potem całość przykrywamy papierem lub folią aluminiową i na to kładziemy jakieś grubaśne książki. najlepiej dwa tomy encyklopedii:) bo to bardzo uczone wafle muszą być...takie przytłoczone wiedzą odstawiamy w chłodne miejsce na kilka godzin, najlepiej na noc. potem odciążamy i kroimy na kawałki. zgrabnie wyglądają i wychodzą trójkąty. podajemy taaaaadam ij już :) uwaga: szybko znikają...
smacznego. mniamula.
potrzeba:paczka wafli(suchych tzw. andrutów), kostka margaryny, 3/4szklanki cukru, trzy łyżki ciemnego kakao ale takiego-prawdziwego, nie żadnego tam nesquicka itp;, 1/4 szklanki mleka.
rozpuszczamy margarynę w garnku , dodajemy cukier, kakao i mleko- mieszamy i zagotowujemy. odstawiamy do przestygnięcia. zgęstniałą i ostudzoną masą przekładamy wafle. najlepiej pierwszy wafel położyć na desce. potem całość przykrywamy papierem lub folią aluminiową i na to kładziemy jakieś grubaśne książki. najlepiej dwa tomy encyklopedii:) bo to bardzo uczone wafle muszą być...takie przytłoczone wiedzą odstawiamy w chłodne miejsce na kilka godzin, najlepiej na noc. potem odciążamy i kroimy na kawałki. zgrabnie wyglądają i wychodzą trójkąty. podajemy taaaaadam ij już :) uwaga: szybko znikają...
smacznego. mniamula.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)


.jpg)
.jpg)




.jpg)























