zajrzało:

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiad. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 lipca 2019

mniamulowa szczawiowa- zupa z lasu

szczawiowa...... ale z takiego szczawiu z lasu. mniam mniam mniamulowa szczawiowa!!!
potrzeba pójść gdzieś w głąb lasu, z dala od ulic i spalin i narwać, narwać, narwać. bo szczawiu dużo po ugotowaniu przemienia się w szczawiu mało :)
 potrzeba : 4 garści szczawiu, skrzydełek z kurczaka (6sztuk) lub kg serduszek drobiowych, 
3 litrów wody, 5 kulek ziela angielskiego, 10 ziarenek pieprzu, 3 liści laurowych,  2 łyżek soli, 
3 marchewek, 1 pietruszki, pół selera, pora biała część i kawałek zielonej, 2 ziemniaków, gałązki lubczyku.
skrzydełka myjemy i obcinamy końcówki; w przypadku serduszek myjemy je i obcinamy wystające bebechy(błonki, rurki, tłuszcz). zagotowujemy wodę z przyprawami,mięsem i warzywami ( bez szczawiu) gdy mięso będzie miękkie- serduszka gotują się dłużej; - dodajemy porządnie wymyty,wypłukany na wszystkie strony, pozbawiony ogonków i pokrojony w paski szczaw. gotujemy kilka minut i zupa gotowa. podajemy z gotowanym na twardo jajkiem i z kleksem śmietany.



smacznego. mniamula. 

czwartek, 16 lipca 2015

dobrze nadziana...papryka

nadziewać można wszystko ale w naszej Rodzinie króluje od lat papryka nadziewana podobnie jak gołąbki mielonym mięsem i ryżem. jest prosta w przygotowaniu, sama wytwarza smakowity sos i nie potrzebuje dodatków. jest pysznym, sycącym samodzielnym daniem. polecam na chłodniejsze dni lata. najlepsza czerwona ale można też spróbować z zieloną.
potrzeba : tyle papryk ile jest osób( dalszy ciąg na 5 osób) , pół kilograma mięsa mielonego z łopatki, 200g ugotowanego ryżu białego, kilku gałązek koperku, soli, pieprzu, czosnku granulowanego i oleju do smażenia. 
papryki myjemy i ostrożnie usuwamy gniazda nasienne nie przekrawając papryk. wysypujemy pozostałe pesteczki i solimy  w środku. mięso mieszamy z ryżem (UGOTOWANYM:) , pokrojonym drobno koperkiem, doprawiamy i taki farsz wkładamy łyżeczką do papryk. na oleju w głębokim garnku układamy papryki i smażymy z każdej strony do lekkiego przypieczenia skórki. podlewamy odrobinę wodą i dusimy do miękkości, co jakiś czas obracając papryki by każda ze stron dusiła się w smakowitym sosiku.
podajemy na ciepło, ewentualnie z sałatką jakąś ale nie ma ciśnienia, warzywo+mięso+ryż. wszystko na swoim miejscu. pychota na maksa :)



smacznego. mniamula.

niedziela, 1 marca 2015

pieczeń z szynki.

raz na jakiś czas nachodzi mnie chęć i wena by upiec pieczeń, taką na obiad, ale też żeby tego co zostanie można było użyć na kanapki. tym razem na warsztat poszedł spory kawałek szynki zrazowej. oprócz wstępnej obróbki fajne jest to ,że pieczeń robi się sama :)
potrzeba: kawał mięsa -szynka lub schab, mnóstwo przypraw: przede wszystkim soli i pieprzu oraz czosnku plus ulubionych ziółek. (ja dodałam jeszcze, płatki suszonych pomidorów, bazylię, czosnek niedźwiedzi, czarnuszkę i duuużo rozmarynu. ), trzech cebul, kilku ząbków czosnku, szklanki bulionu (może być woda),pól szklanki jogurtu naturalnego
mięsko myjemy, osuszamy i nacieramy solą i przyprawami wg gustu. obsmażamy na oleju ze wszystkich stron. na dno naczynia żaroodpornego wlewamy olej i wkładamy mięso. pieczemy pod przykryciem pół godziny w 180 stopniach. wyciągamy z piekarnika, dolewamy gorący bulion (ewentualnie wodę) obkładamy pokrojoną w ćwiartki cebulą oraz nieobranymi ząbkami czosnku. wkładamy z powrotem do piekarnika i pieczemy ponownie około pół godziny. sos ściemnieje, w pieczeń będzie wchodzić widelec. wyłączamy piekarnik ale mięso pozostawiamy do wystygnięcia w środku. najlepsze jest na drugi dzień. (wtedy wkładamy je na noc do lodówki) jeśli planujemy obiad to wyciągamy mięso z sosu, czosnek wyciskamy z łupin i przecieramy go wraz z cebulą, wkładamy do rondla i wstawiamy na gaz, dolewamy odrobinę wody i jogurt. mieszamy by powstał nam gęsty sos. gdy zawrze wkładamy do niego mięso pokrojone w plastry. podgrzewamy. gotowe. podajemy z czym tam chcemy. u mnie wersja z ziemniakami i surówką z pora. cudowności. pozostałą, niewykorzystaną część mięsa kroimy w cienkie plastry i zużywamy jako super domową wędlinę na kanapki.




smacznego. mniamula.

czwartek, 23 października 2014

karczycho i boczycho w sosie

idzie zimno. oj idzie. czas na rozgrzewające dania. z gęstymi sosami. pełne aromatów jesieni.
na pierwszy ogień- karkówka i boczuś. pieczone powoli w piekarniku, później duszone w sosie z darami sadu i zielnika :)
potrzeba: po sporym kawałku karkówki, (liczyć po kotlecie-dwa na osobę) i  boczku bez kości, soli, pieprzu, suszonych pomidorów, czosnku, bazylii, kilku cebul, kilku jabłek -antonówek lub renet, kilkunastu sztuk czarnych oliwek bez pestek, kilku gałązek rozmarynu, oliwy z oliwek
karkówkę i boczek myjemy zimną wodą i osuszamy papierowym ręcznikiem.oprószamy solą pieprzem czosnkiem, bazylią i suszonymi pomidorami z obu stron. naczynie żaroodporne smarujemy oliwą i wkładamy mięso. pieczemy pod przykryciem na 200 stopniach około 1,5 godziny zaglądając od czasu do czasu polewając powstałymi sokami. pod koniec pieczenia na jakieś 15 minut odkrywamy pokrywkę. zostawiamy w piekarniku (wyłączonym!!!) najlepiej na noc. na drugi dzień wyjmujemy karczycho oraz boczuś, kroimy w plastry na kotlety. do brytfanny lub innego gara z grubym dnem na dno wlewamy odrobinę oliwy i wkładamy mięso wraz z powstałym podczas pieczenia sosem. cebulę obieramy kroimy w piórka, wrzucamy do garnka, jabłka jeśli trzeba również obieramy lub tylko usuwamy gniazda nasienne. kroimy w ósemki i również dorzucamy do mięsa. oliwki "rozłupujemy" na połówki i do gara. wszystko wstawiamy na mały gaz i podlewamy wodą tak 3/4 pokrycia mięsa. doprawiamy solą i czosnkiem. gdy jabłka i cebula są miękkie dodajemy rozmaryn. gotujemy jeszcze kilka minut i gotowe. podajemy z czym tam chcemy. u nas do takich sosów rządzą kluski kładzione mojej Mamy. ale co kto lubi. od ziemniaków po kasze i ryż i w sumie wsio :)



smacznego. mniamula.

wtorek, 11 marca 2014

pulpety w sosie koperkowym

hicior tej zimy u nas w domku. hicior dzieciństwa w moim rodzinnym domu. a tak niewiele trzeba.
pulpety mięsne z sosem koperkowym.
potrzeba: pół kilograma mięsa mielonego drobiowego, jajko, sól, pieprz i granulowany czosnek oraz mąka do obtoczenia. na sos: duuuuużo koperku, pieprz, sól i mąka do zagęszczenia sosu.
mięso łączymy z jajkiem i przyprawami wyrabiamy masę, formujemy pulpety wielkości piłeczki ping-pongowej i obtaczamy je w mące. w dużym garnku zagotowujemy wodę i wrzucamy pulpety. muszą mieć miejsce i swobodnie pływać. gotujemy około 5 minut i delikatnie łyżką odwracamy i gotujemy kolejne kilka minut. wyławiamy pulpety łyżką cedzakową, odkładamy na talerz. wodę od gotowania doprawiamy solą i pieprzem i zagotowujemy. w połowie kubka zimnej  wody rozkłócamy dwie łyżki mąki  i wlewamy do gotującej się wody. mieszamy szybko by nie powstały żadne grudki! ewentualnie doprawiamy gdyż mąka wyciąga trochę smaki. gdy zgęstnieje dodajemy sporo koperku. (zimą używam mrożonego we własnym zakresie w sezonie- obecny teraz w sklepach jest drogi i mdły :) mieszamy i wkładamy pulpety. oblewamy je sosem i podgrzewamy. podajemy z ziemniakami i surówką. jest pysznie, niedrogo i lekko.


smacznego. mniamula.

wtorek, 5 marca 2013

kotlety na odstresowanie

i wciąż mi mało i wciąż szukam. nowych przepisów, inspiracji. tu zaglądam tam podsłucham... przepis na te kotlety poleciła mi pani w mięsnym. biorąc piersi z kurczaka myślałam, że po prostu będą w panierce ale dostałam gratis taki oto przepis, podobno mówią na nie pożarskie, ale nie dam głowy. natomiast siekanie piersi kurczakowych bardzo mi się podobało i mnie odstresowało:)
potrzeba: dwie pojedyncze piersi kurczaka, jajko, garść koperku lub zielonej pietruszki, dwie łyżki majonezu ( tu się zdziwiłam mocno, ale są super), sól, pieprz, granulowany czosnek, słodka papryka, plus tarta bułka do panierowania, olej do smażenia.
piersi myjemy, osuszamy papierowym ręcznikiem i oczyszczamy z błonek. siekamy ( stres precz!!!) w drobną kostkę. wkładamy do miski, wbijamy jajko, dodajemy drobno posiekany koperek (natkę), majonez, doprawiamy, formujemy kotleciki obtaczamy w tartej bułce i smażymy na złoto. podajemy tak jak chcemy, hehehe, pasują ziemniaki, kasza, makaron, ryż. i oczywiście surówka, w sumie większość dodatków.

smacznego. mniamula.

czwartek, 8 listopada 2012

karczycho w jabłkach

lubię mięcho:) no lubię. karkóweczkę  bardziej. i nie tylko grillowaną, ale tez na codzienny obiad-podsmażoną i uduszoną z warzywami i tym razem z... jabłkiem. wyszła pychota.oto przepis:
potrzeba: dwóch plastrów karkówki (plaster na osobę), litra wody, po gałązce tymianku, oregano i rozmarynu, szczypty słodkiej papryki, łyżki soli, dwóch marchewek, połowy średniego selera, pięciu ząbków kiszonego czosnku (wzięłam taki z ogórków), dużego kwaskowatego jabłka.
karkówkę obmyć, osuszyć papierowym ręcznikiem i obsmażyć z obu stron na odrobinie oleju. przełożyć do garnka, zalać wodą, dodać przyprawy, pokrojone w kostkę marchew i seler. dusić 15-20 minut.gdy warzywa zmiękną dodać pokrojone na plasterki jabłko i czosnek. dusić do miękkości mięsa. w razie potrzeby podlać wodą. ewentualnie dosolić. gdy mięso będzie miękkie zasypać kaszą lub ryżem i wyłączyć gaz. zostawić pod przykryciem na dojście. albo podać z dowolnym innym dodatkiem jako osobna porcja.
smacznego.mniamula

wtorek, 18 września 2012

dyniowa zupa półkrem

dynia, dynia, dynia...warzywo pełne inspiracji. można zrobić z niej zupę, gulasz, piure, można ją nadziać ,zapiekać, smażyć. zrobić dżem, wsadzić w ocet. no i oczywiście zrobić z niej lampion:)
zupa z dyni tez jest wariacją. istnieje zapewne milion sposobów na jej przyrządzenie.
mój jest następujący:
potrzeba: pól średniej dyni, czterech ziemniaków, dwóch marchewek, dwóch pomidorów, dwóch cebul litra wody lub rosołu, soli, pieprzu, curry, mielonej słodkiej papryki, ciut oleju i troszkę gęstej kwaśnej śmietany.
dynię kroimy na kawałki, obieramy ze skóry, usuwamy pestki i farfocle. myjemy i kroimy w sporą kostkę i wrzucamy na olej. oleju tyle tylko żeby maznąć dno garnka. GARNEK musi być duuuuży:) dodajemy obraną i pokrojoną w kostkę cebulę. dusimy kilka minut i zalewamy wodą/rosołem. dodajemy obrane i pokrojone w kostkę marchewki i ziemniaki. gotujemy do miękkości. na koniec dodajemy sparzone, obrane ze skórki pomidory, chwilkę niech pobulgocze i wystudzamy zupę. miksujemy blenderem tak nie do końca. żeby było czuć ,że coś tam jemy a nie papkę dla bezzębnych:) zupę doprawiamy wedle uznania przyprawami podanymi powyżej.nakładamy do głębokich talerzy i robimy kleksa ze śmietany. ewentualnie bez kleksa. też pyszna.
podajemy na ciepło. taka zupa rozgrzewa, jest syta i odżywcza i oczywiście smakowita.


smacznego. mniamula.

niedziela, 5 sierpnia 2012

makaron wstążki z pomidorami

makaron- król królów jak dla mnie. no może jeden z kilku królów:)
uwielbiam go przyrządzać, za każdym razem dorzucać coś nowego, komponować jak najlepsze dzieło i rozkoszować się wspaniałym smakiem.
dziś wersja wstążkowa, akurat to mi w duszy gra.
potrzeba dla dwóch osób: makaronu (tym razem kolorowe wstążki) -3gniazda, dwóch sporych pomidorów, garści zielonych oliwek, 10dag wędzonego boczku, małej cebuli, dwóch ząbków czosnku, czerwonej papryki, kilku listków bazylii, gałązki kopru, pieprzu
makaron gotujemy wg przepisu na opakowaniu, ja wrzucam go na wrzącą osoloną wodę, dodaję kapkę oliwy i gotuje do miękkości tzw. al dente. wyciągam jedną nitkę makaronu, kroję na pół i jeśli nie ma w środku białej kropki, świadczącej o surowej mące to oznacza, że makaron jest gotowy. odcedzam i odstawiam.
w rondlu o grubym dnie, na niewielkiej ilości oliwy, smażę boczek, dorzucam pokrojone w kostkę cebulę i czosnek. paprykę oczyszczam z gniazda nasiennego i kroję w małe paski, dorzucam do rondla. pomidory sparzam wrzątkiem, przelewam zimną wodą i zdejmuję skórkę. kroję w niewielkie kawałki i wrzucam do sosu, dodaję przepołowione oliwki, i oprószam pieprzem. nie solę, bo słony jest boczek i oliwki.
gdy pomidory się rozpadną mieszam doprowadzam do bulgotania i wyłączam. w misce, lub na talerzu układam kopczyk makaronu i polewam go sosem. posypuję rozdrobnioną gałązką kopru (ma bardzo specyficzny smak- proponuję najpierw spróbować osobno przed dodaniem do całego dania) i dekoruję bazylia. wcinam z rozkoszą.

smacznego. mniamula.

wtorek, 19 czerwca 2012

młody bigosik

panoszą się już od jakiegoś czasu, na straganach, w sklepach,półki pełne głów. podobno pustych...ale nie:)jak popukać to czuć ,że jędrna, zbita. więc przepyszna. młoda kapusta. jej smak najbardziej komponuje mi się z wędzonym boczkiem.i koperkiem. i mnóstwem przypraw. tak w tym poście niechaj będzie:)
potrzeba: sporej główki młodej kapusty, pęczka koperku, dwóch cebul, białej części pora, gałązki świeżego lubczyku, 10 deko wędzonego boczku, po szczypcie papryki ostrej, zielonego pudru(niebawem przepis), cukru, soli i szczypt dwóch granulowanego czosnku, odrobiny oleju.
i do gara:)
po kolei: kapustę obieramy z zewnętrznych liści i myjemy, kroimy w kostkę, może być większa lub mniejsza, jak kto lubi. cebulę obieramy i kroimy w kostkę, por kroimy w plasterki i razem z cebulą szklimy na dwóch łyżkach oleju. dorzucamy pokrojony w kostkę boczek i wytapiamy skwarki. na przesmażone wrzucamy kapustę i mieszamy. doprawiamy (z solą ostrożnie, bo boczek jest słony). lubczyk i koperek siekamy i wrzucamy do bigosiku. mieszamy, mieszamy, mieszamy. podlewamy wodą i gotujemy póki kapusta zmięknie.znów mieszamy, mieszamy, mieszamy. i gotowe!!!wcinamy z chlebem, ziemniakami lub samodzielnie. pyszności!!!
smacznego. mniamula.

sobota, 17 marca 2012

bigosik pieczarkowy

bigos, czyli wielka improwizacja, totalny miszmasz wcale nie musi być z kapusty...
znalazłam w jakiejś gazetce przepis na bigosik z pieczarek, zmodyfikowałam i wyszła wspaniałość:) smaki się przenikają, współgrają i tworzą oryginalne, a zarazem proste do wykonania danie. może być jako dodatek lub samodzielny posiłek.
potrzeba: po pól kilo pieczarek,cebuli, kiełbasy i kiszonych ogórków, trzy spore łyżki koncentratu pomidorowego lub keczupu, sól, pieprz, curry, i oliwa do smażenia.
pieczarki myjemy, kroimy w plasterki, cebulę kroimy w piórka, kiełbasę i ogórki w plasterki. smażymy na rozgrzanej oliwie w następującej kolejności: kiełbasa(zdejmujemy do innego rondla) na tym samym tłuszczu smażymy cebulę(dodajemy do kiełbasy), i na końcu pieczarki. mieszamy ze sobą usmażone składniki, dodajemy ogórki kiszone,podlewamy koncentratem(keczupem) zmieszanym z odrobiną wody. mieszamy i zostawiamy na małym ogniu pod przykryciem dziesięć minut. doprawiamy solą, pieprzem i sporą ilością curry. z solą należy uważać-mamy już w środku kiszone ogórki:)
podajemy z ryżem, ziemniakami, chlebem. bigosik nie wygląda może najpiękniej ,bo niestety tworzy ciemną brejkę, ale jest przepyszny.

smacznego. mniamula

piątek, 24 lutego 2012

kasza dobra nasza

uwielbiam kaszę....każdą.jest absolutnie mniamulowa. gotuję ją dość często. najczęściej z warzywami, czasami również z mięsem.
kupiłam ładny schab, nie chciałam robić kotletów, więc wymyśliłam sobie takie oto danie:
potrzeba na 4porcje:
8 kotletów schabowych, kasza mazurska, dwie cebule, por, marchewka, olej, pieprz, sól, czosnek.
 myję mięso i kroję na kotlety lub rozkładam gotowe. oprószam solą i pieprzem i obsmażam na oleju na rumiano( bez żadnej panierki!!!). cebulę kroję w piórka, pora-w paski a marchewkę w pólplasterki. wrzucam warzywa do garnka, dodaję odrobinę oliwy i lekko podsmażam, około 5 minut. dorzucam schab i zalewam wodą tak aby przykryło składniki. dodaję łyżkę soli i pół łyżeczki suszonego czosnku. gdy mięso jest miękkie wsypuję kaszę. sporo, ale "na oko". ewentualnie dolewam wody. kasza ma się ugotować w powstałym bulionie. mieszając doprowadzam do wrzenia i gotuję jakieś 15 minut. gaszę gaz pod garnkiem i zostawiam w cieple do wchłonięcia przez kaszę całego płynu. ewentualnie doprawiam. gorące podaję. smakuje wybornie. ogrzewa od środka i wzmacnia. kasza jest dobra na wszelkie zimno, pluchę i smutki.


smacznego. mniamula.

niedziela, 22 stycznia 2012

kotleciki chlebowe

zostaje Wam czasami czerstwy chleb?mi się zdarza, prowadzę dwuosobowe gospodarstwo, Synek mało chleba je, więc czasami zostaje.ale parę lat temu znalazłam na to pyszny, prosty sposób. chlebowe kotleciki, w smaku nie różnią się nawet bardzo od mielonych:) faceci nie zawsze zgadują, że nie ma w nich grama mięsa:)
potrzebujemy: pół bochenka białego, czerstwego chleba, dwóch szklanek mleka lub bulionu, dużej cebuli, dwóch ząbków czosnku, dwóch jajek, bułki tartej, soli ,pieprzu, ulubionych ziół.
zaczynamy:) chleb kroimy w kostkę i moczymy w mleku(bulionie) około pół godziny.odciskamy i wsadzamy do sporej miski. cebulę drobno siekamy(można zetrzeć na tarce o grubych oczkach). osobiście nie przepadam za wielkimi kawałami cebuli, wyłażącymi z kotleta. wbijamy jajka, dodajemy czosnek(starty na maleńkiej tarce lub posiekany drobniutko) i przyprawy. co kto lubi. jeśli moczyliśmy chleb w bulionie nie dodajemy soli. z ziółek pasuje większość znanych nam gatunków, więc naprawdę hulaj dusza. ja preferuję ukochany lubczyk, trochę mięty, bazylii i curry. do tego ziołowy pieprz(o którym niebawem-jak zrobić go samemu). z wyrobionej masy formujemy kotleciki, obtaczamy w tartej bułce i smażymy na oleju.podajemy z sosem:np, pomidorowym, grzybowym, czosnkowym, keczupem- ponownie hulaj dusza. jest to wdzięczne danie- pasuje do większości sosów, surówek i sałatek.szybkie, proste i naprawdę smaczne. a przy okazji trochę "eko", zwłaszcza, że często widzimy zawieszone przy płocie lub śmietniku torby z pieczywem. zamiast marnować, bo rzadko kto zabiera te "wywieszki", zanim chleb spleśnieje wyczarujmy z niego pyszne danie!!!
smacznego. mniamula.

niedziela, 6 listopada 2011

nadziewany kabaczek

końcówka października to obfitości cukiniowo-kabaczkowo-dyniowe.wspaniałości. pyszności. kabaczki same w sobie nie mają mocnego, wyrazistego smaku. trzeba je doprawić, przerobić aby danie z nich powstałe było smaczne i ciekawe. nadziewanego kabaczka jadało się w moim domku od najmłodszych lat. kiedyś, nie wiedzieć czemu bardzo go nie lubiłam. raz Mama wmówiła mi , że to cukinia i jakoś zjadłam ,nie było dramatu, smakowało. o prawdziwej zawartości talerza dowiedziałam się w stosownym czasie, kiedy kabaczkowe danie dawno było strawione.i potem już nie było problemów gdy na stół wjeżdżał parujący, pysznie nadziany krewniak dyni.
a robimy go bardzo prosto. potrzeba: kabaczka, pół kilograma mielonego mięsa, szklankę ryżu, jedna cebula, dwa ząbki czosnku, sól, pieprz, papryka słodka, ziółka w zależności od gustu(ja dałam miętę i lubczyk)
kabaczka obieramy ze skóry i w zależności od wielkości kroimy na pół lub trzy części.najlepiej byłoby na pół by jedno ujście było zamknięte. usuwamy pestki i wewnątrz solimy oraz pieprzymy. mielone mięso mieszamy z ugotowanym ryżem-na jedną szklankę ryżu dwie szklanki wody. przyprawiamy dodajemy utarte ząbki czosnku i drobno pokrojoną cebulę.wyrabiamy masę i nadziewamy kabaczka dociskając nadzienie łyżką. kładziemy na rozgrzaną oliwę (uwaga, może pryskać), i obsmażamy z każdej strony. gdy kabaczek się zrumieni a w garnku zacznie zbierać się brązowa maź wlewamy półtora szklanki wody. dusimy do miękkości co jakiś czas obracając kabaczka. gdy będzie miękki wyjmujemy delikatnie na talerz i kroimy w grube plastry. sos w garnku rozrabiamy z trzema łyżkami koncentratu pomidorowego i ewentualnie dosalamy. zagotowujemy, polewamy sosem kabaczka. podajemy z surówką, np. z pora. białą część pora kroimy w drobne plasterki, dodajemy pokrojone w kosteczkę jabłko. solimy, pieprzymy , dodajemy po łyżce majonezu i śmietany. mieszamy i wcinamy ze smakiem!!!


smacznego.mniamula.

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

znów marchewka w roli głównej-zupa curry

jest to przepyszna zupa marchewkowa. proporcje dla czterech osób, dla każdego po talerzu:) jeśli macie w domku kogoś baaaardziej żartego, składniki należy zwiększyć.zupa jest prosta, smaczna i zdrowa. że tak polecę trochę naukowo-zawarte przyprawy zwiększają przemianę materii, a warzywa bogate są w różności witaminowe, likopen i karoten.także zupa- samo zdrowie.
potrzeba: pół kilograma marchewki, jedna cebula, jeden pomidor, litr rosołu (może być z kostki), oliwa, sól, biały pieprz, łyżka curry, opcjonalnie ryż.
marchewkę  i cebulę obrać pokroić w kostkę.podsmażyć na oliwie aż cebula się zezłoci, zalać bulionem, gotować 20 minut. gdy warzywa będą miękkie wrzucić wcześniej sparzonego, obranego ze skórki pomidora. dodać curry, szczyptę białego pieprzu i sól do smaku. zagotować. zupę przetrzeć lub zmiksować blenderem. można podawać z ryżem i natką pietruszki lub innymi ziołami i dla olewających wszelkie diety oczywiście kleks śmietany:))
smacznego. mniamula.

wtorek, 21 czerwca 2011

bieszczadzkie wspomnienie

ostatnie wydarzenia w moim życiu skłoniły mnie do zatopienia się we wspomnieniach. co prawda zdarza mi się to bardzo często,ale tym razem dotyczyły tylko jednej osoby. odszedł bliski mi Przyjaciel i nie wiem czemu zachciało mi się przyrządzić danie, które uwielbiał, a którym zażeraliśmy się co roku na bieszczadzkich szlakach. najlepszy smażony ser jadłam w knajpie "cień PRL-u" w Dołżycy. tego smaku nie zapomnę. coś wspaniałego!!! prosta rzecz a niebo w gębie.
bierzemy żółty ser -najlepiej półtwardy, broń Boże tostowy:) w kawałku. kroimy na półtora cm kotlety i posypujemy pieprzem, solą i papryką słodką. tak przyprawione panierujemy w roztrzepanym jajku i bułce. smażymy na rozgrzanej oliwie.na złoto.
podajemy z dowolnymi dodatkami. cudnie pasuje sos curry,konfitura z żurawiny,ale też zwykły keczup lub majonez.co kto lubi. do tego grzaneczki z chleba i jakieś warzywka.teraz pasują ogórki małosolne, kapusta młoda czy pomidory. poza sezonem kiszona kapusta, surówka z selera czy buraczki. można wybierać z wielu dodatków naprawdę:). ser pasuje do większości warzyw. zamiast grzanek można podać ziemniaki lub ryż. danie jest syte.pasuje na obiad lub jako alternatywa dla kanapek na kolację.moja propozycja to sos curry,buraczki słodko-kwaśne i grzaneczki. i tyle.co tu więcej pisać:)
smacznego.mniamula

sobota, 21 maja 2011

gołąbeczki........

młodaaaaaaaaaaa kapustaaaaaaaaaaaaa!!!
ach cóż za wspaniały smak!!!kupujemy sporą główkę (kapusty oczywiście) i największe,pierwsze liście odkładamy(ze dwa) resztę przeznaczamy na gołąbki. w tym celu odwracamy kapustę do góry głąbem i  wycinamy go ostrym nożem. do powstałej, że tak się wyrażę dziury, wlewamy wrzątek, polewając przy tym kapustę również naokoło.tak sparzone liście łatwo odchodzą i lepiej się zawijają.oddzielamy tyle liści, ile chcemy mieć porcji.odkładamy na bok i zajmujemy się farszem.
na osiem gołąbków biorę pół kilo mielonego mięsa, szklankę ryżu,cebulę, dwa ząbki czosnku i przyprawy:sól, pieprz, paprykę słodką i ostrą oraz specjalną przyprawę złożoną z trzynastu ziół. przepis w kolejnym poście, gdyż tą przyprawę robię od kilku lat sama:)
gotujemy ryż,czyli na szklankę ryżu bierzemy dwie szklanki wody. wodę solimy i jak się zagotuje wrzucamy ryż. co jakiś czas mieszamy.gdy już zacznie pyrkotać odstawiamy ,by doszedł. w ciepełku pod pokrywką.mięso wrzucamy do miski, wyrabiamy z przyprawami. na drobnej tarce ścieramy cebulę i ząbki czosnku. dodajemy ryż i mieszamy żeby wszystko się połączyło i wzajemnie oblepiło.
przygotowane wcześniej liście kładziemy na drewnianej desce ,obok stawiamy michę z farszem i rozpoczynamy produkcję gołąbków. liść kładziemy głąbkiem-ogonkiem do siebie, na środek liścia nakładamy dwie łyżki farszu i zawijamy: najpierw dół, potem boczki i jak krokieta, żeby na wierzchu była góra liścia.ech skomplikowanie napisane, łatwe w wykonaniu.
i tak wszystkie po kolei aż do ostatniego liścia, bądź końca farszu.duży garnek wykładamy liśćmi, które odłożyliśmy na początku, wlewamy z pięć cm wody i układamy gołąbki.przykrywamy pokrywką garnek i na gaz. gotujemy około pół godziny, co jakiś czas ruszając garnkiem, aby kapusta nie przywarła, ewentualnie podlewamy wodą, gdy ujrzymy niebezpieczeństwo swądu na całą chatę:)
gdy gołąbeczki się gotują robimy sos.bierzemy pół litra bulionu, wstawiamy na malutki gaz i dodajemy do niego mały słoiczek koncentratu pomidorowego, przyprawiamy solą, pieprzem i czosnkiem. mieszamy. rozrabiamy w kubku łyżkę mąki z odrobiną zimnej wody i wlewamy do sosu w momencie zagotowania.znów mieszamy ,zagotowujemy raz jeszcze i już!odstawiamy.zaglądamy do gołąbków.jeśli kapusta ściemniała, zrobiła się lekko szklista a widelec wchodzi bez problemu to znak, że już niedługo uczta.
ja nie podaję do tego dania żadnych dodatków, sałatek, surówek.nic.sam gołąbek z sosem wystarcza.
sos możemy podać osobno w sosjerce, lub polać nim gołąbka i tak zaserwować.
smacznego.mniamula.

sobota, 7 maja 2011

gra w kr(y)okieta:)

tegoroczna majówka obfitowała w kulinarne wybryki, jednak najbardziej w pamięci zostały krokiety. zrobione na specjalne życzenie, dostały pozytywną opinię współzjadaczy tej potrawy, co oczywiście połechtało czule moje ego. uwielbiam gotować dla znajomych i słuchać potem pomruków zadowolonych paszczy:)
a krokiety? hmm, banalnie proste do wykonania, aczkolwiek pracochłonne. najlepiej mieć na ich przygotowanie co najmniej ze dwie godzinki. wszystko w zależności czym chcemy je nadziać.
tym razem wybrałam farsze: mięsny oraz z soczewicy z kaszą.mniam.
przygotowania zaczynam jak zwykle od zakupów. w mięsnym pół kilo biodrówki, cztery pojedyncze piersi kurczaka oraz kawałeczek słoninki do smażenia.w warzywniaczku cebula, czosnek,ziarna soczewicy.w spożywczym kaszę mazurską i 150g twarogu
zakładając ,że w domu mamy mleko, mąkę i jajka na ciasto naleśnikowe to z zakupów wszystko.
planując krokiety mięso możemy przygotować w poprzedni wieczór. gotujemy mięso na farsz. w osolonej wodzie z dodatkiem ziaren pieprzu,  ziela angielskiego i liścia laurowego- do miękkości i zostawiamy na noc w wywarze. rano wyjmujemy mięso, wyławiamy przyprawy i w tym samym wywarze gotujemy soczewicę. niech sobie pyrka z pół godziny. od czasu do czasu warto ją przemieszać. ewentualnie dolać wody, gdy niebezpiecznie zaczyna przywierać.w czasie gdy soczewica dochodzi obieramy dwie cebule, cztery ząbki czosnku i mielimy w maszynce wraz z mięsem. powstały farsz doprawiamy solą,pieprzem, papryką słodką, imbirem oraz lubczykiem, wbijamy jajko.mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji  i wkładamy do lodówki. soczewica dochodzi, farsz mięsny gotowy, czas zabrać się za naleśniki.
każdy z nas ma na ciasto swój sposób. do krokietów robię je następująco:do pół litra mleka wlewam 3/4 szklanki zimnej wody i wbijam jajko. bełtam, wsypuję pól łyżeczki soli i tyle mąki by ciasto było odpowiednie do smażenia. coś jak gęsty sos, ale jeszcze nie jak śmietana.no na oko:) rozgrzaną na maksa patelnię wysmarowuję dokładnie kawałkiem słoniny, smażę naleśniki, za każdym razem powtarzając smarowanie, przed każdym kolejnym naleśnikiem. usmażone odkładam na talerz, odwrócony do góry dnem, w stosik.
soczewica na pewno już ugotowana, wyłączamy gaz i pozwalamy jej dojść w ciepełku i wchłonąć wodę. po ostygnięciu przekładamy do miseczki. gotujemy kaszę. na szklankę kaszy bierzemy dwie szklanki wody. wodę solimy i po zagotowaniu wsypujemy kaszę.kasza mazurska jest drobniutka więc gotuje się dość szybko. po ugotowaniu i wystudzeniu łączymy ją z soczewicą i twarogiem.również wbijamy jajko, jak w poprzednim farszu. przyprawiamy solą, pieprzem, czosnkiem i garam masala. mieszamy, mieszamy i do lodówki. wymieniamy farsze. wsadzając do lodówki soczewicowy wyjmujemy mięsny. na naleśnik kładziemy sporą łyżkę farszu i zawijamy. tak powstałe krokiety kładziemy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. lub odkładamy do przesmażenia.tę samą czynność wykonujemy z drugim farszem oczywiście.
ostateczne podanie występuje w dwóch wersjach-odgrzane w piekarniku, bądź upanierowane w jajku i bułce tartej i odsmażone na oleju. wersja pierwsza mniej pracochłonna i zdecydowanie lżejsza:)
wybierając "sosowy" dodatek możemy poszaleć. pasuje mnóstwo rzeczy od zwykłego keczupu, przez sos warzywny po gulasz. tym razem świetnie się sprawdził sos warzywny słodko-kwaśny. (przepis w kolejnym poście). można też przygotować dowolną surówkę, sałatkę. hulaj dusza. krokiety smakują na zimno i na ciepło, z dodatkami lub bez. można mrozić, przewozić zapakowane w folię aluminiową, bądź konsumować natychmiast po powstaniu.moje leciały samolotem i z tego co wiem, w innym kraju, w innym wymiarze czasowym były równie smaczne!!! pochwalę się , a co!!!

smacznego. mniamula

niedziela, 17 kwietnia 2011

gulaszowo

czasem zostaje jakieś mięsko z obiadu, resztki pieczeni czy mięso gotowane z zupy... w ilości akurat na gulasz. i wtedy biorę: dużą cebulę,ze trzy ząbki czosnku-kroję w kosteczkę i na oliwie podsmażam na złoto. dodaję do tego świeżą, czerwona  paprykę, pokrojoną w dużą kostkę.i jak ona puści trochę soków dodaję pokrojone również w dużą kostkę mięso. trochę soli, pieprzu czerwona papryka po ciut słodkiej i ostrej.
i pyrka to sobie na małym ogniu, mieszają się smaki i aromaty.ja oddalam się do dodatków, nie zapominając o gulaszu, mieszając go co kilka minut.
dodatki...pasuje generalnie wszystko. ziemniaki, ryż, każda kasza, kopytka z braku laku może być chleb. surówkę można sobie nawet darować zastępując ją w tym przypadku kiszonym lub konserwowym ogórkiem.ale nada się też wiosenna sałata. zrobienie jej zajmuje chwilkę, a podniebienie będzie nam wdzięczne. zważając na fakt,iż gulasz jest dość ostry sałata powinna łagodzić i odświeżać nasze kubki smakowe. super sprawdzi się wersja lodowa. pół główki sałaty lodowej rwiemy palcami, dodajemy pokrojony drobno szczypiorek, garść kiełków (rzeżucha, soczewica, rzodkiewka, lucerna itp.), pól puszki kukurydzy. doprawiamy solą, pieprzem ziołowym, odrobiną oliwy (polecam smakową z wcześniejszego postu:) i sokiem z cytryny, który nada sałacie chłodzącej nuty. delikatnie mieszamy i na stół.
w tym czasie gulasz na pewno już doszedł. zakładam, że  wybrany przez nas dodatek też już gotowy. najmniej kłopotów zapewne sprawi chleb:) jeśli zdecydowaliśmy się na ziemniaki, kaszę lub ryż to gotujemy dostatecznie wcześniej aby wszystko było gotowe w jednym czasie.kopytka można odsmażyć, jeśli są gotowe a jeśli nie to również stosunkowo wcześniej wstawiamy gar z osoloną wodą i wrzucamy je we wrzącą otchłań tak aby cieplutkie polać gulaszem i wcinać:)po takim posiłku polecam "pół godziny dla słoniny" czyli relaksik najlepiej w pozycji poziomej.potem można pójść na spacer. lub odgrzać dokładkę:)





smacznego.mniamula

sobota, 2 kwietnia 2011

smaczne początki...

marzenia są różne, malutkie i ogromne. zawsze marzył mi się blog kulinarny. ciągle odkładałam jego założenie, bo fala blogów o gotowaniu zalała świat, telewizja o gotowaniu nadaje 24h, prasy z przepisami w bród. i jak tu się przebić ze skromnym blogiem o radości, jaką daje mi gotowanie, pieczenie, przetwarzanie, ogólne klimaty kuchenne. włącznie z późniejszym obżarstwem:)
tak więc dziś spełniam swoje malutkie marzenie i niniejszym ogłaszam wszem i wobec,że blog kulinarny MNIAMULA zostaje otworzony!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

na dobry wieczór, bo już siódma jakaś kolacyjka by się zdała. tak więc niech będzie omlet na ostro z dodatkiem żółtego sera plus przepyszniasta sałatka z buraczków robiona we wrześniu w słoiki.

omlecik jak wiadomo robimy z jajek, mleka i mąki. wskazana konsystencja gęstej śmietany. doprawiamy ciasto solą i pieprzem. sól preferuję magnezową, a pieprz ziołowy lub biały.dodatkiem ekstra dzisiejszego wieczoru będzie tarty żółty ser. wszystko należy delikatnie wymieszać i lejemy na rozgrzaną patelnię, na oliwę:)

jak się złociście przypiecze, bierzemy stosowny szpachel i przewracamy na drugą stronę ,celem obustronnego ozłocenia oczywiście. kroimy drewnianą łyżką na cztery, czyli robimy gustowne porcje w postaci trójkątów.
tak "skrojone" danie przerzucamy na talerz, ozdabiamy zieleninką.w moim przypadku jest to szczypiorek, pochodzący z parapetu, a ściślej rzecz ujmując z cebuli wciśniętej do towarzystwa dla geranium.
do tego, jak wspomniałam sałatka z buraczków. w skład tej fenomenalnej potraweczki wchodzą rzecz jasna buraczki oraz w mniejszych ilościach papryka i cebula. wszystko to zaprawione oliwą i octem i zawekowane we wrześniu, kiedy to czas najlepszy dla przetworów buraczano-paprykowych. z sałatką możemy się pobawić dekorując nią talerz z omletem.
smacznego. mniamula