zajrzało:

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mięso. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mięso. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 maja 2015

kawał mięcha musi być-stek

no lubię mięso. nawet bardzo. owszem kuchnia bezmięsna tez mi jak najbardziej pasuje, ale nie byłabym sobą jakbym od czasu do czasu nie zjadła porządnego kawałka mięcha :) ostatnio ze wszystkich stron byłam bombardowana (kuchnia.tv) stekami. postanowiłam zakupić piękny kawałek wołowinki i sporządzić sobie kolacyjkę. no obłęd. post tylko dla mięsożerców.
potrzeba: steku z antrykotu lub rostbefu ( jeden na osobę), pieprzu cytrynowego, soli gruboziarnistej, rozmarynu i oliwy z oliwek.
stek myjemy, osuszamy ręcznikiem papierowym, rozbijamy delikatnie tłuczkiem. nacieramy solą, pieprzem cytrynowym i rozmarynem z obu stron. skrapiamy oliwą i smażymy na gorącej patelni. czas smażenia zależy od naszego gustu. ja lubię takie półkrwiste więc smażyłam 1,5 minuty mniej więcej z obu stron. odkładamy na talerz by odpoczął a na pozostałej na patelni oliwie możemy obsmażyć chleb. jakie to jest pyszne. dodatki według upodobań.


smacznego. mniamula.

niedziela, 1 marca 2015

pieczeń z szynki.

raz na jakiś czas nachodzi mnie chęć i wena by upiec pieczeń, taką na obiad, ale też żeby tego co zostanie można było użyć na kanapki. tym razem na warsztat poszedł spory kawałek szynki zrazowej. oprócz wstępnej obróbki fajne jest to ,że pieczeń robi się sama :)
potrzeba: kawał mięsa -szynka lub schab, mnóstwo przypraw: przede wszystkim soli i pieprzu oraz czosnku plus ulubionych ziółek. (ja dodałam jeszcze, płatki suszonych pomidorów, bazylię, czosnek niedźwiedzi, czarnuszkę i duuużo rozmarynu. ), trzech cebul, kilku ząbków czosnku, szklanki bulionu (może być woda),pól szklanki jogurtu naturalnego
mięsko myjemy, osuszamy i nacieramy solą i przyprawami wg gustu. obsmażamy na oleju ze wszystkich stron. na dno naczynia żaroodpornego wlewamy olej i wkładamy mięso. pieczemy pod przykryciem pół godziny w 180 stopniach. wyciągamy z piekarnika, dolewamy gorący bulion (ewentualnie wodę) obkładamy pokrojoną w ćwiartki cebulą oraz nieobranymi ząbkami czosnku. wkładamy z powrotem do piekarnika i pieczemy ponownie około pół godziny. sos ściemnieje, w pieczeń będzie wchodzić widelec. wyłączamy piekarnik ale mięso pozostawiamy do wystygnięcia w środku. najlepsze jest na drugi dzień. (wtedy wkładamy je na noc do lodówki) jeśli planujemy obiad to wyciągamy mięso z sosu, czosnek wyciskamy z łupin i przecieramy go wraz z cebulą, wkładamy do rondla i wstawiamy na gaz, dolewamy odrobinę wody i jogurt. mieszamy by powstał nam gęsty sos. gdy zawrze wkładamy do niego mięso pokrojone w plastry. podgrzewamy. gotowe. podajemy z czym tam chcemy. u mnie wersja z ziemniakami i surówką z pora. cudowności. pozostałą, niewykorzystaną część mięsa kroimy w cienkie plastry i zużywamy jako super domową wędlinę na kanapki.




smacznego. mniamula.

czwartek, 23 października 2014

karczycho i boczycho w sosie

idzie zimno. oj idzie. czas na rozgrzewające dania. z gęstymi sosami. pełne aromatów jesieni.
na pierwszy ogień- karkówka i boczuś. pieczone powoli w piekarniku, później duszone w sosie z darami sadu i zielnika :)
potrzeba: po sporym kawałku karkówki, (liczyć po kotlecie-dwa na osobę) i  boczku bez kości, soli, pieprzu, suszonych pomidorów, czosnku, bazylii, kilku cebul, kilku jabłek -antonówek lub renet, kilkunastu sztuk czarnych oliwek bez pestek, kilku gałązek rozmarynu, oliwy z oliwek
karkówkę i boczek myjemy zimną wodą i osuszamy papierowym ręcznikiem.oprószamy solą pieprzem czosnkiem, bazylią i suszonymi pomidorami z obu stron. naczynie żaroodporne smarujemy oliwą i wkładamy mięso. pieczemy pod przykryciem na 200 stopniach około 1,5 godziny zaglądając od czasu do czasu polewając powstałymi sokami. pod koniec pieczenia na jakieś 15 minut odkrywamy pokrywkę. zostawiamy w piekarniku (wyłączonym!!!) najlepiej na noc. na drugi dzień wyjmujemy karczycho oraz boczuś, kroimy w plastry na kotlety. do brytfanny lub innego gara z grubym dnem na dno wlewamy odrobinę oliwy i wkładamy mięso wraz z powstałym podczas pieczenia sosem. cebulę obieramy kroimy w piórka, wrzucamy do garnka, jabłka jeśli trzeba również obieramy lub tylko usuwamy gniazda nasienne. kroimy w ósemki i również dorzucamy do mięsa. oliwki "rozłupujemy" na połówki i do gara. wszystko wstawiamy na mały gaz i podlewamy wodą tak 3/4 pokrycia mięsa. doprawiamy solą i czosnkiem. gdy jabłka i cebula są miękkie dodajemy rozmaryn. gotujemy jeszcze kilka minut i gotowe. podajemy z czym tam chcemy. u nas do takich sosów rządzą kluski kładzione mojej Mamy. ale co kto lubi. od ziemniaków po kasze i ryż i w sumie wsio :)



smacznego. mniamula.

wtorek, 23 kwietnia 2013

schabik

naszło mnie ,żeby wyprodukować trochę własnych "wędlin" na kanapki. patrząc na różnorodność sklepową i nazwy z kosmosu nie mające nic wspólnego z daną wędliną piekę raz na jakiś czas mięso z dodatkami. wiem co zjem i smakuje też nieźle. nie odcinam się od wyrobów sklepowych, o nie. po prostu jakoś tak miałam chęć. na pierwszy ogień poszedł schab. a żeby było milej jest ze śliwką.
potrzeba: kilograma schabu, paczki 150g śliwek kalifornijskich, soli, pieprzu, czosnku granulowanego. oliwy z oliwek oraz dowolnej mieszanki przypraw do mięs- co kto lubi.
ja użyłam mieszanki staropolskiej i zbójnickiej produkowanej prze firmę ( kosmetyczną) Farmona ( do nabycia w ich sklepie internetowym). polecam.
schab myjemy, osuszamy i rozcinamy na roladę. jak dywan. pierwsze cięcie od jednego boku do drugiego wszerz nie do końca i od tego miejsca jeszcze raz. wychodzi spory płat mięsa. rozbijamy lekko tłuczkiem, solimy, oprószamy pieprzem i czosnkiem i układamy śliwki. zwijamy mięso jak roladę i brzegi spinamy wykałaczkami. posypujemy z każdej strony przyprawą. keksówkę wykładamy folią aluminiową, smarujemy oliwą i wykładamy schab. wierzch mięsa również smarujemy odrobiną oliwy i zakrywamy folię. pieczemy 45 minut do 1 godziny w piekarniku na 200 stopniach. na ostatnie 10 minut odkrywamy folię by wierzch się przyrumienił. sprawdzamy stan upieczenia patyczkiem. powinien miękko wchodzić w mięcho:)
podajemy jako wędlinę na zimno lub na ciepło do obiadu z sosem i dodatkami.
smacznego. mniamula.


wtorek, 5 marca 2013

kotlety na odstresowanie

i wciąż mi mało i wciąż szukam. nowych przepisów, inspiracji. tu zaglądam tam podsłucham... przepis na te kotlety poleciła mi pani w mięsnym. biorąc piersi z kurczaka myślałam, że po prostu będą w panierce ale dostałam gratis taki oto przepis, podobno mówią na nie pożarskie, ale nie dam głowy. natomiast siekanie piersi kurczakowych bardzo mi się podobało i mnie odstresowało:)
potrzeba: dwie pojedyncze piersi kurczaka, jajko, garść koperku lub zielonej pietruszki, dwie łyżki majonezu ( tu się zdziwiłam mocno, ale są super), sól, pieprz, granulowany czosnek, słodka papryka, plus tarta bułka do panierowania, olej do smażenia.
piersi myjemy, osuszamy papierowym ręcznikiem i oczyszczamy z błonek. siekamy ( stres precz!!!) w drobną kostkę. wkładamy do miski, wbijamy jajko, dodajemy drobno posiekany koperek (natkę), majonez, doprawiamy, formujemy kotleciki obtaczamy w tartej bułce i smażymy na złoto. podajemy tak jak chcemy, hehehe, pasują ziemniaki, kasza, makaron, ryż. i oczywiście surówka, w sumie większość dodatków.

smacznego. mniamula.

czwartek, 3 stycznia 2013

dla lenia pasztet bez pieczenia:)

nadal tkwię po uszy w książce o wszelakich pasztetach z serii "dobra kuchnia". zmieniam trochę, wtrącam swoje trzy grosze i wychodzą pyszności. dziś pasztet niewymagający pieczenia. zalewa się go masłem i wstawia do lodówki. pyszny. do chleba i samodzielnie.
potrzeba: 50 dag wątróbki drobiowej, 50 dag mięsa z kurczaka (wzięłam udka), 50 dag wędzonego boczku, pól kostki masła, sześciu ząbków czosnku, sporej garści suszonych śliwek, soli, pieprzu, szczypty tymianku. 
boczek kroimy w plasterki i smażymy. dodajemy oczyszczoną z żółtych żyłek wątróbkę i dusimy do miękkości. udka gotujemy i jak będą miękkie oddzielamy starannie od kości. wszystko mielimy dwa razy, doprawiamy i wkładamy do foremki, naczynia, miseczki. zalewamy roztopionym masłem. wstawiamy do lodówki na minimum pięć godzin. kroimy w plastry lub wystawiamy pasztet w naczyniu.podajemy z ćwikła, chrzanem lub innym ostrzejszym sosem. pasztet jest bardzo łagodny.
smacznego. mniamula.

czwartek, 8 listopada 2012

karczycho w jabłkach

lubię mięcho:) no lubię. karkóweczkę  bardziej. i nie tylko grillowaną, ale tez na codzienny obiad-podsmażoną i uduszoną z warzywami i tym razem z... jabłkiem. wyszła pychota.oto przepis:
potrzeba: dwóch plastrów karkówki (plaster na osobę), litra wody, po gałązce tymianku, oregano i rozmarynu, szczypty słodkiej papryki, łyżki soli, dwóch marchewek, połowy średniego selera, pięciu ząbków kiszonego czosnku (wzięłam taki z ogórków), dużego kwaskowatego jabłka.
karkówkę obmyć, osuszyć papierowym ręcznikiem i obsmażyć z obu stron na odrobinie oleju. przełożyć do garnka, zalać wodą, dodać przyprawy, pokrojone w kostkę marchew i seler. dusić 15-20 minut.gdy warzywa zmiękną dodać pokrojone na plasterki jabłko i czosnek. dusić do miękkości mięsa. w razie potrzeby podlać wodą. ewentualnie dosolić. gdy mięso będzie miękkie zasypać kaszą lub ryżem i wyłączyć gaz. zostawić pod przykryciem na dojście. albo podać z dowolnym innym dodatkiem jako osobna porcja.
smacznego.mniamula

niedziela, 21 października 2012

nadziany cyc

dziś mała wariacja z piersią kurczaka. zamiast usmażyć tylko w panierce postanowiłam jak zwykle dodać coś od siebie. nie jest to żaden wyszukany przepis, nie ma tu udziwnionych dodatków. zwyczajne, niewielkie urozmaicenie, taki kotlet komponuje się z każdym warzywem, surówką, dodatkami typu kasza, ryż. wszystko czego dusza zapragnie. proste i smaczne danie.
potrzeba: podwójnej piersi kurczaka, czterech plastrów żółtego sera( niewielkich ale grubych)garści bazylii, świeżo mielonego pieprzu i gruboziarnistej soli, jajka i bułki tartej do panierki, oraz oleju do smażenia.
pierś kurczaka myjemy, osuszamy papierowym ręcznikiem, odkrawamy żyłki i tłustości i kroimy na pół. wyjdą cztery kotlety. w każdym z nich robimy kieszonkę którą solimy i oprószamy pieprzem.przyprawiamy również kotlety na zewnątrz z każdej strony, jeśli ser żółty jest słony pomijamy solenie w środku kieszonki.  wkładamy do środka plaster żółtego sera i kilka listków bazylii. spinamy wykałaczką, ale niekoniecznie. kotlety obtaczamy w rozkłóconym jaju i w tartej bułce, smażymy na brązowo- złoto na rozgrzanym oleju. podajemy z czym tam chcemy i wcinamy mniam mniam mniam. na zimno też jest dobre :)

smacznego. mniamula.

piątek, 24 lutego 2012

kasza dobra nasza

uwielbiam kaszę....każdą.jest absolutnie mniamulowa. gotuję ją dość często. najczęściej z warzywami, czasami również z mięsem.
kupiłam ładny schab, nie chciałam robić kotletów, więc wymyśliłam sobie takie oto danie:
potrzeba na 4porcje:
8 kotletów schabowych, kasza mazurska, dwie cebule, por, marchewka, olej, pieprz, sól, czosnek.
 myję mięso i kroję na kotlety lub rozkładam gotowe. oprószam solą i pieprzem i obsmażam na oleju na rumiano( bez żadnej panierki!!!). cebulę kroję w piórka, pora-w paski a marchewkę w pólplasterki. wrzucam warzywa do garnka, dodaję odrobinę oliwy i lekko podsmażam, około 5 minut. dorzucam schab i zalewam wodą tak aby przykryło składniki. dodaję łyżkę soli i pół łyżeczki suszonego czosnku. gdy mięso jest miękkie wsypuję kaszę. sporo, ale "na oko". ewentualnie dolewam wody. kasza ma się ugotować w powstałym bulionie. mieszając doprowadzam do wrzenia i gotuję jakieś 15 minut. gaszę gaz pod garnkiem i zostawiam w cieple do wchłonięcia przez kaszę całego płynu. ewentualnie doprawiam. gorące podaję. smakuje wybornie. ogrzewa od środka i wzmacnia. kasza jest dobra na wszelkie zimno, pluchę i smutki.


smacznego. mniamula.

sobota, 7 maja 2011

gra w kr(y)okieta:)

tegoroczna majówka obfitowała w kulinarne wybryki, jednak najbardziej w pamięci zostały krokiety. zrobione na specjalne życzenie, dostały pozytywną opinię współzjadaczy tej potrawy, co oczywiście połechtało czule moje ego. uwielbiam gotować dla znajomych i słuchać potem pomruków zadowolonych paszczy:)
a krokiety? hmm, banalnie proste do wykonania, aczkolwiek pracochłonne. najlepiej mieć na ich przygotowanie co najmniej ze dwie godzinki. wszystko w zależności czym chcemy je nadziać.
tym razem wybrałam farsze: mięsny oraz z soczewicy z kaszą.mniam.
przygotowania zaczynam jak zwykle od zakupów. w mięsnym pół kilo biodrówki, cztery pojedyncze piersi kurczaka oraz kawałeczek słoninki do smażenia.w warzywniaczku cebula, czosnek,ziarna soczewicy.w spożywczym kaszę mazurską i 150g twarogu
zakładając ,że w domu mamy mleko, mąkę i jajka na ciasto naleśnikowe to z zakupów wszystko.
planując krokiety mięso możemy przygotować w poprzedni wieczór. gotujemy mięso na farsz. w osolonej wodzie z dodatkiem ziaren pieprzu,  ziela angielskiego i liścia laurowego- do miękkości i zostawiamy na noc w wywarze. rano wyjmujemy mięso, wyławiamy przyprawy i w tym samym wywarze gotujemy soczewicę. niech sobie pyrka z pół godziny. od czasu do czasu warto ją przemieszać. ewentualnie dolać wody, gdy niebezpiecznie zaczyna przywierać.w czasie gdy soczewica dochodzi obieramy dwie cebule, cztery ząbki czosnku i mielimy w maszynce wraz z mięsem. powstały farsz doprawiamy solą,pieprzem, papryką słodką, imbirem oraz lubczykiem, wbijamy jajko.mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji  i wkładamy do lodówki. soczewica dochodzi, farsz mięsny gotowy, czas zabrać się za naleśniki.
każdy z nas ma na ciasto swój sposób. do krokietów robię je następująco:do pół litra mleka wlewam 3/4 szklanki zimnej wody i wbijam jajko. bełtam, wsypuję pól łyżeczki soli i tyle mąki by ciasto było odpowiednie do smażenia. coś jak gęsty sos, ale jeszcze nie jak śmietana.no na oko:) rozgrzaną na maksa patelnię wysmarowuję dokładnie kawałkiem słoniny, smażę naleśniki, za każdym razem powtarzając smarowanie, przed każdym kolejnym naleśnikiem. usmażone odkładam na talerz, odwrócony do góry dnem, w stosik.
soczewica na pewno już ugotowana, wyłączamy gaz i pozwalamy jej dojść w ciepełku i wchłonąć wodę. po ostygnięciu przekładamy do miseczki. gotujemy kaszę. na szklankę kaszy bierzemy dwie szklanki wody. wodę solimy i po zagotowaniu wsypujemy kaszę.kasza mazurska jest drobniutka więc gotuje się dość szybko. po ugotowaniu i wystudzeniu łączymy ją z soczewicą i twarogiem.również wbijamy jajko, jak w poprzednim farszu. przyprawiamy solą, pieprzem, czosnkiem i garam masala. mieszamy, mieszamy i do lodówki. wymieniamy farsze. wsadzając do lodówki soczewicowy wyjmujemy mięsny. na naleśnik kładziemy sporą łyżkę farszu i zawijamy. tak powstałe krokiety kładziemy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. lub odkładamy do przesmażenia.tę samą czynność wykonujemy z drugim farszem oczywiście.
ostateczne podanie występuje w dwóch wersjach-odgrzane w piekarniku, bądź upanierowane w jajku i bułce tartej i odsmażone na oleju. wersja pierwsza mniej pracochłonna i zdecydowanie lżejsza:)
wybierając "sosowy" dodatek możemy poszaleć. pasuje mnóstwo rzeczy od zwykłego keczupu, przez sos warzywny po gulasz. tym razem świetnie się sprawdził sos warzywny słodko-kwaśny. (przepis w kolejnym poście). można też przygotować dowolną surówkę, sałatkę. hulaj dusza. krokiety smakują na zimno i na ciepło, z dodatkami lub bez. można mrozić, przewozić zapakowane w folię aluminiową, bądź konsumować natychmiast po powstaniu.moje leciały samolotem i z tego co wiem, w innym kraju, w innym wymiarze czasowym były równie smaczne!!! pochwalę się , a co!!!

smacznego. mniamula

czwartek, 28 kwietnia 2011

ale pasztet.................

będąc wielbicielką podrobów, aczkolwiek nie wszystkich(nienawidzę wątróbki, nerek i płucek:)  mniej więcej raz w miesiącu piekę pasztet.za każdym razem zmieniam wkład, najlepiej wychodzi ten ze śliwką. wspaniały smak, konsystencja wyczarowana dwukrotnym mieleniem oraz śmietaną kremówką. wspaniałości...mniamu mniamu!!!
zakupuję w mięsnym dwa spore udka kurczaka, cztery pojedyncze cycki (również kurczacze), pół kilo drobiowej wątróbki i maszeruję do warzywniaka. tam zakupy przedstawiają się następująco: trzy marchewki, jedna pietruszka, trzy cebule. zaopatruję się również w kubeczek 100ml śmietany kremówki, cztery jajka oraz garść suszonych grzybów. gdy wszystkie te składniki znajdą się w domku muszę mieć jakieś dwie godzinki na obróbkę powyższych.myję cycki i udka i wkładam je do sporego garnka, dorzucam kilka liści laurowych, kilka kulek ziela angielskiego i kilkanaście czarnego pieprzu.wsypuję też dwie czubate łyżki soli. gotuję ze 20 minut i dorzucam obrane -marchewkę i pietruszkę oraz opłukane, zlane wrzątkiem grzyby . i tak sobie pyrka to wszystko do miękkości.
w międzyczasie myję i oczyszczam wątróbkę oraz obieram, rzewnie roniąc łzy, cebulę. smażę je razem na oleju, aż wątróbka będzie miękka, a cebula szklista. odstawiam do ostygnięcia. miękkie mięsko wyjmuję z gara, obieram udka z kości i dzielę na małe kawałki, (tak samo dzielę piersi kurczakowe:). mięsko, warzywa, grzyby i wątróbkę z cebulą mielę dwukrotnie w maszynce. fajnie jest mieć wynalazek elektryczny, bo trochę tego jest, ale na razie mnie nie stać, więc pokornie kręcę aż ręce bolą.do przemielonej pięknie masy wbijam jajka i dodaje śmietanę. przyprawiam sosem sojowym, imbirem , gałką muszkatołową,pieprzem i ewentualnie jeszcze solą. dzielę masę na dwie części. do każdej wrzucam co innego. przykłady-podsmażone pieczarki, śliwki kalifornijskie, żurawinę, orzechy włoskie, pistacje(wcześniej namoczone i obrane).można też wlać lampkę koniaku. osobiście rezygnuję z tej opcji, gdyż pasztet ten wcina również mój mały synek i mimo , że ten koniak wyparuje to jakoś tak ...no nie daję. jak już masa uzupełniona o dodatki, wymieszana należycie trzeba przełożyć ją do wysmarowanych masłem foremek. najlepiej sprawdzają się keksówki, czyli długie, prostokątne foremki. wychodzą dwie. obie wsadzamy do większej formy, do której nalewamy na trzy cm wody. bo pasztet piecze się w kąpieli wodnej. przykrywamy folią aluminiową i wsadzamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na około półtora godziny. po godzinie zdejmujemy folię by przypiekła się góra.stan upieczenia sprawdzamy drewnianym patyczkiem, wtykając go w kilka miejsc pasztetu i jeśli jest suchy oznacza to, że nasz pasztet jest już gotowy. więc wyjmujemy go z piekarnika, odstawiamy do ostygnięcia.
można podawać na ciepło z sosem grzybowym lub na zimno jako przystawkę. jest naprawdę pyszny no i ma jeszcze taką zaletę, że wiemy co w nim jest:)
smacznego.mniamula.

niedziela, 17 kwietnia 2011

gulaszowo

czasem zostaje jakieś mięsko z obiadu, resztki pieczeni czy mięso gotowane z zupy... w ilości akurat na gulasz. i wtedy biorę: dużą cebulę,ze trzy ząbki czosnku-kroję w kosteczkę i na oliwie podsmażam na złoto. dodaję do tego świeżą, czerwona  paprykę, pokrojoną w dużą kostkę.i jak ona puści trochę soków dodaję pokrojone również w dużą kostkę mięso. trochę soli, pieprzu czerwona papryka po ciut słodkiej i ostrej.
i pyrka to sobie na małym ogniu, mieszają się smaki i aromaty.ja oddalam się do dodatków, nie zapominając o gulaszu, mieszając go co kilka minut.
dodatki...pasuje generalnie wszystko. ziemniaki, ryż, każda kasza, kopytka z braku laku może być chleb. surówkę można sobie nawet darować zastępując ją w tym przypadku kiszonym lub konserwowym ogórkiem.ale nada się też wiosenna sałata. zrobienie jej zajmuje chwilkę, a podniebienie będzie nam wdzięczne. zważając na fakt,iż gulasz jest dość ostry sałata powinna łagodzić i odświeżać nasze kubki smakowe. super sprawdzi się wersja lodowa. pół główki sałaty lodowej rwiemy palcami, dodajemy pokrojony drobno szczypiorek, garść kiełków (rzeżucha, soczewica, rzodkiewka, lucerna itp.), pól puszki kukurydzy. doprawiamy solą, pieprzem ziołowym, odrobiną oliwy (polecam smakową z wcześniejszego postu:) i sokiem z cytryny, który nada sałacie chłodzącej nuty. delikatnie mieszamy i na stół.
w tym czasie gulasz na pewno już doszedł. zakładam, że  wybrany przez nas dodatek też już gotowy. najmniej kłopotów zapewne sprawi chleb:) jeśli zdecydowaliśmy się na ziemniaki, kaszę lub ryż to gotujemy dostatecznie wcześniej aby wszystko było gotowe w jednym czasie.kopytka można odsmażyć, jeśli są gotowe a jeśli nie to również stosunkowo wcześniej wstawiamy gar z osoloną wodą i wrzucamy je we wrzącą otchłań tak aby cieplutkie polać gulaszem i wcinać:)po takim posiłku polecam "pół godziny dla słoniny" czyli relaksik najlepiej w pozycji poziomej.potem można pójść na spacer. lub odgrzać dokładkę:)





smacznego.mniamula