bardzo pyszna, bardzo prosta w wykonaniu , elegancka i ciekawa rolada ze szpinakiem w roli głównej. same najlepszości. szpinak, łosoś i twarożek= mniam, mniam, mniam.
potrzeba: dwóch pęczków świeżego szpinaku (lub opakowanie mrożonego), trzech jajek, opakowania 150g wędzonego łososia, opakowania twarożku śmietankowego kremowego, trzech łyżek naturalnego jogurtu, łyżki skórki z cytryny, połowy pęczka koperku, dwóch łyżek masła, soli, pieprzu i granulowanego czosnku, gałki muszkatołowej.
szpinak blanszujemy, kroimy na kawałki i podduszamy na maśle. z białek ubijamy pianę. łączymy szpinak z żółtkami i pianą, doprawiamy pieprzem, solą i gałką muszkatołową. masę rozsmarowujemy na wyłożonej papierem do pieczenia blaszce. pieczemy 15 minut w piekarniku na 200 stopniach. wyciągamy i zostawiamy do ostygnięcia. serek mieszamy z jogurtem, startą skórką z cytryny oraz z koperkiem. doprawiamy go pieprzem i czosnkiem. nie solimy, bo łosoś jest wystarczająco słony. wystudzony placek przekładamy na folię spożywczą. smarujemy twarożkiem .obkładamy na całości łososiem.zwijamy w roladę i wstawiamy na minimum dwie godziny do lodówki. kroimy w plastry ostrym nożem. podajemy na zimno. pychaaaaaa!!!
smacznego. mniamula.
zajrzało:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przystawka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przystawka. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 2 czerwca 2013
poniedziałek, 17 września 2012
cudowna sałatka z ogórka i papryki na ciepło
była promocja na czerwoną paprykę....ojeju jeju. więc zakupiłam kilka kilogramów i zaczęłam lekturę książek z przepisami oraz swoich szpargałów. w planach miałam paprykę na słodko w occie, paprykę kiszoną oraz coś ponadto. i znów kopalnią cudnych przepisów okazała się książka Olgi Smile "przetwory".
znalazłam u niej przepis-pierwowzór-z cukinią (str.75) - na oryginalną sałatkę robioną na ciepło. no i tak mi się spodobała, że od razu wzięłam się do dzieła...ale nie miałam cukinii, hehe. za to miałam całą skrzynkę ogórków gruntowych. stwierdziłam, że skoro to ta sama rodzinka warzyw (podobno owoców- bo od melona) to nie będzie tak wielkiej różnicy. ogórek poza tym ma świeższy smak.
efekt przeszedł moje oczekiwania, no coś pysznego. z pierwszej porcji wyżarłam bezpośrednio z garnka tyle, że niewiele zostało do słoiczków. musiałam dorobić podwójną porcję.
sałatka jest przepyszna, słodka, o ciekawej teksturze. warzywa w niej są al dente, mimo tego rozpływają się w ustach. mniam mniam mniam.
podam ilość już podwójną na wszelki wypadek:
moja wersja:
potrzeba: kilograma czerwonej papryki, kilograma ogórków gruntowych, trzech cebul, ośmiu ząbków czosnku, 150ml oleju, dwóch łyżek soli trzech łyżek cukru.
cebulę obieramy, kroimy w piórka i smażymy na oleju. gdy będzie szklista dodajemy umytą, pozbawioną gniazd nasiennych i pokrojoną w plasterki paprykę. gotujemy razem około 5 minut. ogórka kroimy w słupki i dodajemy do warzyw. dusimy 10 minut. dodajemy (ja ścieram na mini tareczce) przeciśnięty przez praskę czosnek, sól i cukier. w oryginale jest tez pieprz; ja nie dodałam. wolę doprawić na talerzu a mój synuś nieszczególnie lubi pieprz.
można wcinać na ciepło jako dodatek do obiadu lub ciepłej kolacji. (na zdjęciu jako dodatek do naleśnika) można pasteryzować 25 minut. po wyjęciu z garnka otulamy ręcznikiem lub kocem.
smacznego. mniamula
znalazłam u niej przepis-pierwowzór-z cukinią (str.75) - na oryginalną sałatkę robioną na ciepło. no i tak mi się spodobała, że od razu wzięłam się do dzieła...ale nie miałam cukinii, hehe. za to miałam całą skrzynkę ogórków gruntowych. stwierdziłam, że skoro to ta sama rodzinka warzyw (podobno owoców- bo od melona) to nie będzie tak wielkiej różnicy. ogórek poza tym ma świeższy smak.
efekt przeszedł moje oczekiwania, no coś pysznego. z pierwszej porcji wyżarłam bezpośrednio z garnka tyle, że niewiele zostało do słoiczków. musiałam dorobić podwójną porcję.
sałatka jest przepyszna, słodka, o ciekawej teksturze. warzywa w niej są al dente, mimo tego rozpływają się w ustach. mniam mniam mniam.
podam ilość już podwójną na wszelki wypadek:
moja wersja:
potrzeba: kilograma czerwonej papryki, kilograma ogórków gruntowych, trzech cebul, ośmiu ząbków czosnku, 150ml oleju, dwóch łyżek soli trzech łyżek cukru.
cebulę obieramy, kroimy w piórka i smażymy na oleju. gdy będzie szklista dodajemy umytą, pozbawioną gniazd nasiennych i pokrojoną w plasterki paprykę. gotujemy razem około 5 minut. ogórka kroimy w słupki i dodajemy do warzyw. dusimy 10 minut. dodajemy (ja ścieram na mini tareczce) przeciśnięty przez praskę czosnek, sól i cukier. w oryginale jest tez pieprz; ja nie dodałam. wolę doprawić na talerzu a mój synuś nieszczególnie lubi pieprz.
można wcinać na ciepło jako dodatek do obiadu lub ciepłej kolacji. (na zdjęciu jako dodatek do naleśnika) można pasteryzować 25 minut. po wyjęciu z garnka otulamy ręcznikiem lub kocem.
smacznego. mniamula
piątek, 8 czerwca 2012
sałata inaczej:)
próbowaliście kiedyś sałaty na ciepło? to wspaniała sprawa. zainteresował mnie ten przepis gdy oglądałam "30 minut Jamiego". trochę pokombinowałam po swojemu i wyszło całkiem zgrabne danie, a raczej przystawka, bądź jarzynka do obiadu. wciągnęłam całą główkę. pyszności.
potrzeba: główki sałaty masłowej lub takiej zwykłej naszej z ogródka- sporej, soli, cukru, soku z połowy cytryny, pieprzu cytrynowego, ząbka czosnku i odrobiny oliwy z oliwek.
sałatę dokładnie myjemy i osuszamy na sicie.rwiemy na kawałki. rozgrzewamy łyżkę oliwy na patelni i podsmażamy drobno pokrojony czosnek.wykładamy sałatę. doprawiamy. soli i cukru dajemy po szczypcie, natomiast pieprzu cytrynowego nie żałujemy. gdy będzie podduszona- czyli klapnie nam o połowę:) podlewamy sokiem z cytryny, przykrywamy pokrywką i odstawiamy. podajemy na ciepło.
smacznego. mniamula
potrzeba: główki sałaty masłowej lub takiej zwykłej naszej z ogródka- sporej, soli, cukru, soku z połowy cytryny, pieprzu cytrynowego, ząbka czosnku i odrobiny oliwy z oliwek.
sałatę dokładnie myjemy i osuszamy na sicie.rwiemy na kawałki. rozgrzewamy łyżkę oliwy na patelni i podsmażamy drobno pokrojony czosnek.wykładamy sałatę. doprawiamy. soli i cukru dajemy po szczypcie, natomiast pieprzu cytrynowego nie żałujemy. gdy będzie podduszona- czyli klapnie nam o połowę:) podlewamy sokiem z cytryny, przykrywamy pokrywką i odstawiamy. podajemy na ciepło.
smacznego. mniamula
niedziela, 11 marca 2012
talarki z kiełbasy
dziś super szybkie, super pyszne, super proste w wykonaniu danko. nie mogę powiedzieć- danie, bo to hmm...taka przystawka z biednych czasów.
potrzebujemy:kiełbasę (zwyczajna, wolińska, taka do smażenia), keczup, odrobinki zieleniny i oliwy
sprawa jest niezwykle prosta. kiełbasę kroimy w talarki i obsmażamy na niewielkiej ilości oliwy. krócej czy dłużej -to zależy wyłącznie od nas. jak kto lubi. gdy już osiągnie ulubioną dawkę podsmażenia zalewamy ją keczupem. "na oko". mieszamy. kiełbasa pławi się w keczupie po prostu. wykładamy na talerz i posypujemy natką pietruszki lub szczypiorkiem. zajadamy z chlebem lub w wersji luksusowej (heheh) ze smażonym camembertem.ser kroimy na pół by uzyskać dwa krążki. podsmażamy chwilkę na oliwie (można wykorzystać tę z kiełbasy) tak aby środek sera się rozpuścił. gotowe.
smacznego. mniamula.
potrzebujemy:kiełbasę (zwyczajna, wolińska, taka do smażenia), keczup, odrobinki zieleniny i oliwy
sprawa jest niezwykle prosta. kiełbasę kroimy w talarki i obsmażamy na niewielkiej ilości oliwy. krócej czy dłużej -to zależy wyłącznie od nas. jak kto lubi. gdy już osiągnie ulubioną dawkę podsmażenia zalewamy ją keczupem. "na oko". mieszamy. kiełbasa pławi się w keczupie po prostu. wykładamy na talerz i posypujemy natką pietruszki lub szczypiorkiem. zajadamy z chlebem lub w wersji luksusowej (heheh) ze smażonym camembertem.ser kroimy na pół by uzyskać dwa krążki. podsmażamy chwilkę na oliwie (można wykorzystać tę z kiełbasy) tak aby środek sera się rozpuścił. gotowe.
smacznego. mniamula.
poniedziałek, 23 stycznia 2012
jej wysokość- brukselka!!!
mini kapusteczki, zielone pączuszki, wielowarstwowe kuleczki, trochę wiosennej zieloności na zimowym talerzu. mało znam osób,co lubią brukselkę.trudno,najwyżej niepopularny post będzie.osobiście uwielbiam. dawniej jedynym źródłem brukselki była mrożonka o nazwie "zupa jarzynowa". czasem zdarzało się dostać samą brukselkę, ale rzadko. teraźniejszość jest łaskawsza. można kupić i świeżą i mrożoną. i samą i w towarzystwie:)
dorwałam ładną świeżą i jędrną i nie mogłam się oprzeć. cena niewygórowana. jedyny minus to trochę kapuścianego smrodku w domu, ale jeśli nie gotuje się brukselki zbyt długo to i ten zapach będzie znikomy i da się przeżyć, zresztą od czego jest pochłaniacz...lub otwarcie okna.
potrzeba: dowolna ilość brukselki, oliwa z oliwek, ocet balsamiczny, sól, granulowany czosnek.
brukselkę myjemy, usuwamy zwiędłe listki, o ile są i wrzucamy na wrzątek.woda powinna być osolona i lekko posłodzona.gotujemy ok 15 minut. dłuższe gotowanie powoduje gorzknięcie i słynny zapaszek...wyciągamy łyżką cedzakową na talerz. ciepłą polewamy oliwą, octem. oprószamy solą i czosnkiem. podajemy jako przystawkę, dodatek do obiadu lub kolacji. pasuję do mięs, krokietów, pasztecików. generalnie sama jest silnie wiatropędna, więc raczej zrezygnujemy z podania wspólnoty brukselkowo- fasolowej; groszkowej i kapuścianej. no i podajemy... wersja klasyczna jest z bułką tartą na maśle, ale ja wolę lżejszą wersję. poza tym rzadko miewam masło w domu.
smacznego. mniamula.
dorwałam ładną świeżą i jędrną i nie mogłam się oprzeć. cena niewygórowana. jedyny minus to trochę kapuścianego smrodku w domu, ale jeśli nie gotuje się brukselki zbyt długo to i ten zapach będzie znikomy i da się przeżyć, zresztą od czego jest pochłaniacz...lub otwarcie okna.
potrzeba: dowolna ilość brukselki, oliwa z oliwek, ocet balsamiczny, sól, granulowany czosnek.
brukselkę myjemy, usuwamy zwiędłe listki, o ile są i wrzucamy na wrzątek.woda powinna być osolona i lekko posłodzona.gotujemy ok 15 minut. dłuższe gotowanie powoduje gorzknięcie i słynny zapaszek...wyciągamy łyżką cedzakową na talerz. ciepłą polewamy oliwą, octem. oprószamy solą i czosnkiem. podajemy jako przystawkę, dodatek do obiadu lub kolacji. pasuję do mięs, krokietów, pasztecików. generalnie sama jest silnie wiatropędna, więc raczej zrezygnujemy z podania wspólnoty brukselkowo- fasolowej; groszkowej i kapuścianej. no i podajemy... wersja klasyczna jest z bułką tartą na maśle, ale ja wolę lżejszą wersję. poza tym rzadko miewam masło w domu.
smacznego. mniamula.
niedziela, 22 stycznia 2012
kotleciki chlebowe
zostaje Wam czasami czerstwy chleb?mi się zdarza, prowadzę dwuosobowe gospodarstwo, Synek mało chleba je, więc czasami zostaje.ale parę lat temu znalazłam na to pyszny, prosty sposób. chlebowe kotleciki, w smaku nie różnią się nawet bardzo od mielonych:) faceci nie zawsze zgadują, że nie ma w nich grama mięsa:)
potrzebujemy: pół bochenka białego, czerstwego chleba, dwóch szklanek mleka lub bulionu, dużej cebuli, dwóch ząbków czosnku, dwóch jajek, bułki tartej, soli ,pieprzu, ulubionych ziół.
zaczynamy:) chleb kroimy w kostkę i moczymy w mleku(bulionie) około pół godziny.odciskamy i wsadzamy do sporej miski. cebulę drobno siekamy(można zetrzeć na tarce o grubych oczkach). osobiście nie przepadam za wielkimi kawałami cebuli, wyłażącymi z kotleta. wbijamy jajka, dodajemy czosnek(starty na maleńkiej tarce lub posiekany drobniutko) i przyprawy. co kto lubi. jeśli moczyliśmy chleb w bulionie nie dodajemy soli. z ziółek pasuje większość znanych nam gatunków, więc naprawdę hulaj dusza. ja preferuję ukochany lubczyk, trochę mięty, bazylii i curry. do tego ziołowy pieprz(o którym niebawem-jak zrobić go samemu). z wyrobionej masy formujemy kotleciki, obtaczamy w tartej bułce i smażymy na oleju.podajemy z sosem:np, pomidorowym, grzybowym, czosnkowym, keczupem- ponownie hulaj dusza. jest to wdzięczne danie- pasuje do większości sosów, surówek i sałatek.szybkie, proste i naprawdę smaczne. a przy okazji trochę "eko", zwłaszcza, że często widzimy zawieszone przy płocie lub śmietniku torby z pieczywem. zamiast marnować, bo rzadko kto zabiera te "wywieszki", zanim chleb spleśnieje wyczarujmy z niego pyszne danie!!!
smacznego. mniamula.
potrzebujemy: pół bochenka białego, czerstwego chleba, dwóch szklanek mleka lub bulionu, dużej cebuli, dwóch ząbków czosnku, dwóch jajek, bułki tartej, soli ,pieprzu, ulubionych ziół.
zaczynamy:) chleb kroimy w kostkę i moczymy w mleku(bulionie) około pół godziny.odciskamy i wsadzamy do sporej miski. cebulę drobno siekamy(można zetrzeć na tarce o grubych oczkach). osobiście nie przepadam za wielkimi kawałami cebuli, wyłażącymi z kotleta. wbijamy jajka, dodajemy czosnek(starty na maleńkiej tarce lub posiekany drobniutko) i przyprawy. co kto lubi. jeśli moczyliśmy chleb w bulionie nie dodajemy soli. z ziółek pasuje większość znanych nam gatunków, więc naprawdę hulaj dusza. ja preferuję ukochany lubczyk, trochę mięty, bazylii i curry. do tego ziołowy pieprz(o którym niebawem-jak zrobić go samemu). z wyrobionej masy formujemy kotleciki, obtaczamy w tartej bułce i smażymy na oleju.podajemy z sosem:np, pomidorowym, grzybowym, czosnkowym, keczupem- ponownie hulaj dusza. jest to wdzięczne danie- pasuje do większości sosów, surówek i sałatek.szybkie, proste i naprawdę smaczne. a przy okazji trochę "eko", zwłaszcza, że często widzimy zawieszone przy płocie lub śmietniku torby z pieczywem. zamiast marnować, bo rzadko kto zabiera te "wywieszki", zanim chleb spleśnieje wyczarujmy z niego pyszne danie!!!
smacznego. mniamula.
wtorek, 21 czerwca 2011
bieszczadzkie wspomnienie
ostatnie wydarzenia w moim życiu skłoniły mnie do zatopienia się we wspomnieniach. co prawda zdarza mi się to bardzo często,ale tym razem dotyczyły tylko jednej osoby. odszedł bliski mi Przyjaciel i nie wiem czemu zachciało mi się przyrządzić danie, które uwielbiał, a którym zażeraliśmy się co roku na bieszczadzkich szlakach. najlepszy smażony ser jadłam w knajpie "cień PRL-u" w Dołżycy. tego smaku nie zapomnę. coś wspaniałego!!! prosta rzecz a niebo w gębie.
bierzemy żółty ser -najlepiej półtwardy, broń Boże tostowy:) w kawałku. kroimy na półtora cm kotlety i posypujemy pieprzem, solą i papryką słodką. tak przyprawione panierujemy w roztrzepanym jajku i bułce. smażymy na rozgrzanej oliwie.na złoto.
podajemy z dowolnymi dodatkami. cudnie pasuje sos curry,konfitura z żurawiny,ale też zwykły keczup lub majonez.co kto lubi. do tego grzaneczki z chleba i jakieś warzywka.teraz pasują ogórki małosolne, kapusta młoda czy pomidory. poza sezonem kiszona kapusta, surówka z selera czy buraczki. można wybierać z wielu dodatków naprawdę:). ser pasuje do większości warzyw. zamiast grzanek można podać ziemniaki lub ryż. danie jest syte.pasuje na obiad lub jako alternatywa dla kanapek na kolację.moja propozycja to sos curry,buraczki słodko-kwaśne i grzaneczki. i tyle.co tu więcej pisać:)
smacznego.mniamula
bierzemy żółty ser -najlepiej półtwardy, broń Boże tostowy:) w kawałku. kroimy na półtora cm kotlety i posypujemy pieprzem, solą i papryką słodką. tak przyprawione panierujemy w roztrzepanym jajku i bułce. smażymy na rozgrzanej oliwie.na złoto.
podajemy z dowolnymi dodatkami. cudnie pasuje sos curry,konfitura z żurawiny,ale też zwykły keczup lub majonez.co kto lubi. do tego grzaneczki z chleba i jakieś warzywka.teraz pasują ogórki małosolne, kapusta młoda czy pomidory. poza sezonem kiszona kapusta, surówka z selera czy buraczki. można wybierać z wielu dodatków naprawdę:). ser pasuje do większości warzyw. zamiast grzanek można podać ziemniaki lub ryż. danie jest syte.pasuje na obiad lub jako alternatywa dla kanapek na kolację.moja propozycja to sos curry,buraczki słodko-kwaśne i grzaneczki. i tyle.co tu więcej pisać:)
smacznego.mniamula
czwartek, 28 kwietnia 2011
ale pasztet.................
będąc wielbicielką podrobów, aczkolwiek nie wszystkich(nienawidzę wątróbki, nerek i płucek:) mniej więcej raz w miesiącu piekę pasztet.za każdym razem zmieniam wkład, najlepiej wychodzi ten ze śliwką. wspaniały smak, konsystencja wyczarowana dwukrotnym mieleniem oraz śmietaną kremówką. wspaniałości...mniamu mniamu!!!
zakupuję w mięsnym dwa spore udka kurczaka, cztery pojedyncze cycki (również kurczacze), pół kilo drobiowej wątróbki i maszeruję do warzywniaka. tam zakupy przedstawiają się następująco: trzy marchewki, jedna pietruszka, trzy cebule. zaopatruję się również w kubeczek 100ml śmietany kremówki, cztery jajka oraz garść suszonych grzybów. gdy wszystkie te składniki znajdą się w domku muszę mieć jakieś dwie godzinki na obróbkę powyższych.myję cycki i udka i wkładam je do sporego garnka, dorzucam kilka liści laurowych, kilka kulek ziela angielskiego i kilkanaście czarnego pieprzu.wsypuję też dwie czubate łyżki soli. gotuję ze 20 minut i dorzucam obrane -marchewkę i pietruszkę oraz opłukane, zlane wrzątkiem grzyby . i tak sobie pyrka to wszystko do miękkości.
w międzyczasie myję i oczyszczam wątróbkę oraz obieram, rzewnie roniąc łzy, cebulę. smażę je razem na oleju, aż wątróbka będzie miękka, a cebula szklista. odstawiam do ostygnięcia. miękkie mięsko wyjmuję z gara, obieram udka z kości i dzielę na małe kawałki, (tak samo dzielę piersi kurczakowe:). mięsko, warzywa, grzyby i wątróbkę z cebulą mielę dwukrotnie w maszynce. fajnie jest mieć wynalazek elektryczny, bo trochę tego jest, ale na razie mnie nie stać, więc pokornie kręcę aż ręce bolą.do przemielonej pięknie masy wbijam jajka i dodaje śmietanę. przyprawiam sosem sojowym, imbirem , gałką muszkatołową,pieprzem i ewentualnie jeszcze solą. dzielę masę na dwie części. do każdej wrzucam co innego. przykłady-podsmażone pieczarki, śliwki kalifornijskie, żurawinę, orzechy włoskie, pistacje(wcześniej namoczone i obrane).można też wlać lampkę koniaku. osobiście rezygnuję z tej opcji, gdyż pasztet ten wcina również mój mały synek i mimo , że ten koniak wyparuje to jakoś tak ...no nie daję. jak już masa uzupełniona o dodatki, wymieszana należycie trzeba przełożyć ją do wysmarowanych masłem foremek. najlepiej sprawdzają się keksówki, czyli długie, prostokątne foremki. wychodzą dwie. obie wsadzamy do większej formy, do której nalewamy na trzy cm wody. bo pasztet piecze się w kąpieli wodnej. przykrywamy folią aluminiową i wsadzamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na około półtora godziny. po godzinie zdejmujemy folię by przypiekła się góra.stan upieczenia sprawdzamy drewnianym patyczkiem, wtykając go w kilka miejsc pasztetu i jeśli jest suchy oznacza to, że nasz pasztet jest już gotowy. więc wyjmujemy go z piekarnika, odstawiamy do ostygnięcia.
można podawać na ciepło z sosem grzybowym lub na zimno jako przystawkę. jest naprawdę pyszny no i ma jeszcze taką zaletę, że wiemy co w nim jest:)
smacznego.mniamula.
zakupuję w mięsnym dwa spore udka kurczaka, cztery pojedyncze cycki (również kurczacze), pół kilo drobiowej wątróbki i maszeruję do warzywniaka. tam zakupy przedstawiają się następująco: trzy marchewki, jedna pietruszka, trzy cebule. zaopatruję się również w kubeczek 100ml śmietany kremówki, cztery jajka oraz garść suszonych grzybów. gdy wszystkie te składniki znajdą się w domku muszę mieć jakieś dwie godzinki na obróbkę powyższych.myję cycki i udka i wkładam je do sporego garnka, dorzucam kilka liści laurowych, kilka kulek ziela angielskiego i kilkanaście czarnego pieprzu.wsypuję też dwie czubate łyżki soli. gotuję ze 20 minut i dorzucam obrane -marchewkę i pietruszkę oraz opłukane, zlane wrzątkiem grzyby . i tak sobie pyrka to wszystko do miękkości.
w międzyczasie myję i oczyszczam wątróbkę oraz obieram, rzewnie roniąc łzy, cebulę. smażę je razem na oleju, aż wątróbka będzie miękka, a cebula szklista. odstawiam do ostygnięcia. miękkie mięsko wyjmuję z gara, obieram udka z kości i dzielę na małe kawałki, (tak samo dzielę piersi kurczakowe:). mięsko, warzywa, grzyby i wątróbkę z cebulą mielę dwukrotnie w maszynce. fajnie jest mieć wynalazek elektryczny, bo trochę tego jest, ale na razie mnie nie stać, więc pokornie kręcę aż ręce bolą.do przemielonej pięknie masy wbijam jajka i dodaje śmietanę. przyprawiam sosem sojowym, imbirem , gałką muszkatołową,pieprzem i ewentualnie jeszcze solą. dzielę masę na dwie części. do każdej wrzucam co innego. przykłady-podsmażone pieczarki, śliwki kalifornijskie, żurawinę, orzechy włoskie, pistacje(wcześniej namoczone i obrane).można też wlać lampkę koniaku. osobiście rezygnuję z tej opcji, gdyż pasztet ten wcina również mój mały synek i mimo , że ten koniak wyparuje to jakoś tak ...no nie daję. jak już masa uzupełniona o dodatki, wymieszana należycie trzeba przełożyć ją do wysmarowanych masłem foremek. najlepiej sprawdzają się keksówki, czyli długie, prostokątne foremki. wychodzą dwie. obie wsadzamy do większej formy, do której nalewamy na trzy cm wody. bo pasztet piecze się w kąpieli wodnej. przykrywamy folią aluminiową i wsadzamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na około półtora godziny. po godzinie zdejmujemy folię by przypiekła się góra.stan upieczenia sprawdzamy drewnianym patyczkiem, wtykając go w kilka miejsc pasztetu i jeśli jest suchy oznacza to, że nasz pasztet jest już gotowy. więc wyjmujemy go z piekarnika, odstawiamy do ostygnięcia.
można podawać na ciepło z sosem grzybowym lub na zimno jako przystawkę. jest naprawdę pyszny no i ma jeszcze taką zaletę, że wiemy co w nim jest:)
smacznego.mniamula.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)

.jpg)
.jpg)







