zajrzało:

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pasta kanapkowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pasta kanapkowa. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 stycznia 2016

tort inny niż wszystkie...na słono

tym razem hulaj dusza, post jest jedynie inspiracją. przepis na podstawę poznałam na pewnym koncercie gdzie ta fajna przekąska była hitem. tym razem nie podam ilości składników, zależy ona od ilości gości.  na dwie blaszki od ciasta potrzeba trzy chleby tostowe:)
potrzeba: chleb tostowy, twarożki (mogą być smakowe gotowe ale ja robiłam sama), szynki, wędzonego łososia, świeżego ogórka, jajek na twardo, oliwek zielonych lub/i czarnych, papryki konserwowej, koperku
robimy twarożki (jeśli nie kupiliśmy gotowców). do twarogu dodajemy śmietanę/ jogurt naturalny tak by uzyskać konsystencje pasty. solimy i doprawiamy pieprzem. można zostawić już taką wersję śmietankową. można też dodać-skórkę otartą z cytryny; - suszone pomidory i słodka paprykę; - szczypiorek i curry; - zioła prowansalskie i chrzan. na wyłożoną papierem lub folią blaszkę układamy kromki chleba tostowego posmarowane serkiem, wyrównujemy i w zależności od smaku układamy szynkę, plastry jajek lub łososia. na to układamy plasterki ogórka. przykrywamy kolejna warstwą kromek posmarowanych serkiem. może być inny smak byle by pasował do smaku z pierwszej warstwy :). wyrównujemy serek jak tort, obficie posypujemy koperkiem i wsadzamy do lodówki na noc lub co najmniej na kilka godzin. kroimy na kawałki i w każdy wbijamy wykałaczkę nadziewając przy tym oliwkę lub kawałek konserwowej papryki. podajemy i słuchamy ochów i achów :)




smacznego. mniamula.

środa, 19 lutego 2014

smarowanie-smalcowanie

z wielu powodów nie było mnie bardzo długo na blogu:(
ale postaram się jakoś nadrobić ten czas i wrócić do łask.
na pierwszy ogień idzie ni to pasta ni to smalec. takie sobie coś do kanapek. tłuste, pyszne w sam raz na zimowe kolacje. z domowym chlebem i kiszonym ogórasem.i grzańcem....
potrzeba : 500-600g świeżego podgardla, 5 kulek ziela angielskiego, 10 ziaren pieprzu, czterech liści laurowych, dużej cebuli , 2-3 ząbków czosnku , majeranku i soli.
podgardle  myjemy, zalewamy zimną wodą, dodajemy łyżkę soli i przyprawy i gotujemy do miękkości. wywar zużywamy na jakąś pożywną zupę.jest dość tłusty więc można podzielić i zupy zrobić dwie. ooo.
gdy podgardle jest miękkie -studzimy, oddzielamy od skóry (skórę z chęcią spałaszuje czworonóg :) i kroimy na niewielkie kawałki. cebulę i czosnek obieramy. mięso z cebulą i czosnkiem przepuszczamy raz przez maszynkę. doprawiamy masę majerankiem i solą. można dodać pieprz ziołowy lub czarny wedle uznania.
jemy na zimno jako pastę na chleb. ze względu na zawartość świeżej cebuli polecam skonsumować w przeciągu dwóch, trzech dni. u nas mój Syn jest smalcożercą więc aż tak długich :P terminów nie mamy.


smacznego. mniamula.

środa, 20 czerwca 2012

pasty twarożkowe

na kolację. do chleba. do selera naciowego lub ogórków jako dip.często. a przynajmniej raz w tygodniu.pyszne. kremowe. śmietankowe. z ziołami. z przyprawami. pasty twarożkowe.
potrzeba:pasta 1: opakowania 250g twarożku półtłustego, łyżki majonezu, dwóch łyżek śmietany, soli, pół łyżeczki przyprawy garam masala, dwóch łodyżek świeżego lubczyku, łodygi z listkami selera naciowego.
pasta 2: opakowania 250g twarożku półtłustego, łyżki majonezu, dwóch łyżek śmietany, soli, pieprzu ziołowego, ząbka czosnku, garści rzeżuchy, garści szczypiorku.
twarożek wykładamy do miski, rozgniatamy widelcem. ucieramy ze śmietaną i majonezem. solimy i przyprawiamy. wersja pierwsza: lubczyk i seler naciowy siekamy drobniutko i posypujemy serek. wersja druga: czosnek i szczypiorek siekamy drobniutko i również posypujemy serek. zioła są dowolne. można wrzucić bazylię, miętę, szałwię. co kto lubi.
smarujemy pieczywo lub maczamy różne surowe warzywa m.in. seler naciowy, świeży ogórek, mogą być też chipsy lub paluszki ale to niezdrowo:)
i tyle. proste, pyszne, szybkie do zrobienia.


smacznego. mniamula.

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

smak dzieciństwa

są czasem takie dni, że wracam pamięcią do smaków z dzieciństwa. czasy , w których dorastałam były biedne, mimo to wspominam je dobrze i nie znam uczucia głodu. pamiętam jak w sklepach nic nie było, jak na święta rzucali pomarańcze, było mięso na kartki i różne limity na cukier, mąkę. mimo nasze Mamy potrafiły zrobić coś z niczego, pomoc sąsiedzka była wszechobecna, handel wymienny kwitł, a my dzieciaki rośliśmy zdrowo, bez alergii i innych , obecnych w dzisiejszych czasach syfów.
piliśmy wodę z kranu, na podwórku oranżadę z jednej butelki  po kilkanaście dzieciaków. były też takie napoje w woreczkach, co niestety miały tendencję do spadania na chodnik i rozplaskiwania się. wtedy w oczach pojawiały się łzy...ale jak się udało zrobić maleńką dziurkę, wsadzić tam cieniutką słomeczkę wtedy wszyscy popijali z jednego i nikt nie przejmował się zarazkami. a ile to razy żuło się jedną gumę....hehhehe guma turbo albo donald...to było coś. każdy dzieciak miał kolekcję historyjek z donalda. wow!!!
ale w sumie nie ten smak mi dziś się zaplątał w głowie. otóż "chodziła" za mną pasta serowo-jajeczna. taka na chleb. na kolację.  
do utartego żółtego sera dodajemy posiekane, uprzednio ugotowane jajka, łychę majonezu, szczyptę soli i ze dwa lub trzy ząbki czosnku dla zdrówka i wykurzenia potencjalnych wirusów.mieszamy widelcem na gładką pastę , ewentualnie doprawiamy jakimś ziółkiem( ja wybrałam koperek). i tadam...na chlebek. najlepiej świeży i chrupiący.hmm...piętka wskazana:)
o ile zetrzeć ser i posiekać jajka to sprawa oczywista, o tyle dodanie czosneczku wiąże się z jego rozdrobnieniem. dawniej (czyli pokolenie Babci i Mamy i wstecz hen hen) po prostu go siekało drobniutko i rozcierało nożem. potem przybył do nas nie wiem skąd (zawrócił w głowie tak dokładnie...) wyciskacz do czosnku. zazwyczaj metalowy,bywa z plastiku.wsadzamy weń obrany ząbek i ciśniemy ile sił w ręku. ale zazwyczaj spora część zostaje w środku i się marnuje. można ją ewentualnie wyskrobać z wyciskacza i posiekać, ale wychodzi podwójna robota, więc niewyciśnięta część zostaje najczęściej wyrzucona do śmieci. cóż za marnotrawstwo:)
mój problem z czosnkiem się rozwiązał gdy dostałam w prezencie, a właściwie prezenciku, uroczą mini tareczkę. nadaje się nie tylko do tarcia czosnku, sprawdza się też przy skórce z cytryny,pomarańczy, świeżym imbirze, gałce muszkatałowej i innych drobiazgach. bardzo fajny gadżet -naprawdę przydatny.
i tak będąc szczęśliwą posiadaczką tareczki dodałam dziś do swojej pasty aż trzy ząbki czosnku. a co mi tam i tak nie mam się z kim całować:) dobrze, że w necie nie czuć:) nie chucham w ekran:)

smacznego.mniamula.