wyrasta toto takie dziwne, długie, kwadratowe łodygi czerwono-zielone z wielkimi jak łopian liśćmi...surowe łodygi- kwaśne jak zaraza:) jako dziecko pamiętam maczało się końcówki w cukrze i jadło. pamiętam też kompot i placek. z rabarbarem, bo o nim mowa. upieczony lub ugotowany rozwarstwia się pięknie.przyprawiony cukrem traci swoją kwaśność i jest pyszny. orzeźwia. w sumie nie wiem czy to owoc czy warzywo??? ale sezon na rabarbar mija szybko, więc póki jest gotuję orzeźwiające kompoty i wrzucam go do różnych ciast. dziś drożdżowe.
potrzeba: trzech szklanek mąki pszennej, 250g margaryny, pół szklanki cukru, sześć deka drożdży, paczki cukru waniliowego, 3/4 szklanki mleka, sześciu sporych łodyg rabarbaru, dwóch jabłek oraz garści płatków migdałowych. plus jeszcze trochę cukru do posypania.
mąkę mieszam z cukrami (łyżkę cukru odkładam) i siekam z margaryną. drożdże rozpuszczam w letnim mleku z pozostałą łyżką cukru. dobrze wymieszane wlewam do mąki z margaryną i wyrabiam gładkie, odchodzące od ręki ciasto. odstawiam w ciepłe miejsce na około dwie godziny.
ciasto wykładam do wysmarowanej margaryną formy. rabarbar myję, obieram cieniutko z łykowatej skórki, odcinam końcówki i kroję w kostkę. wykładam na ciasto. jabłka myję, obieram, usuwam gniazda nasienne i kroję na plasterki. również wykładam na ciasto. posypuję całość cukrem i płatkami migdałowymi. piekę w 190 stopniach 25 do 30minut. sprawdzam gotowość ciasta drewnianym patyczkiem. gdzieś z boku. jak suchy ciasto gotowe:)
wyciągam do przestygnięcia.
wiem, że niezdrowo ale często wcinam jeszcze ciepłe. potem oczywiście brzuch pobolewa, ale co tam:)raz się żyje.
smacznego. mniamula.
zajrzało:
niedziela, 10 czerwca 2012
sobota, 9 czerwca 2012
smalec z curry i jabłkiem
smalec robię baaaardzo często. w ilości: kamionkowy dzbaneczek, miseczka plus słoiczek -na wynos:). kombinuję z przyprawami i różnymi dodatkami. zawsze wychodzi pyszny. tak, wiem ,że to nieprzyzwoita tłustość, że niezdrowe, że kaloryczne, ale co tam. i tak uwielbiam(nie tylko ja), więc nadal będę go robiła...
tym razem na stopienie poszła pachwina wieprzowa a za dodatki posłużyły m.in. curry i jabłuszko.
potrzeba: dużej pachwiny wieprzowej (tłustej), kawałka słoniny (lub kostki zwykłego smalcu), soli, pieprzu, majeranku, curry, dwóch ząbków czosnku, dużego jabłka.
żeby ułatwić sobie życie pachwiny nie kroiłam, tylko zmieliłam w maszynce razem ze słoniną. przemielone tłustości wykładamy do rondla i topimy. jak wytopią się skwareczki dodajemy łyżeczkę soli, po łyżce pieprzu i majeranku oraz dwie łyżki curry. czosnek przeciskamy przez praskę lub drobno kroimy(wersja moja-ścieram na małej tareczce), dorzucamy pokrojone drobniutko jabłko. topimy jeszcze kilka minut.mieszamy celem rozprowadzenia przypraw. gdy skwarki skwierczą i gołym (ewentualnie w okularach...) okiem widać ,że już nic się nie wytopi smalec jest gotowy. przelewamy go do docelowych naczyń i odstawiamy do ostygnięcia. całkowicie zimny wstawiamy do lodówki. rondel, w którym topiliśmy smalec świetny będzie do odgrzania makaronu, kaszy, ryżu, bądź podsmażenia kotletów. można wytrzeć chlebem:). poprzez dodanie curry smalec wychodzi dość żółty, mam nadzieję, że to jednak nie zrazi nikogo:)do smalcu jak cudownie dopasowany puzzel podajemy ogórka-sezon rozpoczęty- więc małosolnego!!!pychotka. do piwa i do meczu:)
smacznego. mniamula.
tym razem na stopienie poszła pachwina wieprzowa a za dodatki posłużyły m.in. curry i jabłuszko.
potrzeba: dużej pachwiny wieprzowej (tłustej), kawałka słoniny (lub kostki zwykłego smalcu), soli, pieprzu, majeranku, curry, dwóch ząbków czosnku, dużego jabłka.
żeby ułatwić sobie życie pachwiny nie kroiłam, tylko zmieliłam w maszynce razem ze słoniną. przemielone tłustości wykładamy do rondla i topimy. jak wytopią się skwareczki dodajemy łyżeczkę soli, po łyżce pieprzu i majeranku oraz dwie łyżki curry. czosnek przeciskamy przez praskę lub drobno kroimy(wersja moja-ścieram na małej tareczce), dorzucamy pokrojone drobniutko jabłko. topimy jeszcze kilka minut.mieszamy celem rozprowadzenia przypraw. gdy skwarki skwierczą i gołym (ewentualnie w okularach...) okiem widać ,że już nic się nie wytopi smalec jest gotowy. przelewamy go do docelowych naczyń i odstawiamy do ostygnięcia. całkowicie zimny wstawiamy do lodówki. rondel, w którym topiliśmy smalec świetny będzie do odgrzania makaronu, kaszy, ryżu, bądź podsmażenia kotletów. można wytrzeć chlebem:). poprzez dodanie curry smalec wychodzi dość żółty, mam nadzieję, że to jednak nie zrazi nikogo:)do smalcu jak cudownie dopasowany puzzel podajemy ogórka-sezon rozpoczęty- więc małosolnego!!!pychotka. do piwa i do meczu:)
smacznego. mniamula.
piątek, 8 czerwca 2012
sałata inaczej:)
próbowaliście kiedyś sałaty na ciepło? to wspaniała sprawa. zainteresował mnie ten przepis gdy oglądałam "30 minut Jamiego". trochę pokombinowałam po swojemu i wyszło całkiem zgrabne danie, a raczej przystawka, bądź jarzynka do obiadu. wciągnęłam całą główkę. pyszności.
potrzeba: główki sałaty masłowej lub takiej zwykłej naszej z ogródka- sporej, soli, cukru, soku z połowy cytryny, pieprzu cytrynowego, ząbka czosnku i odrobiny oliwy z oliwek.
sałatę dokładnie myjemy i osuszamy na sicie.rwiemy na kawałki. rozgrzewamy łyżkę oliwy na patelni i podsmażamy drobno pokrojony czosnek.wykładamy sałatę. doprawiamy. soli i cukru dajemy po szczypcie, natomiast pieprzu cytrynowego nie żałujemy. gdy będzie podduszona- czyli klapnie nam o połowę:) podlewamy sokiem z cytryny, przykrywamy pokrywką i odstawiamy. podajemy na ciepło.
smacznego. mniamula
potrzeba: główki sałaty masłowej lub takiej zwykłej naszej z ogródka- sporej, soli, cukru, soku z połowy cytryny, pieprzu cytrynowego, ząbka czosnku i odrobiny oliwy z oliwek.
sałatę dokładnie myjemy i osuszamy na sicie.rwiemy na kawałki. rozgrzewamy łyżkę oliwy na patelni i podsmażamy drobno pokrojony czosnek.wykładamy sałatę. doprawiamy. soli i cukru dajemy po szczypcie, natomiast pieprzu cytrynowego nie żałujemy. gdy będzie podduszona- czyli klapnie nam o połowę:) podlewamy sokiem z cytryny, przykrywamy pokrywką i odstawiamy. podajemy na ciepło.
smacznego. mniamula
wtorek, 5 czerwca 2012
wyprawa na łąkę po mniszka:)
chodziły słuchy, chodziły. że mniszek dobry jest, że ten znienawidzony przez posiadaczy pięknych trawników kwiat ( a właściwie ziółko) robi wiele dobrego, jak go przerobimy. zbierałam się do przetworów z mniszka już dłuższy czas. ostatecznie przekonały mnie zdjęcia bieszczadzkich znajomych, na których robią syrop z mniszka. nazwa "chwasta" to Taraxacum officinale. podobno zwiększa odporność. a tego w naszej Rodzinie ewidentny brak.
przepisów jest wiele. lepsze, gorsze. na ile skuteczne, szczerze mówiąc nie wiem:) ale od czego jest intuicja, próby i kombinacje kuchenne?
potrzeba: dwóch szklanek płatków (same żółte) mniszka lekarskiego (mlecza), czterech szklanek wody, dwóch i pół szklanek cukru, soku z jednej cytryny i opcjonalnie(ja dodałam) jednej pomarańczy.
idziemy do lasu w poszukiwaniu polany, bądź łąki na której roi się od nieskalanego spalinami i innymi smrodami mniszka. zbieramy same główki kwiatów, żółte, pięknie rozwinięte. rozkładamy je na kilka chwil, aby ich mieszkańcy -takie małe, czarne robaczki- mogły sobie pójść w siną dal...ewentualnie manewr ten czynimy w przydomowym ogródku już. gdy kwiatki są "odrobaczone" wyrywamy płatki, skubiemy tylko te żółte części, zielone kielichy wyrzucamy, zawierają goryczkę i nie nadają się do przetworzenia. płatki myjemy, delikatnie odsączamy i zalewamy wodą, dodajemy(jeśli chcemy) dobrze wymytą i pokrojoną w plastry, razem ze skórką, pomarańczę. podgrzewamy 15 minut. zostawiamy na noc. na drugi dzień odcedzamy ZACHOWUJEMY WODĘ:) mocno odciskamy płatki. powstałą wodę słodzimy i dodajemy sok z cytryny, będzie to syrop więc jest to dość słodki i gęsty płyn. doprowadzamy do wrzenia i wlewamy do słoiczków. z tej proporcji wychodzą cztery sztuki takich od dżemu. syrop po ostygnięciu przechowujemy w lodówce. do trzech miesięcy.
można zamiast zwykłego cukru dodać cukier żelujący i otrzymamy galaretkę.
zapach niezwykły, smak słodki i ciekawy. wyprawa na łąkę udana. pracy przy kwiatkach trochę jest ,ale warto!!!
smacznego. mniamula.
przepisów jest wiele. lepsze, gorsze. na ile skuteczne, szczerze mówiąc nie wiem:) ale od czego jest intuicja, próby i kombinacje kuchenne?
potrzeba: dwóch szklanek płatków (same żółte) mniszka lekarskiego (mlecza), czterech szklanek wody, dwóch i pół szklanek cukru, soku z jednej cytryny i opcjonalnie(ja dodałam) jednej pomarańczy.
idziemy do lasu w poszukiwaniu polany, bądź łąki na której roi się od nieskalanego spalinami i innymi smrodami mniszka. zbieramy same główki kwiatów, żółte, pięknie rozwinięte. rozkładamy je na kilka chwil, aby ich mieszkańcy -takie małe, czarne robaczki- mogły sobie pójść w siną dal...ewentualnie manewr ten czynimy w przydomowym ogródku już. gdy kwiatki są "odrobaczone" wyrywamy płatki, skubiemy tylko te żółte części, zielone kielichy wyrzucamy, zawierają goryczkę i nie nadają się do przetworzenia. płatki myjemy, delikatnie odsączamy i zalewamy wodą, dodajemy(jeśli chcemy) dobrze wymytą i pokrojoną w plastry, razem ze skórką, pomarańczę. podgrzewamy 15 minut. zostawiamy na noc. na drugi dzień odcedzamy ZACHOWUJEMY WODĘ:) mocno odciskamy płatki. powstałą wodę słodzimy i dodajemy sok z cytryny, będzie to syrop więc jest to dość słodki i gęsty płyn. doprowadzamy do wrzenia i wlewamy do słoiczków. z tej proporcji wychodzą cztery sztuki takich od dżemu. syrop po ostygnięciu przechowujemy w lodówce. do trzech miesięcy.
można zamiast zwykłego cukru dodać cukier żelujący i otrzymamy galaretkę.
zapach niezwykły, smak słodki i ciekawy. wyprawa na łąkę udana. pracy przy kwiatkach trochę jest ,ale warto!!!
smacznego. mniamula.
piątek, 18 maja 2012
zupa warzywno-ziołowa
lubię zupy. są sycące, robią ciepełko w brzuchu i można z nimi kombinować do woli.
tak tez uczyniłam przy tej zupie. czasem zastanawiam się...."jaką by tu zupę ugotować?" i nic nie przychodzi mi do głowy. po prostu otworzyłam lodówkę i zrobiłam pyszną tzw. śmieciówkę. ale jest na tyle mniamulowa, że postanowiłam się z Wami podzielić:)
potrzeba: dwóch szklanek wywaru (użyłam wcześniej mrożonego od gotowania mięs na pasztet- ale można użyć z kostki lub po prostu wody), kawałka białej kapusty, dwóch łodyg selera naciowego, dwóch ziemniaków, marchewki, pól selera, pół pora, puszki kukurydzy, trzech ząbków czosnku, kawałeczka imbiru, po łyżce: natki pietruszki, lubczyku, mięty, melisy,pieprzu ziołowego oraz szczypty soli.(jeżeli gotujemy na kostce rosołowej rezygnujemy z soli)
warzywa myjemy, obieramy te co trzeba i kroimy na drobne kawałki -byle jak:). gotujemy je w wywarze do miękkości i ostudzoną zupę miksujemy. doprawiamy ziołami i ewentualnie solą (lub maggi). podajemy jako zupę krem z grzaneczkami z chleba- dwie kromki chleba kroimy w kosteczkę i rumienimy na maśle. można posypać granulowanym czosnkiem. kilkoma grzaneczkami posypujemy po wierzchu zupy.dodajemy kleksa śmietany jak ktoś lubi. ja lubię więc dodaję!!!
smacznego. mniamula.
tak tez uczyniłam przy tej zupie. czasem zastanawiam się...."jaką by tu zupę ugotować?" i nic nie przychodzi mi do głowy. po prostu otworzyłam lodówkę i zrobiłam pyszną tzw. śmieciówkę. ale jest na tyle mniamulowa, że postanowiłam się z Wami podzielić:)
potrzeba: dwóch szklanek wywaru (użyłam wcześniej mrożonego od gotowania mięs na pasztet- ale można użyć z kostki lub po prostu wody), kawałka białej kapusty, dwóch łodyg selera naciowego, dwóch ziemniaków, marchewki, pól selera, pół pora, puszki kukurydzy, trzech ząbków czosnku, kawałeczka imbiru, po łyżce: natki pietruszki, lubczyku, mięty, melisy,pieprzu ziołowego oraz szczypty soli.(jeżeli gotujemy na kostce rosołowej rezygnujemy z soli)
warzywa myjemy, obieramy te co trzeba i kroimy na drobne kawałki -byle jak:). gotujemy je w wywarze do miękkości i ostudzoną zupę miksujemy. doprawiamy ziołami i ewentualnie solą (lub maggi). podajemy jako zupę krem z grzaneczkami z chleba- dwie kromki chleba kroimy w kosteczkę i rumienimy na maśle. można posypać granulowanym czosnkiem. kilkoma grzaneczkami posypujemy po wierzchu zupy.dodajemy kleksa śmietany jak ktoś lubi. ja lubię więc dodaję!!!
smacznego. mniamula.
czwartek, 17 maja 2012
cycki z brzoskwiniami
tym razem mój hicior z imprez wszelakich.proste, smaczne, po prostu mniamulowe danie!!!
potrzeba: dwóch podwójnych piersi kurczaka, puszki brzoskwiń(w połówkach), majonezu, keczupu i przyprawy curry oraz do kurczaka.
cycki myjemy, odcinamy błonki i kroimy na małe kawałki(tak na gryza) posypujemy przyprawą do kurczaka i obsmażamy na oliwie. przekładamy do miski. brzoskwinie kroimy w plasterki i mieszamy z kurczakiem. miseczki wlewamy trzy łyżki syropu z brzoskwiń (resztę wypijamy, mniam:) dwie łyżki majonezu i trzy łyżki keczupu oraz czubatą łyżkę curry, mieszamy aż powstanie gęsty, aksamitny sos. polewamy nim kurczaka i brzoskwinie i delikatnie mieszamy. wstawiamy na godzinkę do lodówki.
pyszności. wypróbowałam również wersję z kiwi i ananasem ale ta wygrywa i jest najlepsza pod względem smakowym i strukturalnym:)
smacznego.mniamula
potrzeba: dwóch podwójnych piersi kurczaka, puszki brzoskwiń(w połówkach), majonezu, keczupu i przyprawy curry oraz do kurczaka.
cycki myjemy, odcinamy błonki i kroimy na małe kawałki(tak na gryza) posypujemy przyprawą do kurczaka i obsmażamy na oliwie. przekładamy do miski. brzoskwinie kroimy w plasterki i mieszamy z kurczakiem. miseczki wlewamy trzy łyżki syropu z brzoskwiń (resztę wypijamy, mniam:) dwie łyżki majonezu i trzy łyżki keczupu oraz czubatą łyżkę curry, mieszamy aż powstanie gęsty, aksamitny sos. polewamy nim kurczaka i brzoskwinie i delikatnie mieszamy. wstawiamy na godzinkę do lodówki.
pyszności. wypróbowałam również wersję z kiwi i ananasem ale ta wygrywa i jest najlepsza pod względem smakowym i strukturalnym:)
smacznego.mniamula
sobota, 14 kwietnia 2012
piwne ciasteczka
czasem szukam szukam i doszukać się nie mogę jakiegoś ekstra przepisu, co będzie ciekawy, niecodzienny i takie tam. a tu sobie z kalendarza (brutalnie wyrwany:) wpadł prosto w moje ręce przepis na ciastka piwne. przeczytałam, oniemiałam i zrobiłam. są banalnie proste, ich przygotowanie trwa chwilkę a smak jest przecudowny. ponieważ są neutralne można nadziewać czym się chce. na słodko i na słono. na kwaśno i na ostro. pełna swawola!!! to lubię!!! ja na pierwszy rzut zrobiłam jak w przepisie przykazali i nadziałam dżemem. dyniowym ,własnej roboty. wyszły piekielnie pyszne.
potrzeba: dwóch szklanek mąki, kostki margaryny, pół szklanki piwa i czegoś do nadziania. może być dżem, może być jabłko w kawałkach, może być kiszona kapusta, mięso. no hulaj dusza.
mocno schłodzoną margarynę (można wsadzić do zamrażalnika) zetrzeć na tarce o grubych oczkach do miski z mąką. wygnieść i dodać piwo. zagniatać. wyrobić ciasto uformować kulę i wsadzić do lodówki na dwie godziny. wyjąć, rozwałkować, wycinać kwadraty, nadziewać i zlepiać jak pierogi lub uformować rogaliki. uważać żeby brzegi były dobrze zlepione, by nie wyciekł farsz( jakikolwiek jest). pieczemy w 180 stopniach na złoto czyli jakieś 15-20 minut. przypominają ciastka francuskie. jeśli są na słodko posypujemy cukrem pudrem. jeśli na ostro lub słono to ...hmmm raczej nie:) pychotki.
smacznego.mniamula.
potrzeba: dwóch szklanek mąki, kostki margaryny, pół szklanki piwa i czegoś do nadziania. może być dżem, może być jabłko w kawałkach, może być kiszona kapusta, mięso. no hulaj dusza.
mocno schłodzoną margarynę (można wsadzić do zamrażalnika) zetrzeć na tarce o grubych oczkach do miski z mąką. wygnieść i dodać piwo. zagniatać. wyrobić ciasto uformować kulę i wsadzić do lodówki na dwie godziny. wyjąć, rozwałkować, wycinać kwadraty, nadziewać i zlepiać jak pierogi lub uformować rogaliki. uważać żeby brzegi były dobrze zlepione, by nie wyciekł farsz( jakikolwiek jest). pieczemy w 180 stopniach na złoto czyli jakieś 15-20 minut. przypominają ciastka francuskie. jeśli są na słodko posypujemy cukrem pudrem. jeśli na ostro lub słono to ...hmmm raczej nie:) pychotki.
smacznego.mniamula.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














