zrobiłam, zrobiłam, zrobiłam. własny majonez. tytuł posta wziął się z tekstów Synka.
" Mamo, Mamo chcę kanapkę z majezonem...."
wyszedł smaczny, gęsty. nawet nie zważył się za pierwszym razem. jestem dumna.
potrzeba:trzech żółtek, łyżeczki musztardy, pól litra oliwy z oliwek, łyżeczki soku z cytryny, ewentualnie przegotowanej wody,
żółtka ucieramy z musztardą na gładki krem (ja miksowałam mikserem) nie przerywając miksowania dolewamy oliwę. malutkim strumyczkiem. najlepiej wlać oliwę to dzbanuszka do mleka i lać powolutku z dzióbka. miksujemy do gęstego sosu. dodajemy sok cytryny, miksujemy jeszcze chwilkę i koniec.
gdy jest zbyt gęsty dodajemy odrobinkę wody. woda sprawi też ,że majonez będzie miał ładny kolor.
domowy majonez możemy podzielić i zrobić z niego różne dipy, np, proporcje na 4 łyżki majonezu:
- dodać czubatą łyżkę curry i szczyptę soli,
- dodać dwie łyżki tartego chrzanu, sól i pieprz i łyżkę jogurtu naturalnego,
- łyżkę jogurtu naturalnego, sól, pieprz i dwa ząbki startego na mini tareczce czosnku,
- łyżkę jogurtu naturalnego, łyżkę keczupu lub koncentratu pomidorowego, szczyptę suszonej bazylii lub garść świeżych listków
-......co kto chce:)
super smakuje z selerem naciowym, paskami papryki, ogórka itp:)
smacznego. mniamula.
zajrzało:
niedziela, 14 października 2012
sobota, 13 października 2012
lubczykowe pesto
pesto .....
pesto nietypowe, bo żadna bazylia, żadne pini, żadne parmezan czy pecorino i inne trudne nazwy.
na mój wynalazek potrzeba: pęczka lubczyku (maggi), trzech łyżek oliwy z oliwek, dwóch ząbków czosnku, szczypty soli,
lubczyk myjemy, otrząsamy z wody i grubo siekamy, byle jak bo idzie do blendera. czosnek obieramy, wrzucamy do miseczki blendującej, dolewamy oliwy, solimy i zasypujemy lubczykiem. miksujemy kilka minut na gładką pastę. stosujemy na kanapki, jako dodatek zamiennie dla keczupu, musztardy, itp:) można też polać nim fasolkę szparagową. zazwyczaj jem fasolkę z tartą bułką zezłoconą na maśle, tym razem zrobiłam wyjątek, skropiłam ugotowaną fasolkę pesto i nie żałuję. było pyszne.
smacznego. mniamula.
pesto nietypowe, bo żadna bazylia, żadne pini, żadne parmezan czy pecorino i inne trudne nazwy.
na mój wynalazek potrzeba: pęczka lubczyku (maggi), trzech łyżek oliwy z oliwek, dwóch ząbków czosnku, szczypty soli,
lubczyk myjemy, otrząsamy z wody i grubo siekamy, byle jak bo idzie do blendera. czosnek obieramy, wrzucamy do miseczki blendującej, dolewamy oliwy, solimy i zasypujemy lubczykiem. miksujemy kilka minut na gładką pastę. stosujemy na kanapki, jako dodatek zamiennie dla keczupu, musztardy, itp:) można też polać nim fasolkę szparagową. zazwyczaj jem fasolkę z tartą bułką zezłoconą na maśle, tym razem zrobiłam wyjątek, skropiłam ugotowaną fasolkę pesto i nie żałuję. było pyszne.
smacznego. mniamula.
wtorek, 9 października 2012
lukrujemy
podjęłam się małego wyczynu. drżącą ręką, z walącym sercem zrobiłam Synowi tort w kształcie ciuchci, z Jego ulubionej bajki "Tomek i przyjaciele". podwiesiłam nad kuchenką gazetkę ze zdjęciem owej ciuchci, położyłam na stolnicy ozdobny papier ( nie mam takiej wielkiej tacy!!!)i do dzieła. upiekłam dwa prostokątne blaty. jeden był korpusem z drugiego powycinałam elementy. niczym, nie przekładałam ciasto to był najprostszy placek. z tego samego ciasta upiekłam kilka babeczek na koła.
gdy uporałam się z ułożeniem elementów tak by wyglądały jak pociąg, przyszło wyzwanie:) lukier królewski.
zawsze robiłam do ciastek, pierniczków, babek zwykły najprostszy lukier. lekko przezroczysty, lśniący, szarawy. teraz wyzwaniem był gęsty, biały piękny lukier. barwniki zakupiłam wcześniej. czas na bazę:
potrzebujemy: pół kilograma cukru pudru (zmieliłam w młynku zwykły cukier na puder- wychodzi taniej) , dwa białka, łyżeczka soku z cytryny, ewentualnie przegotowana woda.
cukier przesiewamy przez sitko do miski, dodajemy białka i sok z cytryny, mieszamy mikserem około pięć minut. jeśli jest za gęsty dolewamy wody. po odrobinie, dosłownie kropelkami. zabarwiamy wg przepisu na opakowaniu barwnika, do pożądanego koloru, czerwony nie bardzo wychodzi bo z białym lukrem tworzy oczywiście piękny róż:)
szpatułką nakładamy na ciasto. lukier dobrze się rozsmarowuje a także jest genialny jako klej. skleiłam wszystkie części pociągu. głowę posmarowałam białym lukrem, do reszty dodałam niebieski barwnik i pokryłam korpus. cyfrę i zdobienia zrobiłam pisakami cukrowymi a dolną warstwę ozdobną barwionym cukrem kryształem( gotowy, kupiony w sklepie). komin i obręcz pociągu oblałam stopioną czekoladą.
uff...
jak na pierwszy raz poszło całkiem nieźle. starałam się. lukier jest prosty w wykonaniu, ładnie zastyga i niepotrzebnie tak się go bałam, hehe. ale pierwsze koty za płoty. może niebawem pokuszę się o kolejne dzieła.
smacznego.mniamula.
gdy uporałam się z ułożeniem elementów tak by wyglądały jak pociąg, przyszło wyzwanie:) lukier królewski.
zawsze robiłam do ciastek, pierniczków, babek zwykły najprostszy lukier. lekko przezroczysty, lśniący, szarawy. teraz wyzwaniem był gęsty, biały piękny lukier. barwniki zakupiłam wcześniej. czas na bazę:
potrzebujemy: pół kilograma cukru pudru (zmieliłam w młynku zwykły cukier na puder- wychodzi taniej) , dwa białka, łyżeczka soku z cytryny, ewentualnie przegotowana woda.
cukier przesiewamy przez sitko do miski, dodajemy białka i sok z cytryny, mieszamy mikserem około pięć minut. jeśli jest za gęsty dolewamy wody. po odrobinie, dosłownie kropelkami. zabarwiamy wg przepisu na opakowaniu barwnika, do pożądanego koloru, czerwony nie bardzo wychodzi bo z białym lukrem tworzy oczywiście piękny róż:)
szpatułką nakładamy na ciasto. lukier dobrze się rozsmarowuje a także jest genialny jako klej. skleiłam wszystkie części pociągu. głowę posmarowałam białym lukrem, do reszty dodałam niebieski barwnik i pokryłam korpus. cyfrę i zdobienia zrobiłam pisakami cukrowymi a dolną warstwę ozdobną barwionym cukrem kryształem( gotowy, kupiony w sklepie). komin i obręcz pociągu oblałam stopioną czekoladą.
uff...
jak na pierwszy raz poszło całkiem nieźle. starałam się. lukier jest prosty w wykonaniu, ładnie zastyga i niepotrzebnie tak się go bałam, hehe. ale pierwsze koty za płoty. może niebawem pokuszę się o kolejne dzieła.
smacznego.mniamula.
sobota, 22 września 2012
pigwa wcale nie genowefa
kocham, kocham, kocham. najbardziej ich zapach. pigwa to drzewo. rzadko niestety spotykane, niedoceniane. ale jest jeszcze młodszy braciszek- pigwowiec. jest to średniej wielkości krzaczor z mnóstwem kolców i zielonych i żółtych kulek. pigwowca kocham miłością wielką, zaborczą i mam nadzieję odwzajemnioną. kilka lat temu przemykałam wieczorami po dzielnicy i cichaczem podkradałam owoce z różnych skwerów...(nie były to czyjeś ogródki- taki teren wszystkich). tak, jestem złodziejką. ale myślę, że krzaczki były mi wdzięczne, dawałam ich dzieciaczkom nowe życie:) nie zbierałam wszystkich, ot tak skubałam tu i ówdzie. po przeprowadzce okazało się ,że pigwowca ma w ogródku moja sąsiadka. byłam wniebowzięta, gdy zapytana stwierdziła,że nic z nim nie robi i dała mi kluczyk do furtki...ach jaka wielka była moja radość. już nie musiałam się skradać i z walącym sercem szybko i ukradkiem zrywać owoców wciąż kalecząc sobie ręce. tak uradowana zabrałam się do przetwarzania darów. pachnie cała kuchnia, ba mieszkanie całe:) zapach pigwowca upaja, zniewala i otula. jest kwaśno- słodki, rześki, no wspaniały. ciekawe, czy używają jakiegoś olejku pigwy lub pigwowca w perfumeryjnym biznesie. muszę sprawdzić. kupiłabym bez zastanowienia perfumy z taką nutą.
boskie. zatem do dzieła.
potrzeba: owoców pigwowca(pigwy) w dowolnej ilości, odrobiny cukru.
owoce myjemy, bierzemy ostry nóż, bo są dość twarde, kroimy na ćwiartki i wyrzucamy miliony:) pesteczek. na suchą patelnię wrzucamy pokrojone w plasterki owoce i posypujemy cukrem. niedużo, tak by puściły sok. smażymy często mieszając aż zrobi się gęsta masa. przekładamy do małych słoiczków i wekujemy około 10 minut.
dodajemy do herbaty. przestudzoną herbatę słodzimy odrobiną miodu. i jest cudownie...:)
a tak na marginesie podkradanych przeze mnie owoców nikt teraz nie zbiera. przechodząc niedawno obok swoich dawnych kradziejskich miejsc zauważyłam ,że krzaczki są pełne. zastanawiam się coby nie powrócić do procederu skoro aż się prosi...
mam nadzieję ,że po tym wpisie nikt nie postawi straży przy niczemu winnych krzaczkach.
smacznego. mniamula.
boskie. zatem do dzieła.
potrzeba: owoców pigwowca(pigwy) w dowolnej ilości, odrobiny cukru.
owoce myjemy, bierzemy ostry nóż, bo są dość twarde, kroimy na ćwiartki i wyrzucamy miliony:) pesteczek. na suchą patelnię wrzucamy pokrojone w plasterki owoce i posypujemy cukrem. niedużo, tak by puściły sok. smażymy często mieszając aż zrobi się gęsta masa. przekładamy do małych słoiczków i wekujemy około 10 minut.
dodajemy do herbaty. przestudzoną herbatę słodzimy odrobiną miodu. i jest cudownie...:)
a tak na marginesie podkradanych przeze mnie owoców nikt teraz nie zbiera. przechodząc niedawno obok swoich dawnych kradziejskich miejsc zauważyłam ,że krzaczki są pełne. zastanawiam się coby nie powrócić do procederu skoro aż się prosi...
mam nadzieję ,że po tym wpisie nikt nie postawi straży przy niczemu winnych krzaczkach.
smacznego. mniamula.
wtorek, 18 września 2012
dyniowa zupa półkrem
dynia, dynia, dynia...warzywo pełne inspiracji. można zrobić z niej zupę, gulasz, piure, można ją nadziać ,zapiekać, smażyć. zrobić dżem, wsadzić w ocet. no i oczywiście zrobić z niej lampion:)
zupa z dyni tez jest wariacją. istnieje zapewne milion sposobów na jej przyrządzenie.
mój jest następujący:
potrzeba: pól średniej dyni, czterech ziemniaków, dwóch marchewek, dwóch pomidorów, dwóch cebul litra wody lub rosołu, soli, pieprzu, curry, mielonej słodkiej papryki, ciut oleju i troszkę gęstej kwaśnej śmietany.
dynię kroimy na kawałki, obieramy ze skóry, usuwamy pestki i farfocle. myjemy i kroimy w sporą kostkę i wrzucamy na olej. oleju tyle tylko żeby maznąć dno garnka. GARNEK musi być duuuuży:) dodajemy obraną i pokrojoną w kostkę cebulę. dusimy kilka minut i zalewamy wodą/rosołem. dodajemy obrane i pokrojone w kostkę marchewki i ziemniaki. gotujemy do miękkości. na koniec dodajemy sparzone, obrane ze skórki pomidory, chwilkę niech pobulgocze i wystudzamy zupę. miksujemy blenderem tak nie do końca. żeby było czuć ,że coś tam jemy a nie papkę dla bezzębnych:) zupę doprawiamy wedle uznania przyprawami podanymi powyżej.nakładamy do głębokich talerzy i robimy kleksa ze śmietany. ewentualnie bez kleksa. też pyszna.
podajemy na ciepło. taka zupa rozgrzewa, jest syta i odżywcza i oczywiście smakowita.
smacznego. mniamula.
zupa z dyni tez jest wariacją. istnieje zapewne milion sposobów na jej przyrządzenie.
mój jest następujący:
potrzeba: pól średniej dyni, czterech ziemniaków, dwóch marchewek, dwóch pomidorów, dwóch cebul litra wody lub rosołu, soli, pieprzu, curry, mielonej słodkiej papryki, ciut oleju i troszkę gęstej kwaśnej śmietany.
dynię kroimy na kawałki, obieramy ze skóry, usuwamy pestki i farfocle. myjemy i kroimy w sporą kostkę i wrzucamy na olej. oleju tyle tylko żeby maznąć dno garnka. GARNEK musi być duuuuży:) dodajemy obraną i pokrojoną w kostkę cebulę. dusimy kilka minut i zalewamy wodą/rosołem. dodajemy obrane i pokrojone w kostkę marchewki i ziemniaki. gotujemy do miękkości. na koniec dodajemy sparzone, obrane ze skórki pomidory, chwilkę niech pobulgocze i wystudzamy zupę. miksujemy blenderem tak nie do końca. żeby było czuć ,że coś tam jemy a nie papkę dla bezzębnych:) zupę doprawiamy wedle uznania przyprawami podanymi powyżej.nakładamy do głębokich talerzy i robimy kleksa ze śmietany. ewentualnie bez kleksa. też pyszna.
podajemy na ciepło. taka zupa rozgrzewa, jest syta i odżywcza i oczywiście smakowita.
smacznego. mniamula.
poniedziałek, 17 września 2012
cudowna sałatka z ogórka i papryki na ciepło
była promocja na czerwoną paprykę....ojeju jeju. więc zakupiłam kilka kilogramów i zaczęłam lekturę książek z przepisami oraz swoich szpargałów. w planach miałam paprykę na słodko w occie, paprykę kiszoną oraz coś ponadto. i znów kopalnią cudnych przepisów okazała się książka Olgi Smile "przetwory".
znalazłam u niej przepis-pierwowzór-z cukinią (str.75) - na oryginalną sałatkę robioną na ciepło. no i tak mi się spodobała, że od razu wzięłam się do dzieła...ale nie miałam cukinii, hehe. za to miałam całą skrzynkę ogórków gruntowych. stwierdziłam, że skoro to ta sama rodzinka warzyw (podobno owoców- bo od melona) to nie będzie tak wielkiej różnicy. ogórek poza tym ma świeższy smak.
efekt przeszedł moje oczekiwania, no coś pysznego. z pierwszej porcji wyżarłam bezpośrednio z garnka tyle, że niewiele zostało do słoiczków. musiałam dorobić podwójną porcję.
sałatka jest przepyszna, słodka, o ciekawej teksturze. warzywa w niej są al dente, mimo tego rozpływają się w ustach. mniam mniam mniam.
podam ilość już podwójną na wszelki wypadek:
moja wersja:
potrzeba: kilograma czerwonej papryki, kilograma ogórków gruntowych, trzech cebul, ośmiu ząbków czosnku, 150ml oleju, dwóch łyżek soli trzech łyżek cukru.
cebulę obieramy, kroimy w piórka i smażymy na oleju. gdy będzie szklista dodajemy umytą, pozbawioną gniazd nasiennych i pokrojoną w plasterki paprykę. gotujemy razem około 5 minut. ogórka kroimy w słupki i dodajemy do warzyw. dusimy 10 minut. dodajemy (ja ścieram na mini tareczce) przeciśnięty przez praskę czosnek, sól i cukier. w oryginale jest tez pieprz; ja nie dodałam. wolę doprawić na talerzu a mój synuś nieszczególnie lubi pieprz.
można wcinać na ciepło jako dodatek do obiadu lub ciepłej kolacji. (na zdjęciu jako dodatek do naleśnika) można pasteryzować 25 minut. po wyjęciu z garnka otulamy ręcznikiem lub kocem.
smacznego. mniamula
znalazłam u niej przepis-pierwowzór-z cukinią (str.75) - na oryginalną sałatkę robioną na ciepło. no i tak mi się spodobała, że od razu wzięłam się do dzieła...ale nie miałam cukinii, hehe. za to miałam całą skrzynkę ogórków gruntowych. stwierdziłam, że skoro to ta sama rodzinka warzyw (podobno owoców- bo od melona) to nie będzie tak wielkiej różnicy. ogórek poza tym ma świeższy smak.
efekt przeszedł moje oczekiwania, no coś pysznego. z pierwszej porcji wyżarłam bezpośrednio z garnka tyle, że niewiele zostało do słoiczków. musiałam dorobić podwójną porcję.
sałatka jest przepyszna, słodka, o ciekawej teksturze. warzywa w niej są al dente, mimo tego rozpływają się w ustach. mniam mniam mniam.
podam ilość już podwójną na wszelki wypadek:
moja wersja:
potrzeba: kilograma czerwonej papryki, kilograma ogórków gruntowych, trzech cebul, ośmiu ząbków czosnku, 150ml oleju, dwóch łyżek soli trzech łyżek cukru.
cebulę obieramy, kroimy w piórka i smażymy na oleju. gdy będzie szklista dodajemy umytą, pozbawioną gniazd nasiennych i pokrojoną w plasterki paprykę. gotujemy razem około 5 minut. ogórka kroimy w słupki i dodajemy do warzyw. dusimy 10 minut. dodajemy (ja ścieram na mini tareczce) przeciśnięty przez praskę czosnek, sól i cukier. w oryginale jest tez pieprz; ja nie dodałam. wolę doprawić na talerzu a mój synuś nieszczególnie lubi pieprz.
można wcinać na ciepło jako dodatek do obiadu lub ciepłej kolacji. (na zdjęciu jako dodatek do naleśnika) można pasteryzować 25 minut. po wyjęciu z garnka otulamy ręcznikiem lub kocem.
smacznego. mniamula
sobota, 15 września 2012
fenomenalne buraczki na zimę
od wielu lat hitem mojej spiżarni są buraczki z papryką. słodko -kwaśne, z dodatkiem cebulki i oleju tworzą rozpływającą się w ustach sałatkę. można ją jeść samodzielnie lub jako dodatek do obiadu czy kolacji. jest tak pyszna ,że słoiczki znikają czasem nawet przed zimową porą. zdarza się też ,że muszę dorabiać, bo dziwnym sposobem się skończyły...
potrzeba:trzy kilogramy buraków, trzy czerwone papryki, trzy duże cebule. szklanki oleju, szklanki octu, połowy szklanki cukru oraz sporek łyżki soli.
buraczki gotujemy do miękkości-tak aby wchodził widelec. paprykę myjemy, usuwamy gniazda nasienne. kroimy w drobną kosteczkę, cebulę również obieramy i kroimy w drobną kosteczkę.wraz z papryką wrzucamy do garnka z oliwą, gdy cebula się zeszkli, dodajemy ocet, sól i cukier. gotujemy dziesięć minut. buraczki studzimy, obieramy i ścieramy na tarce o grubych oczkach. dorzucamy do papryki i cebuli i gotujemy kolejne dziesięć minut co jakiś czas mieszając.
przekładamy do słoików i pasteryzujemy dziesięć minut.
smacznego.mniamula
potrzeba:trzy kilogramy buraków, trzy czerwone papryki, trzy duże cebule. szklanki oleju, szklanki octu, połowy szklanki cukru oraz sporek łyżki soli.
buraczki gotujemy do miękkości-tak aby wchodził widelec. paprykę myjemy, usuwamy gniazda nasienne. kroimy w drobną kosteczkę, cebulę również obieramy i kroimy w drobną kosteczkę.wraz z papryką wrzucamy do garnka z oliwą, gdy cebula się zeszkli, dodajemy ocet, sól i cukier. gotujemy dziesięć minut. buraczki studzimy, obieramy i ścieramy na tarce o grubych oczkach. dorzucamy do papryki i cebuli i gotujemy kolejne dziesięć minut co jakiś czas mieszając.
przekładamy do słoików i pasteryzujemy dziesięć minut.
smacznego.mniamula
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















